W nocy z 12 na 13 lipca doszło do pożaru fabryki firmy Aksam w Malcu niedaleko Oświęcimia (woj. małopolskie). Ogień pochłonął całkowicie jedną z hal, w której zawalił się dach. Druga hala uległa częściowemu zniszczeniu i została już odbudowana. Kierownictwo zakładów zapewniło, że nie zwolni żadnego pracownika (firma daje pracę ponad 500 osobom), a załoga dostanie pełne wynagrodzenie, chociaż pracować będzie mniej z powodu mniejszych możliwości produkcyjnych. Teraz firma może liczyć na wsparcie giganta spożywczego, również z Małopolski.
Krzysztof Pawiński, założycieli spółki Maspex, która ma siedzibę w Wadowicach, zapowiedział w niedzielę 11 sierpnia na platformie X wsparcie dla Aksamu. "Kilka tygodni temu pożar strawił fabrykę 'Paluszków Beskidzkich' firmy Aksam w sąsiednim powiecie. Zarząd tej wspaniałej firmy zadeklarował, że mimo tragedii nie zwolni pracowników. W ramach sąsiedzkiej pomocy, współdziałając z właścicielem Aksamu, zaoferowaliśmy czasowe zatrudnienie dla kilkudziesięciu osób w naszych zakładach w Wadowicach i Tychach. Pierwsze z nich rozpoczynają pracę w tym tygodniu" - przekazał Pawiński.
Na koniec wpisu dodał: "Co Cię nie zabije, to Cię wzmocni. Ta zasada działa. Wiemy po sobie". Maspex to jedno z największych przedsiębiorstw w branży spożywczej w Polsce. Ma w swojej ofercie między innymi takie marki jak Łowicz, Lubella, Tymbark czy Kubuś, a jej obroty za 2023 rok przekroczyły 15 mld zł.
W czwartek informowaliśmy, że 12 sierpnia ruszy produkcja w największej z hal Aksamu, w której odbudowana została już zniszczona w pożarze ściana. Media z Małopolski wskazywały, że halę oddzielono od całkowicie spalonej części zakładu. Przed lipcowym pożarem wszystkie części fabryki w Malcu były połączone.
- Na szczęście strażakom udało się obronić trzecią, największą halę i za to chylę przed nimi czoła - mówił właściciel Aksamu Adam Klęczar w rozmowie z "Gazetą Krakowską". Zapewnił, że "choć jesteśmy w trudnej sytuacji, z nadzieją możemy patrzeć w przyszłość". - Chcę, żeby każdy miał pracę. Pracownicy będą zatrudniani w systemie dwutygodniowym, potem będzie wymiana załogi. Nie oznacza to zmniejszenia wynagrodzenia. Będzie ono pełne. W naszej firmie zawsze na pierwszym miejscu stawialiśmy człowieka i to się nie zmieni - podkreślił Klęczar.