W czerwcu Ukraina w ramach rozszerzenia sankcji na Rosję zablokowała tranzyt ropy naftowej rurociągami "Przyjaźń". Węgry i Słowacja nie otrzymują już surowca od rosyjskiego Łukoilu, który był kluczowym dostawcą.
Węgierski minister spraw zagranicznych Peter Szijjarto zapowiadał, że dopóki władze Ukrainy nie zniosą blokady na dostawy rosyjskiej ropy na Węgry, to jego kraj będzie blokował wypłatę 6,5 mld euro z Europejskiego Instrumentu na rzecz Pokoju. Jednak węgierskie władze publicznie zwróciły uwagę na problem w połowie lipca, czyli po ponad dwóch tygodniach od zapowiedzi zakręcenia kurków z rosyjską ropą naftową oraz już po objęciu przez Węgry półrocznego przewodnictwa w Radzie Europejskiej.
- Grożenie zablokowaniem tych pieniędzy to ze strony Orbana "odgrzewany kotlet". Węgry blokują te środki już od roku - powiedział w rozmowie z wnp.pl Andrzej Sadecki, kierownik Zespołu Środkowoeuropejskiego w Ośrodku Studiów Wschodnich (OSW) oraz ekspert ds. Węgier. Zwrócił również uwagę, ze wspomniana kwota 6,5 mld euro, czyli pieniądze za rekompensaty za dostawy wojskowe, nie są bezpośrednio przeznaczone dla Ukrainy, lecz dla krajów UE, takich jak Polska, które wspierały rząd w Kijowie, wysyłając sprzęt wojskowy. "Po co Orban to robi? Prawdopodobnie po to, by zwrócić uwagę opinii publicznej" - czytamy.
Węgierskie władze uważają, że zablokowanie przez Ukrainę tranzytu ropy rosyjskiego koncernu Łukoil na Węgry i Słowację to bezpodstawny szantaż. - Ukraina w sposób całkowicie niezrozumiały szantażuje Węgry i Słowację. Niestety musimy to stwierdzić, że ten szantaż dotknął dwa państwa, które konsekwentnie opowiadają się za natychmiastowym zawieszeniem broni i rozmowami pokojowymi - powiedział w piątek podczas konferencji prasowej szef kancelarii węgierskiego premiera Gergely Gulyas.
Obecny na spotkaniu minister ds. europejskich Janos Boka dodał, że działania Ukrainy, w jego ocenie, są sprzeczne z układem stowarzyszeniowym Unii Europejskiej. Węgrzy badają też, czy Ukraińcy nie naruszyli Karty Energetycznej.