W niedzielę 15 września doszło do niekontrolowanego przelania się wody przez koronę tamy przy elektrowni wodnej Lubachów. "Stało się to po jednym z największych w historii dopływów wody do zbiornika, niemożliwym do kontroli" - przekazało dla Next.gazeta.pl biuro prasowe Tauron Polska Energia.
"Ze względu na odległość od zapory efekty przelania były odczuwalne na zbiorniku Mietków po kilkunastu godzinach, w poniedziałek 16 września. Grupa Tauron działa zgodnie z wytycznymi regionalnych Centrów Zarządzania Kryzysowego i walczy ze skutkami powodzi" - czytamy w przesłanym nam komunikacie.
"Ponad 700 pracowników Tauron Dystrybucja w trudnych warunkach pracuje nad przywróceniem zasilania dla rejonów dotkniętych powodzią. Zalanych jest osiem elektrowni wodnych Tauron Ekoenergia. W trakcie weekendu ewakuowano załogi z wielu elektrowni. Uszkodzeniu uległo również oświetlenie w 68 gminach. Powodzią dotkniętych zostało również kilkudziesięciu pracowników Grupy" - wyjaśniła spółka.
Prezeska Państwowego Gospodarstwa Wodnego Wody Polskie Joanna Kopczyńska mówiła we wtorek w czasie posiedzenia sztabu kryzysowego w związku z sytuacją powodziową, że do zbiornika Mietków nagle dopłynęła ogromna ilość wody, która wpadła ze zbiornika administrowanego przez elektrownię wodną Lubachów oraz spółkę Tauron. - Ta woda idzie na Marszowice. Zadziałaliśmy wczoraj wieczorem. Ponad 100 żołnierzy pojechało układać worki na wałach. (...) Nie wiadomo, czy nie będzie potrzebna ewakuacja - tłumaczyła.
Joanna Kopczyńska wskazywała, że potrzeba pilnie uruchomić wojsko do przepatrolowania zbiornika Mietków. - Nie wiedząc, że Tauron spuści wodę, nie braliśmy tego pod uwagę. To jest wyjaśniane - dodała.
W trakcie posiedzenia sztabu kryzysowego sprawę komentował Donald Tusk. - Informacja, którą otrzymaliśmy o zrzucie wody, o braku współpracy i kooperacji jest szokująca - mówił premier. Zapowiedział wyjaśnienie sprawy. - Wczoraj mieliśmy kontakt z prezesem Tauronu. To zostanie naprawione - mówiła prezeska PGW Wody Polskie Joanna Kopczyńska.