Ukraiński atak został przeprowadzony w poniedziałek nad ranem, a w czwartek prawdopodobnie eksplodowała kolejna cysterna z paliwem w morskim terminalu naftowym w Teodozji. Na Półwyspie Krymskim są tylko dwa magazyny tej wielkości. Drugi znajduje się w Sewastopolu.
Objętość zbiorników znajdujących się w bazie paliwowej na terenie Teodozji wynosi 250 tysięcy metrów sześciennych. W piątek wyznaczony przez Rosję mer Krymu Igor Tkaczenko przekazał, że pożar jest już pod kontrolą. Służby ratunkowe kontynuują prace, aż do całkowitej likwidacji pożaru - powiedział Tkaczenko cytowany przez rosyjskojęzyczny portal The Moscow Times.
Z kolei tzw. premier Krymu Siergiej Aksionow poinformował o "uwolnieniu materiałów łatwopalnych". Zapewnił okolicznych mieszkańców, że jakość powietrza nie stanowi zagrożenia. Jednak jak podaje The Moscow Times, mieszkańcy skarżą się na nudności i bóle głowy. Pożar objął prawie trzy tysiące metrów kwadratowych powierzchni. W mediach społecznościowych zaroiło się od nagrań i zdjęć, na których widać skutki ukraińskiego ataku.
Terminal naftowy w Teodozji był już kilkakrotnie atakowany przez ukraińskie drony, w listopadzie i grudniu ubiegłego roku oraz w tym roku - w marcu. To największy obiekt tego typu na Krymie pod względem przeładunku produktów naftowych. W tym roku Ukraina zintensyfikowała ataki na terytorium Rosji. Celem są m.in. zakłady, które według Ukraińców zaopatrują rosyjską armię.
W czwartek ukraińskie drony zaatakowały m.in. lotnisko w Adygei w rejonie Kraju Krasnodarskiego. Kilka godzin wcześniej w tym samym regionie, w pobliżu Jejska, wybuchł pożar w magazynach paliwa. Ukraińskie Siły Zbrojne poinformowały, że w Jejsku zmagazynowanych było około 400 dronów Shahed. Z kolei lotnisko w Adygei wykorzystywane było przez uczelnię wojsk lotniczych agresora.