- Nie widzę podstaw do dymisji - mówił w rozmowie z korespondentką Polskiego Radia Beatą Płomecką komisarz do spraw rolnictwa, zaproponowany przez rząd Prawa i Sprawiedliwości, Janusz Wojciechowski. Wcześniej Jarosław Kaczyński ogłosił, że powinien on złożyć dymisję. - Sądzę, że pan komisarz - i dzisiaj go będę telefonicznie, bo nie mogę inaczej, prosił o to - powinien zakończyć swoją misję - powiedział. Rezygnacji Janusza Wojciechowskiego domagał się też wicepremier Władysław Kosiniak-Kamysz.
Komisarz przekonuje jednak, że nie jest odpowiedzialny za problemy w rolnictwie i wykonuje należycie swój mandat. Taki zarzut postawił m.in. właśnie szef PSL, który przytoczył w Sejmie jedną z wypowiedzi na temat unijnego Zielonego Ładu Janusza Wojciechowskiego. Wynikało z niej, że Zielony Ład był forsowany przez unijnego komisarza do spraw rolnictwa. Władysław Kosiniak-Kamysz stwierdził ponadto, że Janusz Wojciechowski to człowiek, który zjednoczył wszystkich rolników europejskich i polskich przeciwko reformie, którą sam zaproponował.
Janusz Wojciechowski utrzymuje jednak, że to jedynie problem komunikacyjny. Stąd tak poważne zarzuty pod jego adresem. - Większość z tego, co ja robię, jest po prostu mało znane w Polsce. Muszę silniej komunikować. Nie widzę zaniedbań z mojej strony. Ja się zastanawiam, co mógłbym zrobić inaczej w sprawach rolniczych i powiem szczerze, że nie widzę takiej sprawy w tej chwili. Przyjmowanie odpowiedzialności za to byłoby przyznaniem się do niepopełnionych błędów. Muszę zachować zimną krew - powiedział komisarz do spraw rolnictwa.
Jednocześnie zapowiedział, że przedstawi Jarosławowi Kaczyńskiemu swoje argumenty. Do takiej rozmowy miałoby dojść już w najbliższych dniach.
Aby nadrobić te problemy w komunikacji, w rozmowie z Płomecką wymieniał swoje zasługi dla rolnictwa. Przekonywał, że to na jego wniosek od czerwca będą ograniczenia importu cukru, drobiu i jaj w ramach bezcłowej umowy Unii z Ukrainą oraz że to on wnioskował o odstępstwa w przepisach dotyczących uprawy ziemi. Przypomnijmy, że rolnicy, wbrew wcześniejszym zapowiedziom, nie będą musieli obowiązkowo ugorować 4 procent gruntów rolnych. Będą mogli uprawiać je bez ograniczeń i otrzymywać dotacje z UE.
Wojciechowski zapewniał też, że od dawna krytykował pomysły Komisji Europejskiej dotyczące ograniczenia o połowę pestycydów do 2030 roku. Tłumaczył, że propozycja jest szkodliwa i niesprawiedliwa, bo nie bierze pod uwagę różnej sytuacji w krajach członkowskich. Kilka dni temu szefowa Komisji zapowiedziała wycofanie tego projektu.