Jesienią ubiegłego roku na stacjach Orlenu zaczęły się pojawiać informacje o zepsutych dystrybutorach. Do sieci wypłynęła też instrukcja, jak oznaczać dystrybutory w razie braku paliwa. Orlen potwierdził jej autentyczność, ale dawał wymijające odpowiedzi. 9 lipca w programie "Graffiti" w Polsat News Daniel Obajtek, pytany o kartki "awaria", po 10 miesiącach od afery przyznał, że "taka była strategia Orlenu". Ale tak jak w poprzednich wywiadach i komunikatach Orlenu, były prezes spółki przekonywał, że była ona koniecznością.
To pierwszy raz, gdy Daniel Obajtek wprost przyznał, że awarie na stacjach były strategią Orlenu. Wcześniej, gdy był o to pytany, kluczył. W kwietniu o dystrybutory zapytano go w wywiadzie dla Money.pl, wówczas odpowiedział tak:
- Wytłumaczę tę historię, bo nigdy nie było okazji. Przypomnę, że w tamtym czasie wybuchł konflikt na Bliskim Wschodzie. Ceny baryłki ropy poszybowały w górę i zaczęło być nerwowo na rynkach paliw. Politycy opozycji zachowywali się nieodpowiedzialnie i napędzili tę panikę, mówiąc, że ceny paliw po wyborach będą po 8-10 zł, że zacznie się palić i walić. Na stacjach więc zaczęły tworzyć się kolejki, ludzie przyjeżdżali ze zbiornikami i tankowali po 5 tys. litrów paliwa. Jeżeli byśmy w tamtym czasie zrobili drastyczne ograniczenia w tankowaniu albo podnieśli cenę, to dopiero zaczęłoby się piekło - mówił Obajtek.
Daniel Obajtek powiedział w programie "Graffiti", że gdyby Orlen podniósł wówczas ceny, "panika byłaby dwa razy większa, co skutkowałoby zablokowaniem całej gospodarki". Gdy prowadzący wywiad Marcin Fijołek stwierdził, że Orlen oszukiwał klientów, Obajtek spytał go, czy wyobraża sobie "potężną panikę, którą by to uruchomiło". - Gdyby wszyscy rzucili się na stacje Orlenu, nastąpiłby paraliż - powiedział były prezes Orlenu, który z list PiS dostał się do europarlamentu.
Komisja śledcza ds. afery wizowej dotychczas próbowała już trzykrotnie przesłuchać Daniela Obajtka ws. zatrudnienia zagranicznych pracowników przy realizacji wielkiej inwestycji Orlenu pod Płockiem. Były prezes Orlenu we wtorek 9 lipca wreszcie stawił się przed sejmową komisją śledczą ds. afery wizowej. Podczas przesłuchania nie zabrakło spięć, kłótni i uszczypliwości.