ONZ kilka dni temu opublikował rewizję swoich prognoz demograficznych sprzed dwóch lat. W 2022 roku średni scenariusz wskazywał, że najwięcej ludzi będzie żyć na Ziemi około 2086 roku i będzie to około 10,4 miliarda osób. Teraz ten scenariusz to 2084 rok i blisko 10,3 miliarda, a na koniec obecnego wieku będzie nas już mniej - 10,2 miliarda. Oczywiście, nie jest to przewidywanie, które musi się sprawdzić, tylko prognoza, a bardziej nawet projekcja. Symulacja opierająca się na zestawie danych i założeń, które za kilka dekad mogą wyglądać zupełnie inaczej. Dowodem na to są właśnie rewizje - ta wcale nie jest pierwsza. W raporcie z 2019 roku ONZ wskazywał, że globalna populacja sięgnie 10,9 mld ludzi do 2100 roku, a potem będzie dalej rosnąć.
Ludzi będzie mniej między innymi z powodu spadającej dzietności. Przeciętna kobieta rodzi średnio mniej dzieci. W skali globalnej, w porównaniu z 1990 rokiem, kobiety mają średnio jedno dziecko mniej. By zachować tak zwaną zastępowalność pokoleń, wskaźnik dzietności powinien wynosić więcej niż 2 (czyli więcej niż 2 dzieci) - przyjmuje się, że tym minimum jest 2,1. Tymczasem w ponad połowie krajów świata ten wskaźnik nie sięga wspomnianego minimum. Co więcej, w jednej piątej państw dzietność jest na "ultraniskim" (jak go określa ONZ) poziomie poniżej 1,4. Takim krajem są właśnie Chiny. One szczyt wielkości populacji mają już za sobą (aczkolwiek znajdują się tutaj we wcale niemałym gronie 63 krajów).
A jak to wygląda w Polsce. Piszemy o tym w tekście: 10 mld i koniec. Populacja zacznie się kurczyć szybciej. Ponura projekcja dla Polski>>>
Chiny zgodnie z szacunkami ONZ utraciły pierwsze miejsce na liście najludniejszych państw na rzecz Indii. Według projekcji będzie tylko gorzej. W ciągu najbliższych 30 lat "zniknie" im 204 miliony obywateli - najwięcej (jeśli chodzi o wartość bezwzględną) ze wszystkich krajów. Do końca stulecia Chińczyków ma być już o 786 milionów mniej - populacja Chin będzie stanowiła zaledwie połowę obecnej. Jak jest teraz? Szacunki za 2023 i na 2024 rok mówią o 1,42 mld Chińczyków. To jednak niekoniecznie musi być już stan faktyczny.
- Ponieważ prognoza ONZ opiera się na oficjalnych danych, przekazywanych przez poszczególne rządy, to spadek populacji, jak i dynamika kurczenia się ludności Chin mogą być w niej niedoszacowane ze względu na duże upolitycznienie statystyk w ChRL - tak to delikatnie nazwijmy - podkreśla dr Michał Bogusz, analityk OSW i autor bloga Za Wielkim Murem.
Praktycznie mamy w Chinach do czynienia z postępującym załamaniem demograficznym. Choć jest to zjawisko globalne, to w ChRL gwałtowność tego procesu wynika z błędów polityki ludnościowej popełnionych na początku lat 80. XX w., z których władze wycofały się stopniowo dopiero parę lat temu. Partia Komunistyczna nie może jednak przyznać się do tak dużego błędu, jej legitymizacja do rządzenia opiera się przecież m.in. na micie rzekomej merytokracji. Stąd ukrywanie faktycznych rozmiarów. Badania niezależnych demografów wskazują, że populacja ChRL nigdy nie przekroczyła 1,3 mld
- uważa ekspert.
Owa polityka ludnościowa to oczywiście bardzo restrykcyjna polityka demograficzna, która pozwalała na posiadanie (z drobnymi wyjątkami) tylko jednego dziecka. Wprowadzono ją pod koniec lat 70. XX wieku, a jej celem było ograniczenie przyrostu populacji kraju. Ruch ten zbiegł się w czasie, w którym bardzo liczne pokolenie urodzone w latach 50. i 60. weszło w dorosłe życie. I to pokolenie - miliony pracowników - napędzało chiński boom gospodarczy. To była tak zwana dywidenda demograficzna, z której korzystają (zwykle przez kilka dekad) państwa z populacyjną przewagą osób w wieku produkcyjnym nad dziećmi i starszymi. Chiny, prowadząc taką a nie inną politykę demograficzną, to okienko dywidendy zamknęły sobie gwałtowniej, niż gdyby stało się to bez ograniczania urodzin.
Na początku XXI wieku dało się już odczuć, że chińskie społeczeństwo się starzeje, co ma bardzo szerokie konsekwencje gospodarcze, nie tylko dla rynku pracy. Chcąc zaradzić przyszłym problemom, w 2015 roku władze kraju ogłosiły odejście od polityki jednego dziecka, w 2016 roku zezwolono na posiadanie dwójki, a w 2021 roku zaczęto zachęcać do nawet trójki dzieci.
Populacja Chin już zaczęła się kurczyć, a towarzyszy temu jej starzenie się. - Postępuje ono szybciej niż w Europie, a Chiny mimo wysp bogactwa, wciąż są państwem o średnich (i to raczej w niższych przedziałach) dochodach, to oznacza, że nie mają "poduszki" na którą mogą spadać. Będą rosły koszty utrzymania się starzejącej ludności, problemy z siłą roboczą, ale też trudniej uchwytnymi kwestiami, jak gotowość do adaptacji nowych technologii - mówi Next.gazeta.pl dr Michał Bogusz.
Warto tutaj zauważyć jeszcze jedną istotną dla gospodarki kwestię: wiek emerytalny w Chinach jest niski. Dla kobiet pracujących fizycznie to 50 lat, dla pracujących umysłowo 55 lat, a dla mężczyzn 60 lat.
Na poziomie strategicznym problemy demograficzne zaczną być na poważnie odczuwalne prawdopodobnie dopiero w połowie wieku i to też wyznaczy kalendarz Pekinu w realizacji ambicji na arenie międzynarodowej. ChRL ma okienko, aby stać się prawdziwym supermocarstwem globalnym do połowy wieku, potem nie będzie to możliwe. Demografia nie tylko determinuje możliwości, ale też cel, ponieważ bez zdominowania, czy też ułożenia pod siebie światowego systemu, Pekin nie będzie mógł zniwelować najbardziej negatywnych skutków załamania demograficznego
- uważa ekspert OSW. Do połowy tego wieku 31 proc. mieszkańców Chin będzie mieć 65 lub więcej lat. Do końca stulecia będzie to już 46 proc. - blisko połowa populacji. W tym samym czasie rodzić się będzie rocznie zaledwie 3,1 mln dzieci - obecnie to około 9 mln. I co dalej? Chińskie władze wprowadzają różnego rodzaju zachęty do posiadania większej ilości (albo w ogóle) potomstwa. Tyle że to nie bardzo działa. Kluczowa rzecz: kobiet w wieku rozrodczym jest już po prostu za mało, by ten trend dało się zupełnie odwrócić.
Pekin próbuje prowadzić politykę pronatalną, ale natrafia na te same problemy, co działania innych rządów borykających się z problemami demograficznymi. Realny problem to wysokie koszty wychowania dziecka oraz zmiany kulturowe. Okazuje się, że łatwiej powstrzymać kobiety od rodzenia dzieci, niż je zachęcić do macierzyństwa i nie wydaje się, że Pekin znajdzie tutaj rozwiązanie. Zwłaszcza, że problemy gospodarcze, jak i niższy niż na Zachodzie poziom usług społecznych powodują, że władze nie mają funduszy na rozbudowane programy socjalne
- podsumowuje dr Michał Bogusz.