Analitycy z mBanku zastanawiają się, jak w obliczu ewidentnej wojny cenowej pomiędzy dwoma dużymi markami, zachowa się Główny Urząd Statystyczny, który m.in. porównuje i zbiera dane o cenach produktów i usług. Są one m.in. zbierane przez ankieterów. Nawet jeśli ankieter na promocję trafi, pozostaje pytanie: jak długo w ogóle taka cena obowiązuje. Dlaczego to takie ważne? Otóż pamiętajmy, że wskaźniki CPI są podstawą do waloryzacji o tzw. koszty życia - przypominają specjaliści z mBanku, którzy w tym przypadku obawiają się, że "rzeczywistość zostanie pokolorowana na różowo".
Eksperci podkreślają, że istnieją jeszcze dane skanowane. "Dane skanowane mają to do siebie, że pozwalałyby idealnie uśrednić po miesiącu wspomniane promocje z uwagi na dużo wyższą częstotliwość zbioru cen z paragonów. Tyle tylko, że dostawcą danych musiałyby być sieci, które biorą udział w bezpośrednim starciu. A tego nie wiemy i pozostaje to słodką tajemnicą GUS" - czytamy.
Jak ta trwająca wojna cenowa pomiędzy Biedronką a Lidlem może się zakończyć? Eksperci przypominają, że głównym celem drastycznych obniżek cen jest przede wszystkim przyciągnięcie klientów i zwiększenie sprzedaży innych towarów oraz walka z konkurencją i zdobycie rynku. Jedno jest jednak pewne: nie może to trwać w nieskończoność. "Albo zdobywa się rynek i jednak ponownie podnosi ceny, albo walkę się przegrywa, gdy mocny przeciwnik podejmie rękawicę i również zacznie obniżać ceny. Tak czy inaczej, jest to zwykle fenomen przejściowy. Jak długo potrwa - nie wiemy. W tym szczególnym przypadku mamy do czynienia z potężnymi obniżkami, więc pozostaje wątpliwe, iż będą się mogły utrzymywać długo" - uważają eksperci.
Dodają przy tym, iż bez względu na to jak to uwzględni GUS, obniżki cen w dużych sieciach muszą znaleźć się we wskaźniku CPI, czyli podstawowym mierniku inflacji, określającym wzrost cen towarów i usług konsumpcyjnych najczęściej kupowanych przez gospodarstwa domowe. "Bezpośrednią implikacją walki cenowej i promocji będzie zwiększenie popytu. Odróżniajmy tu rzeczywistość statystyczną od rzeczywistości. GUS uwzględni albo nie uwzględni, ale konsument ewidentnie będzie miał szansę zaoszczędzić na części koszyka" - uważają specjaliści z mBanku. Ich zdaniem nastroje są niezłe, zatem konsument "raczej wyda te środki na coś innego".
"Nawet jeśli inflacja mocniej nie spadnie (widzimy na razie minimum dokładnie w celu NBP 2,5 proc. w marcu), realna konsumpcja zyska. A jeśli spadnie, to wątpliwości nie będzie. Każdy przeliczy sobie wyższe dynamiki realnych dochodów i wyjdzie, że konsumpcja będzie musiała rosnąć" - piszą eksperci i dodają, że nie widzą na razie powodu, "aby zmniejszać stromiznę ścieżki inflacyjnej na ten rok".
Przypomnijmy, że wojna pomiędzy Biedronką a Lidlem zaczęła się od tego, że sieć należąca do Jeronimo Martins zaczęła wysyłać do klientów SMS-y z informacją, że ma produkty tańsze niż jej rywal. Z początkiem roku Biedronka obniżyła ceny regularne swoich 60 produktów, na co Lidl odpowiedział obniżką 300 produktów. Biedronka to jednak przebiła, obniżając w sumie ceny 360 produktów, a w tej chwili do akcji wkracza już sądowy komornik.