"Rosja podnosi stawkę. Czas przejść do działań". B. urzędnik NATO reaguje na przerwane kable na dnie Bałtyku

Eryk Kielak
- Mamy możliwości i sytuacja dojrzała do podjęcia zdecydowanych kroków. Zachód wykaże się nieodpowiedzialnością, jeśli na dłuższą metę nie zdecyduje się na konkretne działania - mówi w rozmowie z Next.gazeta.pl Robert Pszczel. Według niego reakcja NATO na przerwane kable na dnie Bałtyku powinna być stanowcza.
Uszkodzono dwa kable pod Bałtykiem
Lehtikuva/Heikki Saukkomaa/via REUTERS // Selshevneren (X)

W ciągu kilkunastu godzin odnotowano dwa przypadki uszkodzenia kabli telekomunikacyjnych na dnie Morza Bałtyckiego. Najpierw Finlandia zaalarmowała o przerwaniu kabla komunikacyjnego C-Lion1 łączącego Helsinki i Rostock (Niemcy), a następnie media obiegła informacja, że uszkodzony został także kabel komunikacyjny między Litwą a Szwecją. 

Zobacz wideo Donald Trump zwyciężył. Kreml świętuje, ale może nie być tak kolorowo dla Rosjan

Rosjanie uszkodzili kable na dnie Bałtyku? "Ślady praktycznie zawsze prowadzą do Moskwy"

- W niefortunne przypadki już dawno powinniśmy przestać wierzyć. Oczywiście trzeba podchodzić do sprawy bardzo poważnie i nie zakładać w ciemno, że każde takie wydarzenie jest de facto sabotażem, ale powiedzmy otwarcie: ślady praktycznie zawsze prowadzą w tym samym kierunku: do Moskwy - mówi w rozmowie z Next.gazeta.pl Robert Pszczel, główny specjalista Zespołu Bezpieczeństwa i Obronności, były polski dyplomata i urzędnik NATO.

Na trop rosyjski stawiają także państwa dotknięte ostatnimi "uszkodzeniami". Wspólny komunikat wydali ministrowie spraw zagranicznych Finlandii i Niemiec. "Trwa dokładne śledztwo. Naszemu bezpieczeństwu europejskiemu zagraża nie tylko agresywna wojna Rosji przeciwko Ukrainie, ale także wojna hybrydowa prowadzona przez złośliwych aktorów. Ochrona naszej wspólnej infrastruktury krytycznej ma kluczowe znaczenie dla naszego bezpieczeństwa i odporności naszych społeczeństw" - czytamy w nim.

Trwa wojna hybrydowa. Jak powinna zachować się Europa i NATO?

- Rosja chce podwyższać stawkę i testować Zachód poprzez działania o charakterze hybrydowym - uważa Robert Pszczel. - Niezależnie od wyniku wyborów w Stanach Zjednoczonych można było spodziewać się takich "testów" ze strony Rosji. Jednak ze względu na zwycięstwo Donalda Trumpa i nastroje, które panują, aby konflikt zamrozić albo rozwiązać, prymitywne rozumowanie Rosji jest takie, że jest to sposób, aby poprawić swoją sytuację negocjacyjną. Im więcej instrumentów nacisku ma Rosja, im słabsza jest pozycja sojuszników Ukrainy, tym lepsza jest pozycja Rosjan - dodaje specjalista.

W rozmowie z nami Robert Pszczel wylicza, że to nie pierwszy raz, gdy Rosjanie niezbyt przejmują się wszelkimi formalnymi zakazami i obostrzeniami. - Mamy do czynienia z państwem, które świadomie prowadzi tego typu konfrontację i same słowa, że "jesteśmy potwornie, niezmiernie, dramatycznie poruszeni" nie robią na nich absolutnie żadnego wrażenia. Czas przejść do działań. Nie sugeruję, że nagle Zachód ma zacząć robić dokładnie to samo, ale są różne formy reakcji, które można wprowadzić w życie. Na przykład stosując bezpośrednie ostrzeżenie i groźby, jak zablokowania jakiegoś rosyjskiego portu,  użycia środków cybernetycznych, zaś przede wszystkim znaczącego zwiększenia sankcji - zwraca uwagę ekspert.

Finlandia grozi uruchomieniem art. 5. NATO. "To ruch we właściwym kierunku"

Tymczasem szefowa fińskiego MSZ Elina Valtonen przekazała, że rozważa uruchomienie artykułu 5. NATO, jeśli okaże się, że awaria podmorskiego kabla C-Lion1 była skutkiem działań obcej siły. Przewiduje on, że zbrojna napaść na jeden kraj członkowski NATO może być uznana za napaść przeciwko wszystkim sojusznikom. - Finlandia jest najmłodszym członkiem Sojuszu, ale nie można naszym fińskim przyjaciołom zarzucić, że są "kowbojami" i rzucają słowa na wiatr. Uważam, że tak konkretne postawienie sprawy to ruch we właściwym kierunku. Przypomnienie Rosji, a nawet i niektórym członkom NATO, że taka opcja istnieje, jest właściwym krokiem z punktu widzenia polityki informacyjnej, sygnałem odstraszania - mówi nam Robert Pszczel.

Co ważne, podkreśla, że NATO potrzebuje dowodu, aby uruchomić art. 5. Przede wszystkim trzeba wykazać, że doszło do działania zewnętrznego. Podobnie było po ataku na World Trade Center w 2001 roku, gdy po raz pierwszy i jedyny uruchomiono ten artykuł. - Nawet jeśli mamy do czynienia od razu z działaniami operacyjnymi, wojskowymi, trzeba zacząć o tym otwarcie mówić, że Sojusz musi wypracować swoje interpretacje rosyjskich działań, a następnie przygotować scenariusze reakcji. Nie można po prostu tylko opisywać zagrożenia i problemu i rozejść się do domu - uważa analityk.

- Rosja prowadzi wojnę hybrydową. Nie jest to wojna z bezpośrednimi atakami wojskowymi na terytorium państw członkowskich, bo tutaj byłoby oczywiste, że natychmiast aktywujemy art. 5. Trzeba jednak mieć świadomość, że taka wojna trwa i kluczową sprawą jest teraz reakcja na te działania. W tej chwili z tym mamy największy problem - mówi nam Robert Pszczel. - Mamy możliwości i sytuacja dojrzała do podjęcia zdecydowanych kroków. Zachód wykaże się nieodpowiedzialnością, jeśli na dłuższą metę nie zdecyduje się na konkretne działania. O tym przede wszystkim powinniśmy w tej chwili dyskutować - dodaje.

Eryk Kielak
Więcej o: