Prezydent USA Joe Biden nie gryzł się w język, gdy mówił o Putinie podczas spotkania połączonego ze zbiórką pieniędzy na kampanię wyborczą w San Francisco. Biden użył określenia SOB - to akronim zastępujący słowo "sk....syn". - Mamy szalonych sk....nów jak ten gość, Putin i inni. Zawsze musimy martwić się konfliktem nuklearnym. Ale egzystencjalnym zagrożeniem dla ludzkości jest klimat - powiedział m.in. amerykański prezydent.
Jest już reakcja Kremla na te słowa. W odpowiedzi Dmitrij Pieskow określił wypowiedź Joe Bidena jako kiepską próbę pokazania się w roli "hollywoodzkiego kowboja". - Ale szczerze mówiąc, nie sądzę, żeby to było możliwe - dorzucił. Pieskow przekonywał także, że takie słownictwo "poniża tych", którzy go używają. - Czy pan Putin użył kiedykolwiek jednego wulgarnego słowa, zwracając się do ciebie? To się nigdy nie wydarzyło. Dlatego uważam, że takie słownictwo poniża samą Amerykę - dodał cytowany przez BBC.
To już nie pierwszy raz, kiedy Joe Biden używa tego wulgarnego zwrotu. Jak donosił Reuters, prezydent USA w 2022 r. określił tak dziennikarza Fox News. BBC przypomina kolei, że wcześniej Biden nazywał także Putina "rzeźnikiem" i "zbrodniarzem wojennym".
Media podkreślają, że w ostatnim czasie, prawdopodobnie ze względu na kampanię wyborczą, język prezydenta USA mocno się zaostrzył. W tym tygodniu prezydent USA oskarżył Władimira Putina i "jego bandytów" o śmierć lidera rosyjskiej opozycji Aleksieja Nawalnego. - Nie wiemy dokładnie, co się stało, ale nie ma wątpliwości, że śmierć Nawalnego była konsekwencją czegoś, co zrobił Putin i jego bandyci - mówił Biden w Białym Domu po tym, jak rosyjskie władze poinformowały o śmierci dysydenta.