Bahlsen to niemiecka firma, która produkuje m.in. ciastka Leibniz, HIT i Krakuski. W tej branży działa już od 135 lat. Burza wokół herbatnikowego giganta wybuchła w 2019 r., kiedy to spadkobierczyni firmy Verena Bahlsen oświadczyła w mediach społecznościowych, że robotnicy przymusowi w tym przedsiębiorstwie "byli dobrze traktowani" i otrzymywali takie samo wynagrodzenie, jak niemieccy pracownicy. Spadła na nią fala krytyki, potem przeprosiła i stwierdziła, że zaszła pomyłka. Jak pisze "Deutsche Welle", to zapoczątkowało intensywną dyskusję na temat przeszłości firmy.
Właściciele Bahlsena poinformowali, że dyskusja ta skłoniła ich do zbadania przeszłości firmy. Przeprowadzenie badań zlecono historykom Manfredowi Griegerowi i Hartmutowi Berghoffowi. Według Vereny Bahlsen przedsiębiorstwo miało zatrudniać 200 pracowników przymusowych. Tymczasem okazało się, że było ich 800. Większość z nich stanowiły kobiety z Polski i Ukrainy. Historycy przekazali m.in., że polscy robotnicy przymusowi otrzymywali niższe płace, mniejsze racje żywnościowe i mieli gorszą opiekę medyczną niż Niemcy. "Firma z siedzibą w Hanowerze, założona pod koniec XIX wieku, wykorzystywała pracę przymusową do produkcji racji żywnościowych dla niemieckich żołnierzy w czasie wojny" - wskazuje "The Guardian".
W oświadczeniu rodzina Bahlsenów nazwała ustalenia "bolesnymi" i wyraziła ubolewanie, że firma "nie zmierzyła się wcześniej z tą trudną prawdą". "Głęboko ubolewamy nad niesprawiedliwością, jaka spotkała tych ludzi w naszej firmie. Żałujemy również, że nie stawiliśmy czoła tej trudnej prawdzie wcześniej" - dodali. Przyznali oni także, że korzystali z "systemu nazistowskiego", by przetrwać okres II wojny światowej. "Tego nie da się usprawiedliwić" - podkreśla firma Bahlsen. "The Guardian" przypomina, że dobrowolnie przekazała ona około 750 tys. euro w latach 2000-2001 fundacji utworzonej przez niemieckie firmy w celu wypłacenia odszkodowań 20 milionom robotników przymusowych wykorzystywanych przez nazistów.