Inflacja wystrzeliła i to nie koniec. Nie chodzi tylko o prąd. "To jest trochę taka bomba"

Inflacja mocno wzrosła i nawet wiemy dlaczego. Ale w danych GUS jest coś, czego jeszcze nie widać, a co podbije wskaźnik w kolejnych miesiącach - mówi nam Marcin Mazurek z mBanku. - Moim zdaniem te dane są przełomowe - to z kolei głos Jakuba Borowskiego z Credit Agricole. Dlaczego i co nas teraz czeka, jeśli chodzi o ceny?
Pensja minimalna (zdjęcie ilustracyjne)
Fot. Jakub Ociepa / Agencja Wyborcza.pl

Mamy to, czego spodziewali się ekonomiści: inflację najwyższą w tym roku i najwyższą od grudnia 2023 r. Jak podał Główny Urząd Statystyczny, w lipcu wskaźnik cen towarów i usług konsumpcyjnych (inflacja CPI, czyli ta jej miara, którą najpilniej śledzimy) wzrósł do 4,2 proc. rok do roku z 2,6 proc. w czerwcu. To znaczy, że ceny są teraz o 4,2 proc. wyższe niż w lipcu 2023 r. Tylko w ciągu miesiąca, czyli od czerwca, ceny wzrosły o 1,4 proc. To mocny skok. Szczegółów mamy na razie niewiele, to tzw. szybki odczyt, pełniejsze dane GUS poda za dwa tygodnie. Ale wiadomo, co najmocniej wpłynęło na tak gwałtowne podbicie wskaźnika: rachunki za prąd i gaz, które zostały w części odmrożone od 1 lipca właśnie. 

Zobacz wideo Glapiński: Przed nami górka inflacyjna aż do 2026 roku

Inflacja mocno wzrosła. W danych trzy ważne wskazówki

- W tym roku podwyżki cen energii elektrycznej i gazu już się nie powtórzą, więc mieliśmy jednorazowy wyskok - mówi dr Marcin Mazurek, główny ekonomista mBanku. Czynnik ten był spodziewany i ekonomiści go w prognozach uwzględniali (choć rozstrzał tych prognoz był tym razem dość duży). Zespół Marcina Mazurka zakładał wzrost inflacji do 4,3 proc. - delikatnie ponad to, co pokazał GUS.

Ekspert w rozmowie z Next.gazeta.pl zauważa jednocześnie, że główny motor napędowy cen, czyli rachunki za energię, może pociągnąć za sobą wzrosty cen w innych kategoriach. - Nie wiemy z tego wstępnego odczytu, i nie będziemy tego w stanie od razu policzyć nawet po opublikowaniu dokładnych danych GUS za dwa tygodnie, ile jest efektów wtórnych tych podwyżek. Bo zwykle jak rosną koszty, a one tutaj rosną nie tylko konsumentowi, ale i małym firmom na przykład, to odbija się to na cenach tego, co te firmy sprzedają. Zakładam, że jakiś efekt zobaczymy, myślę, że bardziej na usługach niż towarach, bo ceny towarów jednak są pod silniejszą presją spadkową - mówi. 

Ceny energii elektrycznej i gazu to pierwszy ważny element dzisiejszych danych. Drugi jeszcze w pełni się nie objawił. 

To, co jeszcze w tej inflacji jest, a czego teraz nie widzimy, bo dane są bardzo szczątkowe, to zapewne podwyżki cen wody zimnej i ścieków. To był pewien nawis, bo Wody Polskie długo na to nie pozwalały. I to jest trochę taka bomba, bo mamy informacje o tym, że planowane są podwyżki w skali nawet do 100 proc. To nie jest wcale mała kategoria, choć w rachunku gospodarstwa domowego te dwa elementy łącznie zajmują trochę mniej niż energia elektryczna. To jest też prawdopodobnie główna przyczyna wzrostu inflacji bazowej w lipcu do 3,7-3,8 proc. 

- szacuje Marcin Mazurek. Inflacja bazowa to taka miara wskaźnika inflacji, która nie bierze pod uwagę cen najbardziej zmiennych - żywności i energii. Co ciekawe, uwzględniane są w niej za to właśnie opłaty za wodę i ścieki, także kategoria pozapopytowa, zewnętrzna. Teraz podbija inflację bazową, na co zwraca również uwagę dr Jakub Borowski, główny ekonomista Credit Agricole (dla porządku: inflację bazową NBP poda dopiero 16 sierpnia, ale ekonomiści są w stanie ją już teraz oszacować, na podstawie dostępnych obecnie danych). 

Z naszych szacunków wynika, że inflacja bazowa wzrosła i to silniej niż oczekiwaliśmy. W prognozach mieliśmy wzrost z 3,6 do 3,7, a wyniesie on 3,8 proc. To pokazuje wpływ czynników, które są w mniejszym stopniu związane z popytem i takim czynnikiem są na przykład podwyżki opłat za wodę i ścieki. Zaczęły się na wiosnę, ale w okresie lipiec-sierpień widzimy i zobaczymy ich intensyfikację. Te podwyżki były wstrzymywane przez dłuższy czas, a teraz ten mechanizm został odblokowany 

- zauważa Borowski w rozmowie z Next.gazeta.pl. - Ale nawet jeśli ten wpływ wyłączymy, to inflacja bazowa jest wciąż podwyższona i pokazuje to, że presja inflacyjna nie została jeszcze ujarzmiona, co więcej, daleko nam do tego ujarzmienia - podkreśla. 

Podwyżki opłat za wodę i ścieki nie były jednorazowe, w różnych miejscach planowane są w różnych terminach. Da to efekt rozciągnięty w czasie, będzie podbijać inflację bazową przez kilka miesięcy. Myślę, że takich trupów w szafie możemy jeszcze trochę mieć, jeśli chodzi o ceny administrowane

 - dorzuca Mazurek. 

Co się stanie z cenami żywności? 

Zatem to, co wybija się w danych GUS, to po pierwsze ceny nośników energii (wzrost o 10 proc. rok do roku i o 11,8 proc. miesiąc do miesiąca), a po drugie ruszające podwyżki cen wody i ścieków, o których więcej dopiero się dowiemy. Jest jeszcze trzeci element. W kategorii "żywność i napoje bezalkoholowe" ceny w lipcu wzrosły o 3,2 proc., a w ujęciu miesięcznym (w porównaniu z czerwcem) spadły o 0,5 proc. Dobrze? Niekoniecznie. 

Jeszcze jedną ciekawą rzeczą w danych są ceny żywności. Spadek o 0,5 proc., choć zgodny z sezonowym wzorcem, jest naprawdę bardzo mały. To wprawdzie zgodne z trendem, że wzorzec wahań sezonowych się spłaszcza w kolejnych latach, natomiast już sam lipiec z takim małym spadkiem sugeruje, że druga połowa roku może być nie tak optymistyczna, jak niektórzy zakładają. Jeśli chodzi o żywność, może być drożej niż w ubiegłym roku

- zauważa główny ekonomista mBanku. - Nie powiedziałbym, że w tych cenach żywności absolutnie nie widać przeniesienia wyższego VAT, nie mamy teraz zresztą jeszcze danych na ten temat. Natomiast sam tak niewielki spadek cen w tej kategorii zapala lampki ostrzegawcze - dodaje. 

To też podkreśla Jakub Borowski. Prognoza Credit Agricole zakładała inflację w lipcu na poziomie 4,6 proc. Odczyt GUS okazał się być od niej niższy. - Nieco niższy od naszej prognozy był również wzrost cen żywności, choć on też wyraźnie przyspieszył - zauważa Borowski - Spodziewamy się wzrostu dynamiki cen owoców i warzyw w efekcie tego, co działo się na wiosnę, przymrozki, gradobicia i anomalie pogodowe - mówi ekspert. 

Co dalej? I kiedy ruch NBP? 

Moim zdaniem te dane są przełomowe, w tym sensie, że przenoszą nas w jednym skoku, jednym ruchu, z poziomu, który daje NBP poczucie komfortu, do poziomu powyżej górnej granicy odchylenia od celu inflacyjnego. Lipiec jest bardzo ważny, bo wyznacza początek 12-miesięcznego okresu, w którym inflacja będzie wyraźnie powyżej 4 proc.

- stwierdza Jakub Borowski. Cel inflacyjny polskiego banku centralnego to 2,5 proc., z dopuszczalnymi granicami odchyleń o 1 punkt procentowy w obie strony. Zatem NBP dąży do wspomnianego poziomu 2,5 proc., ale akceptowalny dla niego jest zakres między 1,5 a 3,5 proc. W czerwcu inflacja była jeszcze w celu, a teraz, w jednym dużym, szybkim ruchu, mocno ten cel przeskoczyła. I tak niestety zostanie na dłużej. Niestety, bo na przykład dla tych, którzy spłacają kredyty hipoteczne oznacza to czekanie na obniżki stóp procentowych, od których zależy wysokość miesięcznych rat. 

Jesteśmy w momencie, kiedy jeszcze dość słaba gospodarka sprawia, że nie ma dużej przestrzeni na podwyżki cen. Jednocześnie jest to też moment, w którym w dalszym ciągu płace rosną bardzo szybko, więc jeśli tylko ta przestrzeń się pojawi, firmy ją zagospodarują. Stąd uważamy, że zanim inflacja zacznie spadać, jeszcze wzrośnie. I nie będzie to tylko wzrost wiedziony czynnikami egzogenicznymi, jak podwyżki cen energii, tylko taki normalny wzrost, związany z funkcjonowaniem gospodarki

- uważa Marcin Mazurek. Według mBanku jeszcze pod koniec tego roku wskaźnik może dojść do 6 proc. Jej szczyt przypadnie na przełom pierwszego i drugiego kwartału przyszłego roku. - Nasza prognoza jest bez zmian od wielu miesięcy, zakładamy, że to właśnie wtedy pojawią się dobre warunki do obniżki stóp procentowych. RPP musi zobaczyć, że inflacja w horyzoncie projekcji inflacyjnej opada w kierunku celu i że ścieżka inflacji nie jest już wzrostowa. Zatem pierwsze obniżki stóp możliwe są dopiero pod koniec drugiego kwartału 2025 - mówi główny ekonomista mBanku. 

Jakub Borowski z Credit Agricole także spodziewa się, że w najbliższych miesiącach inflacja jeszcze wyraźnie wzrośnie. - Będziemy zbliżać się do 5 proc., być może ten poziom przekroczymy, będzie to zależało od tego, jak wzrosną ceny żywności, a potem energii na początku przyszłego roku. Nie można wykluczyć, że jeszcze w październiku inflacja przekroczy nieznacznie 5 proc., potem spadnie i znów wzrośnie w pierwszym kwartale 2025, do powyżej 5 proc. Dopiero w lipcu 2025, kiedy się ujawnią efekty bazy związane z cenami nośników energii, inflacja wyraźnie spadnie. Weszliśmy z przytupem w 12-miesięczny okres podwyższonej inflacji i to wyraźnie przewyższającej cel NBP - podsumowuje. 

Więcej o: