Bojownicy Huti, wspierani przez Iran, od grudnia atakują rakietami i dronami statki handlowe na Morzu Czerwonym. Jak tłumaczą, działania mają być wsparciem dla palestyńskiego Hamasu walczącego z wojskami izraelskimi w Strefie Gazy. W związku z niebezpieczeństwem większość zachodnich firm transportowych zdecydowała się na przekierowanie statków na trasę wokół Przylądka Dobrej Nadziei w RPA. To droga bezpieczniejsza, ale dłuższa. Przykładowo podróż z Chin do Europy trwa o 10 dni dłużej i podnosi koszty transportu.
Jedną z największych ofiar tej ekstremalnej sytuacji jest właśnie duńska firma Maersk, jeden z największych operatorów kontenerowych na świecie. Peter Sand, główny analityk w Xeneta, firmie zajmującej się danymi dotyczącymi frachtu morskiego i lotniczego, wyliczył w rozmowie z CNN, że rejs w obie strony kosztuje ją dodatkowo 1 mln dol. na statek.
W grudniu firma zapowiadała, że wróci na normalną trasę "tak szybko jak to możliwe". Dyrektor generalny Maersk, Vincent Clerc w rozmowie z Reutersem opowiada jednak, że w styczniu podjęto próbę powrotu na główny szlak, ale niestety było to niemożliwe. - To nie będzie tak, że przez tydzień nic się tam nie działo i możemy spróbować ponownie. Musimy mieć pewność, że w dniu, w którym wrócimy nad Morze Czerwone, stanie się tak, ponieważ wierzymy, że możemy to zrobić na stałe - przekonuje.
Maersk oczekuje tego z niecierpliwością, bo bardzo cierpią na tym finanse spółki. W tym tygodniu operator przedstawił prognozę wyników finansowe na rok 2024. Firma spodziewa się zysku EBITDA (zysk operacyjny przedsiębiorstwa przed zapłatą odsetek, podatków i amortyzacją) na poziomie od 1 miliarda do 6 miliardów dolarów. W zeszłym roku było to 9,6 miliarda dolarów, a początkowo prognozy zapowiadały jeszcze lepszy wynik - zysk EBITDA miał sięgnąć 9,8 mld dolarów. Przychody za 2023 rok wyniosły 51,1 mld dolarów, a marża EBIT 7,7 proc., na co wpływ miały także spadające stawki frachtowe. Vincent Clerc cytowany w komunikacie firmy wskazuje, że plany pokrzyżowała sytuacja na Morzu Czerwonym.
- Obecny rynek pozostaje rynkiem charakteryzującym się dużymi wolumenami, jednak kryzys na Morzu Czerwonym spowodował natychmiastowe ograniczenia zdolności przewozowych i tymczasowy wzrost stawek - mówił. W prognozach na przyszły rok Maersk spodziewa się globalnego wzrostu wolumenu kontenerów od 2,5 proc. do 4,5 proc. Takich wzrostów spodziewa się też we własnej firmie. W komunikacie zaznaczano, że obarczone jest to ryzykiem nadpodaży wynikającej m.in. z dużej niepewność co do czasu trwania i stopnia zakłóceń w Morzu Czerwonym. - Ostatecznie nadpodaż zdolności przewozowych w transporcie doprowadzi do presji cenowej i wpłynie na nasze wyniki. Ciągłe zakłócenia i zmienność rynku podkreślają potrzebę odporności łańcucha dostaw, co dodatkowo potwierdza, że droga Maersk w kierunku zintegrowanej logistyki jest właściwym wyborem dla naszych klientów, aby skutecznie radzić sobie z tymi wyzwaniami - przekonywał dyrektor.
Ze względu na niepewność Rada Dyrektorów Maersk podjęła decyzję o natychmiastowym zawieszeniu programu skupu akcji własnych, a jego ponowne rozpoczęcie ma zostać poddane przeglądowi po ustabilizowaniu się warunków rynkowych. W 2023 roku na skup akcji własnych przeznaczono łącznie 3,1 mld dolarów. Przedstawione przez firmę wyniki i prognozy nie zadowoliły inwestorów giełdowych i akcje Maersk spadły w czwartek o kilkanaście procent.