Rolnicy w całej Europie mówią jednym głosem. Protestują przeciwko wzrastającym kosztom produkcji i importowi taniej żywności. Sprzeciwiają się także unijnemu faworyzowaniu ukraińskich przetwórców i rolników oraz europejskiej polityce klimatycznej, która zagraża tej gałęzi gospodarki. Poszczególne postulaty różnią w zależności od kraju, np. w protestach w Litwie kluczowy był kryzys mleczy, a Hiszpanie skarżą się na biurokrację i regulacje ograniczające produkcje. Niemniej widać, że rolnicy buntują się przeciwko Unii.
Zacznijmy od Francji, gdzie sytuacja wydaje się najbardziej dramatyczna. Francuski premier Gabriel Attal we wtorek wygłosił expose w Zgromadzeniu Narodowym, w którym mówił m.in., że Francja będzie kontynuowała walkę z nieuczciwą konkurencją. - To kluczowe wyzwanie dla naszych rolników - mówił. Nie zadowoliło to jednak samych rolników, którzy zapowiadają kontynuowanie protestów w całym kraju. Konwoje traktorów, które od poniedziałku prowadzą tak zwane "oblężenie Paryża", zbliżają się do stolicy.
"Brak konkretnych odpowiedzi, niezrozumiała postawa rządu, słabe i puste słowa" - tak na wczorajsze wystąpienie premiera reagują protestujący rolnicy. Domagają się przede wszystkim walki z nieuczciwą konkurencją i przerwania importu tanich produktów z Ukrainy. We wtorek premier zapewnił, że będzie walczył o ich interesy na arenie europejskiej, ale jego słowa nie uspokoiły nastrojów wśród rolników.
Z kolei prezydent Francji Emmanuel Macron powiedział, że nie należy obwiniać polityki Unii Europejskiej o problemy rolników. Przypominał, że w ostatnich latach zrobiono dużo, aby im pomóc. - Byłoby zbyt łatwo obwiniać Europę o wszystko - powiedział prezydent Francji, dodając, że problemy rolnictwa mają charakter strukturalny i cykliczny. Przyznał jednak, że takie sprawy, jak import drobiu z Ukrainy, powinny być lepiej regulowane na poziomie Unii Europejskiej.
W nocy z wtorku na środę protestujący utworzyli nowe blokady na autostradach, bliżej Paryża. Teraz znajdują się w promieniu od 15 do 30 kilometrów od centrum miasta. Władze obawiają się też blokady kluczowej dla Paryża giełdy spożywczej w miejscowości Rungis. Policyjne wozy opancerzone próbują zatrzymać kolumnę 200 traktorów z południa Francji, która zbliża się do tego miejsca.
Rolnicy zapowiadają też blokadę innych miast, na przykład Lyonu. Nadal paraliżują ruch na wielu drogach w całym kraju. - Nie ma mowy o tym, by ich stamtąd wyrzucać, ale oczekujemy, że nie będzie blokady Rungis, lotnisk i że nie wjadą do Paryża lub do innych miast - powiedział telewizji France 2 szef MSW Gerald Darmanin. Władze szacują, że w protestach uczestnicy około 10 tysięcy rolników.
Tymczasem belgijscy rolnicy zablokowali drogi do portu kontenerowego w Zeebrugge. Organizatorzy protestu twierdzą, że chcą blokować drugi co do wielkości port w Belgii przez 36 godzin. Według władz portu protestujący przepuszczają część ciężarówek. Przedstawiciele związku belgijskich rolników powiedzieli, że są bardzo zdesperowani, a związek od dawna ostrzegał rząd, że dojdzie do protestów. Rolnicy domagają się zapewnienia cen żywności, które będą odpowiadać rosnącym kosztom produkcji, związanym z nowymi standardami środowiskowymi.
Wcześniej rolnicy blokowali autostrady w kraju. W kilku miejscach było przynajmniej 400 traktorów. -Zajmowaliśmy się kiedyś rolnictwem, teraz zajmujemy się biurokracją - komentowali protestujący rolnicy i podkreślają, że niemożliwe jest utrzymanie się z zarobków w rolnictwie. Belgijski premier Alexander De Croo próbował uspokoić protestujący tłum, mówiąc, że sektor rolniczy jest "kręgosłupem społeczeństwa i istotną częścią gospodarki, która ma absolutnie przyszłość w kraju i Unii Europejskiej" - przytacza "The Guardian".
Do listy protestujących państw trzeba dodać także Włochy. Tam, jak opisuje włoska agencja Ansa, zablokowany został zjazd z autostrady A1 w Orte, na północ od Rzymu, gdzie rolnicy na traktorach i innych maszynach rolniczych zebrali się na rondzie. Protesty odbyły się również w Udine w północnym regionie Friuli-Wenecja Julijska, gdzie około 70 rolników na traktorach zebrało się na spontaniczny protest, a następnie ruszyło w sznurze. Protestują również rolnicy w Sardynii.
Rewolucyjne postawy rozlewają się na kolejne państwa europejskie. Trzy główne związki hiszpańskich rolników zapowiedziały, że przyłączą się do ogólnoeuropejskiego protestu. Centrale związkowe Asaja (czyt. Asaha), UPA i COAG oświadczyły, że sektor rolny w Europie i w Hiszpanii stoi wobec wzrastającej frustracji z powodu trudnych warunków produkcji i biurokracji, wywoływanej przez europejskie regulacje. Centrale nie podały bliższych informacji o planowanych protestach.
Protesty za sobą (na razie) ma m.in. Litwa, choć tam też było gorąco. W zeszłym tygodniu trwał tam kilkudniowy protest rolników. Do centrum Wilna wjechało ponad tysiąc ciągników. Część z nich ustawiono wzdłuż jednej z najważniejszych ulic w mieście. Rolnicy demonstrowali w centrum miasta, a na plakatach można było przeczytać napisy "Litwo, Twoja wieś umiera" lub "Nie ma rolników, nie ma jedzenia, nie ma Litwy".
Rolnicy w Litwie zdecydowali się wyjść na ulice, gdyż są niezadowoleni z przepisów dotyczących przywracania trwałych użytków zielonych oraz podwyżki akcyzy na paliwo. Nie podoba im się trwający kryzys mleczny i chcą, by cena skupu mleka nie była niższa od ceny produkcyjnej. Problemem, na który wskazują, jest również zboże z Rosji i Ukrainy. Rolnicy domagają się, aby wstrzymany został jego tranzyt przez Litwę.
"Financial Times" opisuje, że temat rolnictwa będzie poruszany przez przywódców państw podczas najbliższego szczytu Unii Europejskiej w Brukseli. Nieoficjalnie mówi się, że niektóre państwa mają stworzyć wspólny front i domagać się od Unii większej elastyczności w sprawie produktów rolnych. Trwają właśnie przygotowania do skoordynowania tych działań.