Instytut Badań Rynkowych i Społecznych (IBRiS) na zlecenie "Rzeczpospolitej" przeprowadził sondaż, który ujawnił, jaki stosunek Polacy mają do postulatów protestujących rolników. Badanie przeprowadzono od 9 do 10 lutego, gdy rolnicy przeprowadzili strajk generalny (wzięło w nim udział 1067 osób).
Polscy rolnicy sprzeciwiają się przede wszystkim Zielonemu Ładowi, a także sprowadzaniu produktów z Ukrainy. Według sondażu 54,3 proc. ankietowanych zgadza się z tymi postulatami rolników. 22,9 proc. badanych "raczej" się zgadza, co daje 77,2 proc. poparcia. Okazało się również, że poparcie zadeklarowało 84 proc. wyborców PiS i tylko 34 proc. wyborców koalicji rządzącej.
Jak wynika z sondażu, znacznie mniej jest przeciwników postulatów, bo jedynie 7,7 proc. ankietowanych "raczej" ich nie popiera, a 3,1 proc. jest im zdecydowanie przeciwnych. Natomiast 12 proc. badanych nie ma zdania w tej kwestii.
Rolnicy wskazują, że powodem protestów jest niekontrolowany napływ towarów rolno-spożywczych zza wschodniej granicy, a także decyzja Unii Europejskiej o przedłużeniu umowy handlowej z Ukrainą do czerwca 2025 roku. Jak piszą rolnicy, "nasza cierpliwość się wyczerpała. Stanowisko Brukseli z ostatniego dnia stycznia 2024 roku jest dla całej naszej społeczności rolniczej nie do przyjęcia".
Polscy rolnicy nie zgadzają się na przedłużenie bezcłowego handlu towarami rolnymi z Ukrainą. - Nasze towary marnują się w magazynach - powiedział rolnik z gminy Drawno Łukasz Buchajczyk. Jak mówił, producenci rolni są niechcianymi dziećmi w Unii Europejskiej, bo polskie towary leżą w magazynach, a towary, które nie spełniają unijnych norm, trafiają do sklepów.
Demonstracje odbyły się 9 lutego w przeszło 250 miejscach w naszym kraju. - Nie ma typowych organizatorów, jak to nie raz było, że jest jedna organizacja i ona decyduje o całym proteście, jak ma to wyglądać - tłumaczył Stanisław Barna, rolnik z gminy Rzecz w Polskim Radiu Szczecin. Dodał, że w manifestacjach wzięli udział rolnicy z różnych organizacji i to rolnicy są ich inicjatorami. - Mamy być my, rolnicy, a nie politycy - podkreślił.