W Powiatowym Urzędzie Pracy w Świdniku pod Lublinem zaczęły się ustawiać kolejki po tym, jak ogłoszono nabór wniosków o dofinansowanie na podjęcie działalności gospodarczej w ramach projektu "Aktywizacja zawodowa osób bezrobotnych w powiecie świdnickim". Problem w tym, że chętni zaczęli się pojawiać w ubiegły piątek (2 sierpnia), podczas gdy program ruszył w poniedziałek (5 sierpnia). Chętni musieli więc oczekiwać pod pośredniakiem przez trzy noce - pisze portal lublin112.pl.
Unijne środki w ramach rzeczonego programu wystarczą tylko na 19 osób, a chętnych jest znacznie więcej. Obowiązuje zasada "kto pierwszy, ten lepszy". Dlatego też osoby, które chcą wziąć udział w programie, przez kilka dni koczują pod urzędem pracy.
- Każdy pilnuje swojego miejsca, aby nikt go nie wyprzedził. (...) Ludzie w kolejce tworzą improwizowane obozowiska - leżaki, koce, śpiwory, termosy z ciepłą herbatą. Rozmawiają, dzielą się jedzeniem, pilnują kolejności - powiedziała portalowi pani Katarzyna. To nie pierwszy raz, gdy w Świdniku dochodzi do takiej sytuacji. Bezrobotni w ten sam sposób czekali pod pośredniakiem w marcu, gdy warunki pogodowe były znacznie gorsze niż teraz, czytamy.
Dyrektor Powiatowego Urzędu Pracy w Świdniku Włodzimierz Radek mówi, że z reguły bezrobotni mogą składać dokumenty za pośrednictwem Elektronicznych Usług Publicznych Służb Zatrudnienia oraz Elektronicznej Platformy Usług Administracji Publicznej. W przypadku dofinansowania należy jednak złożyć szereg dokumentów, a jak tłumaczy Radek, nie wszyscy chętni posiadają odpowiednie umiejętności cyfrowe. Jak podaje, według badań Urzędu Pracy, aż 68 proc. osób do 30 roku życia nie ma kompetencji cyfrowych lub posiada je na słabym poziomie.
Włodzimierz Radek nie podał jednak czy dotyczy to całego kraju, czy jedynie okolic Świdnika oraz za jaki rok są to dane. Według danych NASK "w 2021 roku 43 proc. osób w wieku 16-74 lat posiadało co najmniej podstawowe umiejętności cyfrowe (UE: 54 proc.), a 21 proc. mogło pochwalić się ponadpodstawowymi umiejętnościami cyfrowymi (UE: 26 proc.)".
Radek twierdzi, że wiele osób musiało posiłkować się pomocą najbliższych, a czasami płacić firmom zewnętrznym, by wypełnić wniosek. Dlatego zdecydowano się przeprowadzić nabór w tradycyjnej formie. Dodał jednak, że sytuacja z kilkudniowym wyczekiwaniem pod urzędem nie powinna mieć miejsca, toteż mają zostać wprowadzone rozwiązania usprawniające proces rekrutacji, aby sytuacja się nie powtarzała.