Jak opisał Bloomberg, który przyjrzał się raportowi MFW - globalne perspektywy są aktualnie wyjątkowo ponure. Istotną kwestię w tej sprawie stanowi fakt, iż ponad połowa globalnego zadłużenia i około dwóch trzecich światowego PKB pochodzi aktualnie z państw, w których i tak nie przewiduje się stabilizacji zadłużenia.
Na pierwszym miejscu niechlubnego podium napędzania fali światowego zadłużenia znajdują się Stany Zjednoczone i Chiny. Zaraz za nimi znajduje się również Brazylia, Francja, Włochy, RPA oraz Wielka Brytania. To właśnie do tych państw apeluje MFW - organizacja chce, by kraje kontrolowały długi, ponieważ problemy z nimi związane są coraz mocniej zauważalne na światowych rynkach.
Według najmniej optymistycznych prognoz, w ciągu najbliższych trzech lat globalne zadłużenie mogłoby sięgnąć nawet 115 proc. PKB. Aktualnie MFW zakłada, że do końca 2024 r. poziom ten przekroczy 93 proc. i osiągnie zawrotną wartość 100 bilionów dolarów.
"Zwlekanie jest ryzykowne. Doświadczenia poszczególnych krajów pokazują, że wysokie zadłużenie może doprowadzić do niekorzystnych reakcji na rynku i ograniczać pole manewru budżetowego w obliczu negatywnych zawirowań" - podkreślił w swoim raporcie Międzynarodowy Fundusz Walutowy.
Co ciekawe, ich dane wykazały także, że problem z nadmiernym zadłużeniem w większym stopniu dotyczy państw rozwiniętych - niż wciąż się rozwijających. Kraje z pierwszej grupy sięgają aktualnie aż 134 proc. PKB, podczas gdy państwa rozwijające się utrzymują poziom 88 proc. PKB.