Jak już informowaliśmy, na Słowacji również doszło do poważnych powodzi. Na Dunaju w Bratysławie poziom wody wciąż się podnosi, a sztab kryzysowy zdecydował o wprowadzeniu trzeciego stopnia alarmu powodziowego. Słowacki dziennikarz z portalu aktuality.sk stwierdził przy tym, że nagła i ciężka sytuacja w kraju ujawniła nieprzygotowanie rządu do podobnych okoliczności.
Zdaniem słowackich mediów wicepremier oraz minister środowiska Tomas Taraba ze Słowackiej Partii Narodowej - SNS nim doszło do katastrofy, miał stwierdzić, "że to już drugi raz w tym roku, kiedy słyszy o wielkiej wodzie (...) i że prawdopodobnie zamierza wezwać sztab kryzysowy".
Według dziennikarza minister wykazał się wtedy niekompetencją i brakiem zdolności do działania w krytycznych sytuacjach. Słowacja miała być tym samym całkowicie nieprzygotowana na powódź, do której w końcu doszło.
Jak przypomniał autor artykułu Peter Bardy, Taraba został mianowany ministrem środowiska tylko dlatego, że jego partia pierwotnie chciała postawić na osobę, która nie wierzy nawet w zmiany klimatyczne. Pierwszym wyborem Roberta Ficy, premiera Słowacji, na szefa resortu środowiska był Rudolf Huliak. Jego kandydatury nie poprała jednak ówczesna prezydentka Zuzana Caputova.
Dziennikarz podkreślił, że powódź ujawniła katastrofę, której "nie można naprawić za żadne pieniądze" - chodzi o obojętne podejście aktualnego rządu Słowacji do poważnych problemów związanych z ochroną środowiska oraz przyszłością naszej planety.