W wykazie prac legislacyjnych rządu poinformowano, że trwają prace nad projektem nowelizacji ustawy o przeciwdziałaniu marnowaniu żywności. Jej celem ma być nie tylko ograniczenie marnowania żywności, ale również skłonienie sprzedawców do przekazywania jej organizacjom pozarządowym zajmującym się redystrybucją jedzenia.
Odpowiadające za projekt Ministerstwo Rolnictwa wskazuje, że każdego roku w Polsce marnuje się 4,8 mln ton żywności. Jednocześnie tylko 0,38 procent z niej trafia do Federacji Polskich Banków Żywności. Aby przeciwdziałać tym problemom, resort chce pięciokrotnie podwyższyć opłaty dla sklepów za marnowanie żywności - z 10 do 50 groszy za kilogram.
To jednak nie wszystkie planowane zmiany. Wyższe mają być również kary za niewniesienie opłaty za marnowaną żywność. Obecnie wynoszą one od 500 do 10 tysięcy złotych. Po nowelizacji ustawy kwoty te mają wzrosnąć do przedziału od pięciu do 15 tysięcy złotych. Do tego pojawi się również kara w wysokości pięciu tysięcy złotych za niezrealizowanie obowiązkowej kampanii edukacyjno-informacyjnej.
Zmianom tym przeciwny jest między innymi Maciej Ptaszyński, prezes Polskiej Izby Handlu. - Podwyższenie opłaty za marnowaną żywność jest działaniem przeciwskutecznym, które ma na celu zniszczenie przedsiębiorczości, a zwłaszcza małych i średnich przedsiębiortw - stwierdził w rozmowie z portalem DlaHandlu.pl. Ptaszyński zapewnił, że nikt nie popiera marnowania żywności, ale podkreślił jednocześnie, że działania rządu w tym zakresie muszą być "podejmowane z rozsądkiem".
Szef PIH wskazał, że branża od lat apeluje o zmniejszenie liczby obowiązków sprawozdawczych. Wyliczał, że już teraz przedsiębiorcy mają na głowie kwestie podatków CIT i VAT czy sprawozdania o odpadach. Argumentował, że detalistów obowiązują również liczne kontrole i niejasne przepisy związane z dyrektywą Omnibus. Wkrótce pojawi się również więcej pracy w związku z wprowadzeniem systemu kaucyjnego. - Na koniec, jako wisienkę na torcie, dokłada się obowiązki sprawozdawcze związane z marnowaniem czy niemarnowaniem żywności. Jest to po prostu karygodne - ocenił.
"Fakt" wskazuje, że zmiany zapowiadane przez rząd dotkną wyłącznie sprzedawców, którzy uważają jednak, że regulacje powinny objąć cały łańcuch żywnościowy oraz skupić się na edukacji konsumentów. Ci ostatni odpowiedzialni są za 60 procent wyrzucanych produktów spożywczych, a producenci rolni i przetwórcy - za 30 procent. Tymczasem sam handel odpowiada za około siedem procent marnowanej żywności. Handlowcy wskazują, że podwyższenie opłat wpłynie na koszty ich działalności, a zatem doprowadzi do wzrostu cen produktów. To z kolei odczują sami konsumenci.
- Kluczowym elementem, z punktu widzenia organizacji pomagających, byłoby wyeliminowanie praktyki, polegającej na pozostawianiu produktów na półkach do końca terminu ich przydatności do spożycia. Ten problem może rozwiązać zmiana w definicji pojęcia "marnowanie żywności" - zauważyła w rozmowie z "Dziennikiem Gazetą Prawną" Beata Ciepła, prezeska zarządu Federacji Polskich Banków Żywności.
Regulacja projektowana przez Ministerstwo Rolnictwa zakłada między innymi właśnie doprecyzowanie tej definicji. Po zmianach ma ona odzwierciedlać założenie, że "dopóki żywność nie stanie się odpadem, należy podejmować działania, które mają przeciwdziałać jej zmarnowaniu". W związku z tym: "marnowaniem są nie tylko działania, na skutek których żywność jest marnowana, ale także i zaniechania, które doprowadziły do jej przeterminowania" - podkreślono w projekcie.
Portal Infor.pl przypomina, że w 2019 roku uchwalono przepisy o przeciwdziałaniu marnowaniu żywności. Zgodnie z nimi sklepy o powierzchni powyżej 250 mkw., jeśli połowa ich przychodów pochodzi ze sprzedaży żywności, mają obowiązek zawierać z organizacjami pozarządowymi umowy na nieodpłatne przekazanie niesprzedajnej żywności. Dotyczy to przede wszystkim produktów wycofanych ze sprzedaży ze względu na wady wyglądu lub opakowań. Na sprzedawców nałożono ponadto obowiązek prowadzenia kampanii informacyjno-edukacyjnych oraz składania sprawozdań o ilości marnowanej żywności.