19 marca do zarządu właściciela Biedronki trafiła petycja w sprawie warunków zatrudnienia. Podpisało ją 4 tys. pracowników, czyli około 5 proc. załogi. Związkowcy domagają się podwyżek, dodatków za pracę przy ladach mięsnych oraz zwiększenia liczby etatów i zatrudnienia dodatkowych pracowników.
Choć postulaty były znane od początku lutego, Jeronimo Martins się do nich nie odnosiło. Po złożeniu listu związkowcy Biedronki dali pracodawcy dwa tygodnie na odniesienie się, grożąc, że w innym wypadku rozpoczną strajk zbiorowy. Nie doszukaliśmy się oficjalnego stanowiska Jeronimo Martins, ale Biedronka odniosła się do sprawy w odpowiedzi na pytania portalu wiadomoscihandlowe.pl.
Postulaty postawione w piśmie oraz załączona petycja opierają się na niepełnych lub wręcz nieprawdziwych informacjach
- twierdzi Katarzyna Strugalska, dyrektor ds. relacji pracowniczych w sieci Biedronka.
Sprawa związana z doniesieniami o trudnościach, jakie miały występować przy zbiórce podpisów, która trwała kilka tygodni, wywołała burzę na Facebooku na publicznej grupie "NSZZ 'Solidarność" w JMP Biedronka". A o jakie postulaty chodziło?
Po pierwsze zwiększenie zatrudnienia. W ocenie związkowców "praktycznie nie ma takiej placówki handlowej, w której liczba osób na zmianie byłaby adekwatna do liczby obowiązków nałożonych na pracowników. W dodatku sytuacja z roku na rok ulega pogorszeniu", czytamy na stronie Solidarności. - W tej chwili na jednej zmianie pracują po dwie, trzy osoby, które równocześnie muszą obsługiwać kasy, przygotowywać wypieki i np. rozkładać towar. Bardzo trudno jest w takich warunkach godzić wszystkie te obowiązki, a mimo to pracownice są karane upomnieniami i naganami - mówiła Gabriela Kaim, przewodnicząca NSZZ Solidarność w Jeronimo Martins Polska. - Na sklepach panuje bałagan i chaos, pracownicy nie nadążają z rozkładaniem towarów na półki. Po prostu brakuje rąk do pracy. Tymczasem non stop słyszymy, że jest nas za dużo i będą cięcia etatów - dodawała.
Związkowcy chcą też podwyżek i uporządkowania kwestii wynagrodzeń. "Podwyżki wynagrodzeń to kolejny postulat zawarty w petycji do pracodawcy. Jak informuje przewodnicząca 'Solidarności' w Biedronce, zarobki wielu zwykłych pracowników są niewiele wyższe od płacy minimalnej. W dodatku wynagrodzenia uległy spłaszczeniu, pracownicy z długim stażem zarabiają niewiele więcej od osób zaczynających pracę" - piszą związkowcy. - Zwróciliśmy się do pracodawcy o rozpoczęcie negocjacji płacowych z udziałem wszystkich organizacji związkowych działających w Biedronce, ale nie wyraził na to zgody - mówiła Gabriela Kaim.
"Związkowcy domagają się także wprowadzenia premii dla pracowników zatrudnionych przy ladach mięsnych. Przewodnicząca 'Solidarności' zwraca uwagę, że pracownicy ci odpowiadają zarówno za sprzedaż towarów, jak i organizację całego stoiska, a nie otrzymują za to żadnych dodatków" - czytamy na stronie "Solidarności". - W naszej ocenie jest to po prostu niesprawiedliwe - dodawała Kaim. Jak podkreślała, pracownicy sieci są już zmęczeni pogarszającymi się warunkami pracy.
- Odnosząc się do jednego z poruszanych w piśmie zagadnień, podkreślamy, że zatrudnienie w sklepach Biedronka, w przeliczeniu na jedną placówkę handlową, wzrosło z 18,58 w 2023 roku do 18,77 etatów w roku 2024 i wzrost ten był kontynuowany w roku bieżącym, gdzie tylko w lutym zatrudnienie przyrosło średnio o 0,12 etatu per sklep. Przypominamy też, że sieć Biedronka jako pierwsza podniosła w tym roku, już od stycznia, wynagrodzenia swoim pracownikom, średnio o ok. 17 proc., podczas gdy podwyżki żadnego z rynkowych konkurentów nie przekroczyły poziomu 10 proc. - czytamy w odpowiedzi na postulaty Katarzyny Strugalskiej z Biedronki.
- Uważamy, że zarówno wynagrodzenie podstawowe, jak i dodatkowe świadczenia oraz benefity, pozycjonują sieć Biedronka jako najbardziej konkurencyjną firmę w naszej branży. Tym samym niezmiennie liczymy na konstruktywne działania Komisji Zakładowej i prowadzenie dialogu społecznego w dobrej wierze w oparciu o podpisane w tym zakresie porozumienie - zaznacza Katarzyna Strugalska w komentarzu dla portalu wiadomoscihandlowe.pl.
Portal podaje jednak, że w marcu Gabriela Kaim zarzucała Jeronimo Martins, że nie "nie słucha argumentów strony związkowej i pozoruje dialog społeczny", a "organizowane raz na kwartał spotkania z udziałem przedstawicieli wszystkich organizacji związkowych działających w Biedronce i reprezentantów zarządu Jeronimo Martins Polska nie przynoszą żadnych rozstrzygnięć". - Nasza cierpliwość już się kończy. Jeśli trzeba będzie, to podejmiemy wszystkie działania przewidziane w ustawie o rozwiązywaniu sporów zbiorowych - zapowiedziała w ub. miesiącu szefowa Solidarności w Biedronce.