Awaryjne bądź prewencyjne przerwy w dostawie prądy dotknęły Kijów, obwód doniecki i dniepropietrowski. Minister energetyki Ukrainy German Gałuszczenko przekazał, że rosyjski atak był wymierzony w "obiekty generujące i przesyłające energię elektryczną na terenie całej Ukrainy".
Rosja wystrzeliła około 120 rakiet i 90 dronów, siły ukraińskie zniszczyły 140 obiektów - napisał z kolei w mediach społecznościowych prezydent Ukrainy Wołodymir Zełenski.
DTEK, największa prywatna firma energetyczna w Ukrainie, poinformowała, że doszło do "poważnych uszkodzeń ukraińskiego systemu energetycznego". Dodała, że ostrzał był ósmym atakiem na elektrownie tej firmy w tym roku. Jak pisze "Financial Times", w ubiegłym miesiącu Ukraina i Rosja starały się wznowić negocjacje prowadzone za pośrednictwem Kataru w sprawie wstrzymania ataków na infrastrukturę energetyczną drugiej strony. "Poprzednie negocjacje w tej sprawie były bliskie porozumienia w sierpniu, ale upadły po wkroczeniu wojsk ukraińskich do obwodu kurskiego" - czytamy.
Tymczasem, jak podaje Bloomberg, po rosyjskim ataku rakietowym Ukraina wyłączyła większość pozostałych działających reaktorów jądrowych, będących pod jej kontrolą. Pracownicy Międzynarodowej Agencji Energii Atomowej (MAEA) poinformowali, że w niedzielę tylko dwa z dziewięciu reaktorów generowały energię elektryczną z pełną mocą. Produkcja została ograniczona od 40 do 90 proc. mocy w pozostałych jednostkach.
- Infrastruktura energetyczna kraju jest niezwykle podatna na ataki, bezpośrednio wpływając na bezpieczeństwo jądrowe - powiedział dyrektor generalny MAEA Rafael Mariano Grossi. Dodał, że inspektorzy oceniają pełny zakres szkód. Z powodu rosyjskich ataków na ukraińską infrastrukturę krytyczną wzrastają obawy o to, że wraz z nadejściem zimy mogą one doprowadzić do kryzysu humanitarnego i nowej fali uchodźców. Kolejne rzesze Ukraińców mogą porzucić swoje domy i ruszyć do innych krajów, w tym do Polski. Jak pod koniec października mówił w rozmowie z RMF FM wojewoda lubelski, region szykuje się na ewentualną nową falę uchodźców. - Od 24 do 48 godzin jesteśmy w stanie wznowić działanie zawieszonych punktów recepcyjnych - deklarował Krzysztof Komorski.