Według szacunków, na świecie żyje 8,2 miliarda ludzi. Wciąż będzie nas przybywać, ale szczyt wzrostu widać na horyzoncie. Przed końcem tego stulecia globalnej populacji zacznie ubywać. Ale są państwa, w których liczba ludności już zaczęła się kurczyć. To nie tylko Chiny, choć to, co dzieje się w drugiej największej gospodarce i - wciąż - fabryce świata przyciąga dużo uwagi. Ale kwestie demograficzne są wyzwaniem także dla rządzących wieloma krajami Zachodu - w tym Polski.
Ludzi nie będzie więcej niż 10,3 mld, a jeszcze w tym stuleciu ich liczba zacznie się kurczyć - prognozuje ONZ, choć lepiej nazywać raporty demograficzne organizacji projekcją niż prognozą.
Trudno się z nimi nie zgadzać pamiętając, że są to - jak wszystkie statystyczne prognozy - pewne symulacje, w oparciu o określone złożenia. Wiadomo, że ich celem nie jest wskazanie, jak będzie w przyszłości, tylko jak może być, jeśli zmaterializowałyby się przyjęte założenia. Zamiast słowa 'prognoza', które to słowo potocznie kojarzy się właśnie z czymś pewnym, co w przyszłości zaistnieje, lepiej używać słowa "projekcja", które pokazuje, że tak naprawdę mamy do czynienia z pewną matematyczną symulacją
- zwraca uwagę Mateusz Łakomy, ekspert ds. demografii.
Według ONZ spadek globalnej populacji będzie głębszy niż się wcześniej spodziewano. W 2100 roku na Ziemi będzie nas 10,2 mld - to o 6 proc. mniej niż prognozowano dekadę temu. Szczyt wielkości ludzkiej populacji także nastąpi wcześniej (lata 80.) i będzie nieco niższy (dwa lata temu ONZ prognozował, że do lat 80. tego wieku ludzkość sięgnie 10,4 mld). Prawdopodobieństwo takiego scenariusza jest bardzo wysokie, szacowane na 80 proc. - dekadę temu wynosiło 30 proc.
- W ostatnich latach krajobraz demograficzny znacznie się zmienił - zauważa Li Junhua, Podsekretarz Generalny ONZ ds. Gospodarczych i Społecznych, cytowany w komunikacie. - W niektórych krajach wskaźnik urodzeń jest obecnie nawet niższy niż wcześniej przewidywano, a w niektórych regionach o wysokiej dzietności obserwujemy również nieco szybsze spadki - dodał.
Wcześniejszy i niższy szczyt globalnej populacji to z jednej strony dobra wiadomość dla planety, przynajmniej częściowo, bo jak mówi Li Junhua, "może to oznaczać zmniejszoną presję na środowisko wynikającą z wpływu człowieka ze względu na niższe łączne zużycie". To oczywiście nie oznacza, że można przestać się martwić negatywnym wpływem, jaki generujemy. Z drugiej strony, tych, którzy zajmują się polityką gospodarczą, globalny trend demograficzny niekoniecznie to cieszy. Szczególnie, że są kraje, które z nim już się zmagają.
Już ponad jedna czwarta ludzi - 28 proc. - mieszka tam, gdzie szczyt populacji już nastąpił. Takich krajów lub terytoriów jest 63 - i z danych ONZ wynika, że i Polski zaczyna to dotyczyć, co widać na poniższej grafice. W 48 kolejnych państwach szczyt nastąpi w latach 2025-2054.
Skupmy się jednak na Polsce. Nasza populacja się kurczy. Na koniec zeszłego roku w Polsce żyło 37 mln 367 tys. osób, o 130 tys. mniej niż rok wcześniej - to już dane Głównego Urzędu Statystycznego. Ubyło nas pomimo, że liczba zgonów była najniższa od pięciu lat - nie zrównoważyło to spadku liczby urodzeń (najniższej od przynajmniej II wojny światowej). Jak zauważa Mateusz Łakomy, dzietność spada w Polsce od lat 90. ubiegłego wieku, a od początku obecnego wieku jest już bardzo niska. Ostatnie dane (za 2023 r.) wskazują na poziom 1,16 - dla zastępowalności pokoleń wskaźnik ten powinien przekraczać 2. Co ciekawe, z projekcji ONZ wynika, że w tym stuleciu dzietność w Polsce będzie się lekko zwiększać, choć i tak nie dojdzie nawet do 1,5.
Ogółem na świecie średnia dzietność spada - wynosi 2,3 (tyle dzieci rodzi średnio kobieta w czasie swojego życia) wobec 3,3 w 1990 roku. To oznacza, że statystyczna kobieta rodzi jedno dziecko mniej niż na początku lat 90. XX wieku. ONZ spodziewa się, że mniej więcej za dekadę liczba 80-latków i starszych przekroczy na świecie liczbę dzieci do 1. roku życia. Do 2080 r. populacja osób od 65. roku życia wzwyż będzie liczniejsza niż populacja osób do 18. roku życia.
Dzieci jest coraz mniej, zatem społeczeństwa się starzeją. Widać to dobrze w piramidach wiekowych - poniżej projekcje dla Polski na 2024 i 2100 r. Dół, czyli podstawa tej piramidy, z czasem się zwęża, a jej wyższe poziomy rozszerzają.
Starzenie się demograficzne ludności obserwujemy już od dłuższego czasu, co jest skutkiem niskiej dzietności i rosnącej długości życia. Zgodnie z wyliczeniami ONZ, w 1990 r. mediana wieku w Polsce wynosiła niecałe 31,4 roku, w roku 2023 już przekroczyła 41 lat, a więc urosła o blisko 10 lat. ONZ spodziewa się, że za kolejne 20 lat, w 2043 r., mediana wieku w Polsce przekroczy 50 lat i dalej będzie rosła, do ponad 55 lat w roku 2075
- komentuje dla Next.gazeta.pl Mateusz Łakomy, autor książki "Demografia jest przyszłością. Czy Polska ma szansę odwrócić negatywne trendy?". Starzejące się społeczeństwo to ogromne wyzwanie dla gospodarki. - Starzenie się demograficzne oznacza zwiększony udział populacji w wieku emerytalnym, co zwiększa zapotrzebowanie na emerytury i opiekę medyczną, co będzie wyciągało środki finansowe ze wszystkich innych obszarów. A to może wymagać cięcia wydatków w innych obszarach - obawia się Łakomy.
Jego zdaniem niska dzietność nie jest problemem, który można po prostu zrównoważyć imigracją. Jednocześnie ekspert uważa, że jest to problem do rozwiązania, ale nie poprzez kopiowanie rozwiązań z innych krajów. Trzeba zastanowić się, dlaczego w Polsce, konkretnie w naszym kraju, mamy coraz mniej dzieci. Jak widzi receptę na przeciwdziałanie negatywnym trendom?
Długofalowo w zwiększeniu dzietności pomoże wyrównanie wyników edukacyjnych dziewczynek i chłopców w szkołach podstawowych i średnich oraz wyrównanie poziomu wykształcenia między kobietami a mężczyznami. W Polsce ponad 50 proc. kobiet w wieku 25-34 lata ma wykształcenie wyższe, w przypadku mężczyzn to tylko nieco ponad 30 proc.
- stwierdza. Dlaczego? Luka edukacyjna, czyli różnica w wykształceniu między kobietami a mężczyznami, to jedna z przyczyn, dla których części Polaków trudno jest znaleźć partnera. Bez partnera nie będzie związku, który jest pierwszym krokiem do decyzji o posiadaniu dziecka.
Co poza tym? Według Łakomego pomogą między innymi:
Zdaniem eksperta, ważne są też mniej oczywiste czynniki, jak kondycja psychiczna młodzieży i młodych dorosłych i zdolność do budowania relacji opartej na zaangażowaniu. Tutaj jego zdaniem przydałoby się większe wsparcie psychologiczne.
Na razie ONZ w swojej najnowszej prognozie szacuje, że populacja Polski do końca tego wieku spadnie do poniżej 20 mln w średnim wariancie. Pod warunkiem oczywiście, że nie zmienią się założenia przyjęte przez organizację. - Rolą projekcji nie jest bowiem przepowiadanie przyszłości, tylko dawanie informacji lub nawet ostrzeżeń, co może się stać i mobilizowanie do działań, które zmienią rzeczywistość demograficzną - podsumowuje Mateusz Łakomy.