Pracownica wygrała z Biedronką w sądzie. Została zwolniona dyscyplinarnie za 32,28 zł

Pracownica, która została zwolniona przez Biedronkę dyscyplinarnie, wygrała z siecią dyskontów w sądzie. - Pracowałam w Biedronce prawie dwa lata. Co mogę powiedzieć na pewno, to to, że nie przestrzega się tam niektórych procedur. Są braki w personelu, a przy tym mamy nadmiar obowiązków - opowiada pani Żaneta.
Sklep (Zdjęcie ilustracyjne)
Fot. Adam Stępień / Agencja Wyborcza.pl

Wyborcza.biz opisała historię pani Żanety, pracownicy Biedronki, która została dyscyplinarnie zwolniona z pracy. - Myłam podłogi, szkoliłam nowe osoby, ładowałam setki kilogramów towaru na półki, ciągałam palety. Nie zauważyłam, jak klient wynosi mleko warte 32,28, a oni chcieli mnie zwolnić dyscyplinarnie. Ale ja się nie dałam - opowiadała. 

Zobacz wideo Oto najświeższa Biedronka w Polsce. Jest nowocześnie i proekologicznie

Pani Żaneta została zwolniona z Biedronki. "Jednocześnie musiałam nadzorować dwie dziewczyny"

Pracownica Biedronki opowiedziała gazecie, że nie zauważyła, iż u jednego z klientów w koszyku pod siatką znajdowała się zgrzewka mleka, po czym została zwolniona dyscyplinarnie. Zaczęło się od tego, że kobieta została wysłana do pracy do innej Biedronki, takiej, w której brakowało personelu - część pracowników była na zwolnieniu, część na urlopach. Pani Żaneta miała być tego dnia wsparciem dla pozostałej załogi. -  Tamtego dnia obsługiwałam klientów na kasie, ale jednocześnie musiałam nadzorować inne dwie dziewczyny, też na kasach, które szkoliłam. Jedna z nich była pierwszy dzień na kasie - opowiadała kobieta. Według procedur pani Żaneta w ogóle nie powinna dostać swojej kasetki. Jej zadaniem miało być wyłącznie szkolenie młodszej koleżanki. - Nie było pracowników, a ktoś musi klientów obsłużyć, więc kazali mi usiąść za kasą. Tak to jest, jak nie ma ludzi - tłumaczyła. I dodała, że był to jej szósty dzień pracy z rzędu, a "pod sobą" miała trzy kasy.

Pracownica Biedronki zwolniona. "Kierownik stwierdził, że pomogłam w kradzieży"

- Wtedy była duża promocja na mleko, klient miał bardzo dużo zakupów, koleżanki pytały o kody na produkty. Tamten klient jedną zgrzewkę mleka wyciągnął na taśmę, a drugą zostawił w wózku. Ja tego nie zauważyłam, bo przykrył ją biało-czerwoną torbą na zakupy - relacjonuje kobieta. Sytuację miał zauważyć ochroniarz i przekazać to kierownikowi sklepu. Ten z kolei miał uznać, że strata w wysokości 32,28 zł jest podstawą do zwolnienia dyscyplinarnego. Pani Żaneta twierdziła, że kierownik nie dał jej nawet szansy wytłumaczenia się z tego. - Kierownik regionalny stwierdził, że ja to ukradłam, że pomogłam w kradzieży (...) Powiedział, że jeśli nie podpiszę zwolnienia dyscyplinarnego, to on wezwie policję. A ja całą tę rozmowę nagrałam i przedstawiłam w sądzie - mówiła pracownica Biedronki. 

Kobieta podkreślała, że od samego początku zarzucała pracodawcy nieregulaminowy nadmiar obowiązków i ten, jak stwierdziła, "szukał pretekstu", by zwolnić ją z pracy. Kiedy zatem została zwolniona dyscyplinarnie, nie podpisała protokołu zwolnienia i wniosła sprawę do sądu pracy. Ten uznał jej rację i orzekł, że zwolnienie dyscyplinarne było nieuzasadnione oraz zasądził odszkodowanie na rzecz pani Żanety. "Biedronka, mimo wielokrotnych próśb o komentarz, nie odniosła się do sprawy" - czytamy na wyborcza.biz.

Więcej o: