Jak poinformowało Polską Agencję Prasową pewne źródło unijne, 4 października Komisja Europejska potwierdziła, że otrzymała wystarczające poparcie, by nałożyć cła na chińskie elektryki. Stała opłata zostanie tym samym wprowadzona na okres 5 lat.
Przeciwko wprowadzeniu cła opowiedziały się Niemcy, Węgry, Słowenia, Słowacja oraz Malta. Od głosu w tej sprawie wstrzymała się Belgia, Grecja, Portugalia, Hiszpania, Chorwacja, Austria, Rumunia, Szwecja, Finlandia, Czechy, Cypr i Luksemburg. Reszta państw poparła pomysł - w tym także Polska.
Taryfy opłat mają wahać się między 7,8 proc. a 35,3 proc. w zależności od producenta. Co ciekawe, przy ich ustalaniu Komisja miała brać pod uwagę to, które z chińskich firm współpracowały w dochodzeniu w sprawie subsydiów. Przypomnijmy, że standardowe cło UE na importowane samochody wynosi dodatkowe 10 proc.
"Dzisiejsze głosowanie to fatalny sygnał dla europejskiego przemysłu motoryzacyjnego. Potrzebujemy teraz szybkiego porozumienia między Komisją Europejską a Chinami, by zapobiec konfliktowi handlowemu, na którym nikt nie zyska" - skomentował dla Agencji Reutera dyrektor generalny BMW Oliver Zipse.
"Podtrzymujemy nasze stanowisko, że planowane taryfy są złym podejściem i nie poprawią konkurencyjności europejskiego przemysłu motoryzacyjnego. Apelujemy do Komisji Europejskiej i rządu Chin o konstruktywne kontynuowanie trwających negocjacji w celu znalezienia rozwiązania politycznego" - dodali przedstawiciele firmy Volkswagen.
"Ostatnio otrzymaliśmy bardzo pozytywne sygnały od Komisji, więc mamy nadzieję, że będzie mogła kontynuować prace nad indywidualnymi rozwiązaniami dla przemysłu samochodowego, a konkretnie dla Volvo Cars. Szwecja uważa, że najlepszym rozwiązaniem byłoby, gdyby Chiny i UE wspólnie doszły do porozumienia w sprawie tego problemu" - stwierdził szwedzki Minister ds. Współpracy Rozwoju Międzynarodowego i Handlu Zagranicznego Benjamin Dousa.