Gradobicie zniszczyło plony. "Straty są stuprocentowe". Zbiorów nie będzie

Najpierw plantacje niszczyły przymrozki, a ostatnio dobiły je burze. Plantatorzy doznali takich strat, że nie mogą liczyć na dochody. Domagają się wprowadzenia stanu klęski żywiołowej i pomocy finansowych.
DLOKR
Fot. Marek Podmokły / Agencja Wyborcza.pl

Sezon zbioru owców jeszcze na dobre się nie zaczął, ale tak naprawdę dla wielu plantatorów już się zakończył. "Początkowo silne przymrozki zniszczyły część plonów. Obecnie to gradobicie 'dokonało dzieła'. To co pozostało na drzewach i krzewach, zostało doszczętnie zniszczone" - opisuje branżowy portal Sady Ogrody. "Szanse na jakiekolwiek zbiory zmalały do zera. Oznacza to, że nie będą mieli szansy na jakiekolwiek dochody w tym roku" - opisuje dalej. 

Zobacz wideo Grzegorz Kozieja o udziale rolnictwa w łańcuchu produkcyjnym

Plantacje doszczętnie zniszczone. Rolnicy domagają się wprowadzenia stanu klęski żywiołowej

Tegoroczna tragiczna wiosna może wpłynąć także na zbiory w kolejnych latach. Zwrócił na to uwagę Krzysztof Chmiel, producent owoców miękkich w swoim wpisie na Facebooku. "Skala zniszczeń jest ogromna. To nie tylko zniszczony tegoroczny plon, ale też zniszczona kora drzewa, gałązki oraz ruszona tkanka... Choroby będą się rozwijać, patogeny... Zniszczenia będą odczuwalne na najbliższe dwa lata... To jest okropna tragedia, z którą sadownicy będą się mierzyć" - skarży się. 

W niektórych regionach sytuacja jest na tyle poważna, że np. Zarząd Lubelskiej Izby Rolniczej domaga się wprowadzenia stanu klęski żywiołowej na terenie gmin Chodel, Opole Lubelskie i Józefów nad Wisłą. "W nocy z 19 na 20 maja doszło do gwałtownego załamania pogody, a nawałnica gradowa doprowadziła do całkowitego zniszczenia wielu upraw rolniczych, sadowniczych i plantacji jagodowych. Wystąpienie tak gwałtownych anomalii pogodowych winno zostać uznane za klęskę żywiołową i zastosowanie wobec rolników poszkodowanych nadzwyczajnych środków pomocowych" - czytamy w uzasadnieniu

- Niektórzy rolnicy zostali pozbawieni dochodu na półtora roku. Szansę na plon mają dopiero na następną jesień. Muszą jednak ponieść wydatki. Ochronę roślin trzeba przeprowadzać na bieżąco. Te uszkodzone są narażone na patogeny, marnieją, nie wydadzą plonu w przyszłości. Rolnicy oczekują interwencji - mówił w rozmowie z money.pl prezes Lubelskiej Izby Rolniczej Gustaw Jędrejek. 

Rolnicy liczą na wsparcie. "Straty są stuprocentowe"

Lubelska Izba Rolnicza domaga się m.in. wsparcia finansowego dla poszkodowanych, spłaty kredytów rolniczych na okres odbudowy, udzielenie preferencyjnych kredytów oraz zmiany założeń ubezpieczeń rolniczych. - To nie mogą być groszowe rekompensaty 1000 czy 1500 do hektara, bo to żadne pieniądze. Nie przy tych kosztach - mówił Jędrejek.

Doszło nawet do spotkania na linii Izba Rolnicza - Krzysztof Komorski, wojewoda lubelski. - Widziałem na własne oczy efekty tych anomalii pogodowych, które miały miejsce w niedzielę wieczorem. Pierwszy raz w życiu widziałem rośliny: porzeczki, truskawki, maliny wyglądające, jakby ktoś ostrym narzędziem je wykarczował. Straty są stuprocentowe - mówił podczas niego Komorski.

Zapewniał rolnicy, że nie pozostaną bez wsparcia. - To sytuacja, która wymaga wsparcia doraźnego, ale przede wszystkim znalezienia systemowych rozwiązań: możliwości ubezpieczenia swoich plonów czy uruchomienia narzędzi, które będą je chroniły. Mówimy tu choćby o siatkach antygradowych - tłumaczył. Obecnie trwa zbieranie informacji, które wojewoda w formie raportu przekaże ministrowi rolnictwa oraz swoim przełożonym w Ministerstwie Spraw Wewnętrznych i Administracji.

Więcej o: