- Trochę się spóźniliśmy - mówi jeden z protestujących rolników w rozmowie z Polsatem. Władysław Kosiniak-Kamysz, który jest celem rolników, dotarł na uroczystości, gdzie o godzinie 10:00 wziął udział w mszy w kościele pw. św. Apostołów Piotra i Pawła. W samym Pucku miał być już około godziny 9:30, gdy przyjmował meldunek o gotowości do uroczystości.
- Mamy kilka ekip, jesteśmy zorganizowani. Mogą czekać i próbować wyjechać - mówią rolnicy Polsatowi, którzy za wszelką cenę chcą uprzykrzyć tę wizytę ministrowi obrony narodowej. Plan jest taki, aby zablokować wszystkie drogi wyjazdowe z miasta i uniemożliwić szefowi PSL-u powrót do Warszawy. Rolnicy zajęli już lokalne trasy oraz stoją na drodze wojewódzkiej nr 216, biegnącej w stronę Redy.
W piątek rano rolnicy rozpoczęli protest w wielu polskich miastach. Potrwać ma do 10 marca. Protestujący sprzeciwiają się przedłużeniu bezcłowego handlu towarami rolnymi z Ukrainą oraz nadmiernemu importowi towarów spoza Unii Europejskiej. Żądają wprowadzenia kontroli produktów rolnych sprowadzonych do Polski, wprowadzenia wyższych dopłat do paliwa, a także cen minimalnych.
- Bronimy tego, co stworzyli nasi dziadkowie. Państwo i Unia Europejska robią wszystko, byśmy się cofali, nie dawali rady, byśmy nie mieli na wyprodukowanie żywności dla siebie i kraju - mówił w rozmowie Polsat News Karol Lipkowski, jeden z protestujących w Pucku rolników. Blokadę dla wicepremiera nazwał "pokazem sił przed 20 lutego", gdy ma odbyć się kolejny wielki protest, jeśli sytuacji się nie zmieni.