Unilever poinformował, że zamierza wydzielić ze swojego biznesu oddziały odpowiedzialne za produkcję lodów, a więc takie marki jak Magnum czy Ben&Jerry. Jednocześnie firma podała, że zwolni 7,5 tys. osób w ramach nowego programu redukcji kosztów.
Inwestorzy z entuzjazmem przyjęli informację o planach Unilevera. W końcu strategia obejmująca zwolnienie grupowe ma oszczędzić spółce 800 mln dolarów w ciągu następnych trzech lat. Akcje spółki na otwarciu wzrosły o 6 proc. Z biegiem dnia następowała korekta i po 13:20 wzrost spadł do 3,14 proc.
Zwolnienia obejmą pracowników z całego świata. Zatrudnienie stracą głównie pracownicy biurowi. Koszty restrukturyzacji mają wynosić około 1,2 proc. całkowitego obrotu z kolejnych trzech lat. Unilever zatrudnia na całym świecie 128 tys. osób. W związku z planami redukcji kosztów firma zwolni 5,9 proc. załogi.
Optymalizacja przedsiębiorstwa to inicjatywa Heina Schumachera, który został prezesem Unilevera w lipcu ubiegłego roku. W październiku przedstawił plan na odzyskanie zaufania inwestorów poprzez uproszczenie biznesu. Firma okazała się notować wyniki poniżej swoich możliwości. Poprzednik Schumachera był krytykowany za to, że pozwolił rozrosnąć się konsorcjum aż do 400 marek, przez co kierownictwo nie skupiało się na tych najbardziej dochodowych.
Z tego też powodu zostaną wydzielone biznesy zajmujące się lodami. Sektor ten odpowiada za 16 proc. globalnej sprzedaży Unilevera, a w niektórych krajach jest to nawet 30-40 proc. Restrukturyzacja ma się zacząć natychmiastowo i potrwa do końca 2025 roku.
To kolejna wielkie zwolnienie ogłoszone w ostatnim roku. Technologiczni giganci, m.in. Facebook oraz Microsoft zwalniają po kilkanaście tysięcy osób. W Polsce też kolejne firmy ogłaszają zwolnienia grupowe. Niedawno zwalniała Agora, w ubiegłym tygodniu redukcję etatów w Polsce ogłosiło Pepsi-Co.
Grodzki Urząd Pracy zwraca uwagę na skalę zwolnień od początku roku i mówi o "niepokojącym zjawisku na rynku". W styczniu krakowskie firmy zgłosiły zamiar zwolnienia ponad 400 pracowników, a w lutym zgłoszeniami objęto ponad 500 kolejnych osób. - To oznacza, że w styczniu i w lutym 2024 r. do zwolnień grupowych zgłoszono tylu pracowników, ilu w całym 2023 r. - powiedział Mateusz Kęsek z Grodzkiego Urzędu Pracy w rozmowie z "GW".