Rada Polityki Pieniężnej nie zmieniła poziomu stóp procentowych. Główna nadal wynosi zatem 5,75 proc. i utrzymuje się na tym poziomie od ponad roku, dokładnie od października 2023 r. Nikt zresztą obniżki się teraz nie spodziewał - choć oczekiwania co do takiego ruchu w pierwszej części przyszłego roku rosną.
Przy podejmowaniu decyzji tym razem RPP miała do dyspozycji najnowszą projekcję inflacji, przygotowaną przez zespół analityków NBP. Taki dokument Rada dostaje trzy razy w roku: w marcu, w lipcu i listopadzie.
[AKTUALIZACJA] Listopadową projekcję poznamy w szczegółach dopiero w piątek - publikację zapowiedziano na godzinę 12:00. Główne informacje poznaliśmy jednak o 16:00, w komunikacie prasowym po posiedzeniu Rady. Według projekcji, średniorocznie inflacja w 2024 r. ma wynieść 3,6 - 3,7 proc. (poprzednio: 3,1 - 4,3 proc.), w 2025 r. 4,2 - 6,6 proc. (3,9 - 6,6 proc.), a w 2026 r. 1,4 - 4,1 proc. (1,3 - 4,1). Z kolei PKB w tym roku ma wzrosnąć o 2,3 - 3,1 proc. (poprzednio: 2,3-3,7 proc.), w przyszłym o 2,4 - 4,3 proc. (2,8 - 4,8 proc.), a w 2026 r. o 1,7 - 4,0 proc. (1,9 - 4,3 proc.).
Co to wszystko oznacza? Ano tyle, że projekcja inflacji poszła nieco w górę, a PKB w dół. Czyli inflacja może być nieco wyższa, a wzrost gospodarczy Polski słabszy niż spodziewano się w poprzedniej, lipcowej projekcji. To z kolei sygnał, że na bazie tego raportu RPP wciąż ma za mało argumentów za obniżką stóp. Szczególnie, że waży się jeszcze kwestia cen energii. Te mogą na początku przyszłego roku wyraźnie wzrosnąć, podbijając inflację - chyba że rząd postanowi utrzymać w jakiejś formie ochronę przed wyższymi cenami dla gospodarstw domowych. Na razie scenariuszem formalnie obowiązującym jest odmrożenie cen, choć w warstwie werbalnej pojawiają się już różne komentarze z różnych okołorządowych stron. To wszystko będzie już wiadome przy kolejnej projekcji, marcowej, stąd eksperci spodziewają się pierwszych dyskusji o cięciach dopiero po tym terminie (tak też zresztą mówił ostatnio prezes NBP Adam Glapiński).
Analitycy, ekonomiści i obserwatorzy rynku czekają teraz na jutrzejszą (czwartkową) konferencję prasową prezesa Narodowego Banku Centralnego, Adama Glapińskiego. Zacznie się ona o godzinie 15:00.
Ten tydzień jest pełen decyzji banków centralnych. Uwaga będzie się zwracać przede wszystkim w kierunku amerykańskiego Fed. Stany Zjednoczone jeszcze nie mają do końca za sobą wyborów - czekamy wciąż na oficjalne wyniki - więc stopy procentowe w USA znajdą się w cieniu tego wydarzenia. Niemniej, jest to decyzja pilnie śledzona przez rynki finansowe na całym świecie (i bankierów centralnych też). Spodziewana jest obniżka głównej stopy o 25 punktów bazowych, z przedziału 4,75-5,00 proc. do 4,50-4,75 proc. Decyzja Fed w czwartek o 20:00 polskiego czasu, a pół godziny później konferencja prasowa szefa Fed, Jerome'a Powella.
Także w czwartek decyzję ws. stóp podejmie Bank Anglii, czeski CNB i szwedzki Riksbank - w obu przypadkach spodziewane jest cięcie o 25 punktów bazowych oraz norweski Norges Bank, który według średniej oczekiwań ma poziomu stóp nie zmienić.