Sędzia Tomasz Szmydt był w ścisłym zainteresowaniu Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego co najmniej od kilku miesięcy. To nie wszystko. Rozpracowywały go także polskie służby kontrwywiadowcze, które zbierały dowody dotyczące działalności szpiegowskiej Szmydta na rzecz innego państwa - twierdzi Onet. Na finiszu operacji coś poszło jednak nie tak.
Sędzia Tomasz Szmydt miał od co najmniej kilku lat miał utrzymywać kontakty nie tylko z białoruskimi służbami, ale także z rosyjskimi, działającymi na terytorium naszego kraju. W ABW na polecenie Donalda Tuska jest w tej chwili prowadzona kontrola. W komunikacie wyjaśniono, że dotyczy ona "zweryfikowania zakresu informacji niejawnych, do których w związku ze sprawowaną funkcją i prowadzonymi sprawami miał dostęp sędzia". Tomasz Szmydt nie był szeregowym sędzią w WSA w Warszawie, ale dysponował m.in. dostępem do materiałów niejawnych, w tym takich o kluczowym znaczeniu dla bezpieczeństwa państwa. Sędzia Szmydt miał również rozstrzygać o dostępie do dokumentów "NATO SECRET".
Przypomnijmy, że w poniedziałek (6 maja) sędzia Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego w Warszawie Tomasz Szmydt wystąpił na konferencji prasowej w stolicy Białorusi, Mińsku, w centrum prasowym agencji państwowej BiełTA. Publicznie podpisał podanie o zwolnienie ze służby w warszawskim sądzie administracyjnym, poprosił władze białoruskie o udzielenie mu ochrony, a także wezwał polskie władze do odnowienia dialogu z Białorusią i Rosją.
Mazowiecki pion Przestępczości Zorganizowanej Prokuratury Krajowej z urzędu prowadzi czynności sprawdzające w związku z informacją o złożeniu przez sędziego Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego wniosku o azyl polityczny w Białorusi. Postępowanie prowadzone jest w kierunku przestępstwa z art. 130 paragraf 2 Kodeksu karnego, który głosi: "Kto biorąc udział w działalności obcego wywiadu albo działając na jego rzecz, udziela temu wywiadowi wiadomości, której przekazanie może wyrządzić szkodę Rzeczypospolitej Polskiej, podlega karze pozbawienia wolności na czas nie krótszy od lat ośmiu albo karze dożywotniego pozbawienia wolności".