W weekend (27-28 kwietnia) operator krajowej sieci w rekordowym wymiarze zredukował produkcję energii z farm fotowoltaicznych i wiatrowych. W niedzielę około południa PSE wydały polecenie redukcji w sumie 5 096 MW mocy z OZE.
Polskie Sieci Elektroenergetyczne najmocniej ścięły fotowoltaikę. Nawet po redukcji była ona największym źródłem energii dla polskich odbiorców. Prąd ze słońca miał także wpływ na notowania energii na warszawskiej giełdzie. Na rynku spot pojawiły się ceny ujemne. Oznacza to, że producenci energii musieli dopłacać za odbiór prądu. "W sobotę ceny energii z dostawą na niedzielę w godz. 12-13 osiągnęły rekordowo niską cenę minus 199,55 zł/MWh" - podaje Business Insider.
Operator decyduje się na redukcję mocy, kiedy energii w sieci jest za dużo wobec aktualnego zapotrzebowania na prąd. To działanie ratunkowe dla systemu. M.in. w połowie marca pisaliśmy o tym, że fotowoltaika zapchała sieć. Polskie Sieci Elektroenergetyczne musiały wyłączyć wtedy panele fotowoltaiczne, bo w energetycznym było zbyt dużo energii. - Niektóre kraje Europy Środkowo-Wschodniej wprowadzają regulacje czasowego zakazu podłączania nowych mocy ze względu na bezpieczeństwo sieci - mówiła "Porannej rozmowie Gazeta.pl" Dominika Taranko Wind Industry Hub.
Jej zdaniem "trzeba zmodernizować sieć w taki sposób, aby przyjmowała duże ilości zielonej energii. - To prawdopodobnie wymaga alternatywnych, lokalnych sieci - dodała. Według rozmówczyni Gazety.pl zamieszanie wynika z tego, że "historycznie konstrukcja sieci energetycznej wyglądała jak drzewo". - Od dużego źródła wytwórczego docieraliśmy do dużej liczby odbiorców. Dziś potrzebujemy sieci, która będzie dawała możliwość dwukierunkowego ruchu - wyjaśniła Dominika Taranko.