"Żelazna miotła" rządu Donalda Tuska dosięgła także polskie porty morskie. W ostatnich kilku dniach ze stanowiskami pożegnali się prezesi oraz wiceprezesi między innymi najwiekszego portu morskiego w Gdańsku, a także pozostałych spółek zlokalizowanych w Gdyni, Szczecinie i Świnoujściu.
W ubiegłym tygodniu (5 lutego) odpowiedzialny za gospodarkę morską wiceminister infrastruktury Arkadiusz Marchewka z Koalicji Obywatelskiej napisał na pltformie X, że to co miało miejsce w Świnoujściu i Szczecinie za czasów rządów PiS, to "absolutny skandal". Ujawnił on, że kolega jednego z europosłów PiS, Joachima Brudzińskiego, wystawiał portowi co miesiąc faktury, których suma przekroczyła 4 miliony złotych. "Co więcej, już po przegranych przez PiS wyborach, port podpisał z nim umowę gwarantującą mu kolejne setki tysięcy złotych" - napisał poseł. Jak się okazuje to jedynie początek szeregu nieprawidłowości ujawnionych w spółkach odgrywających kluczową rolę dla polskiej gospodarki.
- W porcie zatrudniano też tzw. martwe dusze, wśród których byli ludzie powiązani z PiS. Widnieli oficjalnie na liście płac, ale nigdy w pracy się nie pojawiali. Dochodziło tam także do nieprawidłowości przy przetargach - powiedział w rozmowie z portalem money.pl anonimowy rozmówca, który ma być dobrze zaznajomiony z sytuacją w szczecińskim porcie. Informator podkreślił, że w jednej ze spraw, która dotyczyła kosztownego przetargu, najprawdopodobniej zostanie wkrótce złożone oficjalne zawiadomienie do prokuratury.
Doniesieniami w sprawie nadużyć w tym porcie zasypywana jest także posłanka KO Agnieszka Pomaska. W rozmowie z money.pl przyznała, że chodzi między innymi o przerosty zatrudnionych w spółce dyrektorów i pełnomocników zarządu. Jak donosi polityczka, liczba pracowników na wysokim szczeblu za czasów rządów PiS, tylko w ciągu kilku ostatnich lat miała wzrosnąć o 300 procent.
Do nieprawidłowości miało dochodzić także w pozostałych spółkach. Według informacji uzyskanych przez portal, w gdańskim porcie po przegranych dla PiS październikowych wyborach pospiesznie obsadzano ludzi związanych z partią Jarosława Kaczyńskiego na stanowiskach średniego i niższego szczebla. Po co? Aby uniknąć natychmiastowych zwolnień, które, jak wierzono, miały dotyczyć jedynie zarządu.
To, co działo się w portach nie tylko za czasów rządów PiS, ale także po wyborach, podlega gruntownej weryfikacji. Zapewnił o tym między innymi Arkadiusz Marchewka. - Kontrola w portach będzie szczegółowa. Prześwietlimy i przeanalizujemy każdą wydaną tam złotówkę - przekazał polityk w rozmowie z money.pl. Wiceminister infrastruktury zapowiedział również, że w przypadku wykrycia niegospodarności lub działań na szkodę spółek winni poniosą konsekwencje. Według polityka kontrole wewnętrzne w spółkach mają zakończyć się na przełomie lutego i marca. Do tego czasu mają zostać wyłonieni także nowi prezesi zarządów.
Skarb Państwa posiada ponad 95 procent udziałów w portach morskich w Gdańsku, Gdyni oraz Szczecinie-Świnoujściu. Spółki mają więc kluczowe znaczenie dla polskiej gospodarki. Zdaniem eksperta od spraw gospodarki morskiej Rafała Zahorskiego za odkryte w portach nieprawidłowości odpowiedzialność powinny ponieść nie tylko zarządy spółek, ale również rząd PiS. Ekspert podkreślił, że po uchwaleniu w 2019 roku specustawy o rozbudowie portów morskich żadna z podjętych w jej ramach inwestycji się nie udała. - W żadnym z tym zewnętrznych portów nie wbito nawet łopaty - podkreślił Zahorski w rozmowie z money.pl.