"Rada do spraw spółek z udziałem Skarbu Państwa i państwowych osób prawnych nie będzie uznawać dyplomów MBA uzyskanych w Collegium Humanum w procesie opiniowania kandydatów do rad nadzorczych" - podało Centrum Informacyjne Rządu. Wspomniana rada jest niezależnym organem pomocniczym działającym przy Kancelarii Prezesa Rady Ministrów. Do jej zadań należy wydawanie opinii na temat osób, które chcą zasiadać w radach nadzorczych i zarządach spółek Skarbu Państwa.
"Członkowie rady oceniają przede wszystkim, czy kandydat posiada wiedzę, doświadczenie i umiejętności wymagane do pełnienia funkcji członka organu nadzorczego" - czytamy w komunikacie. Według medialnych doniesień prywatna warszawska uczelnia Collegium Humanum miała popełnić szereg nieprawidłowości wokół przyznawania dyplomów studiów podyplomowych MBA. Uczelnia miała oferować m.in. błyskawiczne (kilkumiesięczne) kursy, dzięki którym można było zdobyć taki dokument.
- Nieuczciwe uczelnie nie będą mogły działać od przyszłego roku akademickiego - mówił kilka dni temu w Polskim Radiu minister nauki Dariusz Wieczorek. Ma to być efekt nowej ustawy o szkolnictwie wyższym. Minister powiedział, że "patologia", która miała miejsce w Collegium Humanum, to wierzchołek góry lodowej, bo jest wiele tego typu instytucji, które, jak zaznaczył minister, nie powinny funkcjonować. Wieczorek zakłada też, że wiele spośród dziś istniejących 350 uczelni przestanie istnieć.
W lutym funkcjonariusze CBA zatrzymali siedem osób, spośród nich trzy należały do władz Collegium Humanum. Chodziło o kanclerza, kwestorkę i prorektorkę ds. kształcenia podyplomowego. CBA informowało, że chodziło o handel dyplomami na masową skalę. Na początku marca do Biura zaczęły zgłaszać się pierwsze osoby posiadające nielegalne dyplomy Collegium Humanum. Jacek Dobrzyński, rzecznik CBA, przypomniał, że posiadacze fałszywych dyplomów nabywali dość ważne uprawnienia.
- Te dyplomy to dość poważna sprawa, one otwierały drogę przede wszystkim do tego, żeby zasiadać w spółkach Skarbu Państwa. Na pewno są to wysokiej jakości dyplomy, które cieszyły się dużym powodzeniem czy nawet dużym wzięciem, dlatego niektóre osoby uznały, że warto taki dyplom mieć, tylko nie chciały się, mówiąc wprost, uczyć, a chciały zdobyć te dyplomy w sposób nielegalny, nieuczciwy - mówił. "Newsweek" podawał, że na uczelni "kształcili się" pisowcy nominaci. Ich lista liczy ponad 50 nazwisk. Były to osoby zatrudnianie m.in. przy odbudowie Pałacu Saskiego, w Orlenie, w PGE, w KGHM, w Kancelarii Prezydenta, w PKP Cargo, w Lotosie, PGNiG, Agencji Rozwoju Przemysłu, w PZU, w Pekao, CBA, czy w Tauronie.