Brytyjczycy mają dość. Brexit uderza w firmy. "Niezrozumiałe przepisy"

Brexit znów daje o sobie znać. W czwartą rocznicę wyjścia Wielkiej Brytanii z Unii Europejskiej wchodzą w życie nowe przepisy. Firmy mówią o biurokracji, kosztach i niepewności.
Protest przeciwko brexitowi w pobliżu budynków parlamentu w Londynie
Fot. REUTERS/Toby Melville

Właściciele brytyjskich i unijnych firm mówią o niepewności i dodatkowych wydatkach. By przewieźć z Polski do Wielkiej Brytanii takie produkty jak sery, mleko czy wiele rodzajów mięsa unijni przedsiębiorcy muszą mieć teraz nowy certyfikat weterynaryjny. Nowe zasady zaczną działać o północy, czyli w środę o godzinie 23:00 czasu brytyjskiego. Nie dotyczą eksportu do Irlandii Północnej, która do pewnego stopnia koordynuje przepisy z Unią Europejską.

Brytyjczycy odkładali te zmiany pięciokrotnie w obawie przed złym wpływem na ich gospodarkę. Ale teraz system zaczyna działać. Natomiast w kwietniu kolejny ważny moment - pojawią się fizyczne kontrole.

Zobacz wideo Miron Mironiuk: Mamy to, co najważniejsze, mamy najlepszych na świecie programistów

Wielka Brytania znów ma problem. Znów przez brexit. Biurokracja, koszty i niepewność

- Rozmawialiśmy z unijnymi przedsiębiorcami i zrzeszeniami handlowców. To jasne, że brakuje zrozumienia co do działania nowych procedur - alarmuje Marco Forgione, szef londyńskiego Instytutu Eksportu i Handlu Międzynarodowego. - Co gorsza od Polaków, Niemców i Hiszpanów mamy sygnały, że brakuje weterynarzy, którzy wystawialiby certyfikaty - mówił w Polskim Radiu. Ostrzega, że dodatkowa biurokracja i oczekiwanie na certyfikat mogą zakłócić przepływ handlu, co jest szczególnie niebezpieczne w przypadku towarów chłodzonych. - Zwłoka paru godzin może skrócić termin przydatności produktu o jedną piątą, sprawiając, że sprzedawanie go na brytyjski rynek może okazać się nieopłacalne. Takie opóźnienia to dla przedsiębiorcy dodatkowe problemy: nowe źródło kosztów i ryzyka dla jego działalności - powiedział Marco Forgione.

Biurokracja, koszty i niepewność, czy wszystko uda się zrobić na czas. W czwartą rocznicę wyjścia z Unii Europejskiej, kolejne efekty brexitu dają o sobie znać. Brytyjczycy pięć razy odwlekali wprowadzenie nowych zasad, bo obawiali się wpływu na swoją gospodarkę. Teraz system rusza, a znaków zapytania po obu stronach kanału La Manche jest wiele.

- Musimy zapewnić komplet dokumentów do wygenerowania świadectwa eksportowego i uzyskać zgodę polskiego weterynarza na wywóz produktów do Wielkiej Brytanii. Mamy prawie 4 tys. tirów rocznie, ponad tysiąca produktów, do których musimy zgromadzić odpowiednie dokumenty - wylicza Dariusz Rusek z firmy Mastermedia, eksportera żywności.

- Już opanowanie tego procesu przy naszej skali i liczbie produktów jest bardzo skomplikowane - podkreśla rozmówca Informacyjnej Agencji Radiowej. W wielu przypadkach miejsca na zwłokę po prostu nie ma. - Problemy zaczynają się, gdy rozmawiamy o towarze chłodzonym. Tu nie możemy stracić nawet jednego dnia, produkty mają krótki termin przydatności - tłumaczy z kolei Krzysztof Kleinschmidt, dyrektor operacyjny firmy Bestfoods. Łańcuchy dostaw są mocno splecione, a brexitowe bariery te sploty osłabiają.

Wielka Brytania. Firmy mają kolejne problemy przez brexit

Obaw nie kryje Cold Chain Federation, zrzeszająca handlowców żywnością, która wymaga lodówek i zamrażarek. Tom Southall, dyrektor wykonawczy organizacji mówił w BBC, że niewielcy eksporterzy z Unii Europejskiej mogą po prostu uznać, że nowa biurokracja to za duży kłopot i mogą przestać wysyłać jedzenie do Wielkiej Brytanii. Jego zdaniem zmniejszyć się mogą np. dostawy bekonu.

Również szef Institute of Export and International Trade dodaje, że choć koszty nowej biurokracji łatwiejsze będą do "przełknięcia" dla dużych firm, to mniejsze mogą uznać, że dalsze wysyłanie towarów do Edynburga czy Manchesteru jest po prostu nieopłacalne. O potencjalnym "zagrożeniu bezpieczeństwa żywnościowego" mówią firmy zrzeszone w SPS Certification Working Group, które napisały w tej sprawie list do ministra rolnictwa.

Według rządu w Londynie nowy system będzie kosztował brytyjskie firmy ponad 300 mln funtów rocznie. Podpisując umowę brexitową premier Boris Johnson zapewniał, że takich barier pozataryfowych nie będzie. W skali roku wartość brytyjskiego importu z Unii Europejskiej to ok. 260 miliardów.

Rząd Rishiego Sunaka podkreśla, że buduje najnowocześniejszą granicę na świecie, która sprawi, że trudności staną się mniej dotkliwe. Dodaje, że konsultował się w tej sprawie z przedsiębiorcami, aby nowe zasady nie sprawiały im problemu. Rząd podkreśla, że brak kontroli unijnych przewoźników dałby im przewagę nad brytyjskimi producentami.

Z kolei podsekretarz stanu w brytyjskim ministerstwie zdrowia Andrea Leadsom twierdzi, że pojawiające się czasem nowe wymogi biurokratyczne to coś normalnego, a w brexit to w jej ocenie wielka szansa na wejście na globalne rynki. - Firmy są przyzwyczajone do tego, że ponoszą koszty związane z prowadzeniem biznesu. Rozumiem, że dziś się o tym mówi, bo w końcu nowe zasady wchodzą w życie. Ale prawda jest taka, że przedsiębiorcy mogą teraz wykorzystać szansę na całym świecie, poza Unią. A to bezpośredni zysk z brexitu - powiedziała telewizji Sky News.

Więcej o: