Rząd zrobił prezent gwiazdkowy dla przedsiębiorców. "Pogwałcenie zasad demokratycznych"

Kacper Kolibabski
Rząd wprowadza zmiany w składce zdrowotnej w sposób, który Małgorzata Samborska uznała za pogwałcenie zasad demokracji. Do tego na temat samej reformy nie ma pozytywnego zdania. Dlaczego? I kto zyska, a kto straci na zmianach?
Tak zmieni się składka zdrowotna
Fot. Adam Stepien / Agencja Wyborcza.pl/Grant Thornton Polska

Rząd w tym tygodniu przedstawił i przyjął projekt ustawy, który obniża składkę zdrowotną dla przedsiębiorców. Reforma ma przebiegać w dwóch etapach. Po pierwsze od 2025 roku minimalna składka zdrowotna nadal będzie wynosić 9 proc. Kwota ta będzie jednak liczona nie od 100 proc., a do 75 proc. pensji minimalnej. To zmniejszy minimalną składkę w przyszłym roku z 419,94 zł do 314,96 zł. - Ci z najmniejszymi dochodami zyskują. Uważam, że ta zmiana nie jest kontrowersyjna - mówi Next.Gazeta.pl doradczyni podatkowa i partnerka w Grant Thornton Polska, Małgorzata Samborska. Ekspertka nie ma już tak jednoznacznej opinii na temat zmian dotyczących wliczania środków trwałych, a reformę zaplanowaną na 2026 roku ocenia po prostu jako złą. 

To po prostu prezent gwiazdkowy dla przedsiębiorców. Ministerstwo szacuje, że dla 94 proc. z nich ta zmiana będzie korzystna. Osób, które mogą stracić, jest naprawdę niewiele i są to przedsiębiorcy rozliczający się ryczałtem od przychodów ewidencjonowanych z przychodami powyżej 50 tys. zł miesięcznie, a którzy i tak mogą zmienić formę opodatkowania na inną

- mówi Samborska. Jakie rozwiązania przygotował rząd? 

Składka zdrowotna dla przedsiębiorców w dół. O to, co się zmieni

Zacznijmy od drugiej, obok zmniejszenia składki minimalnej, ważnej zmiany na 2025 roku. Zgodnie z projektowanymi przepisami przychód oraz koszty ze sprzedaży środków trwałych nie będą stanowić podstawy do naliczenia składki. - Ta zmiana nie nakłada żadnych warunków i obawiam się, że może być furtką do różnego rodzaju optymalizacji, które mają na celu zmniejszenie podstawy wymiaru składki zdrowotnej. Szczególnie że odpisy amortyzacyjne będą w dalszym ciągu pomniejszały podstawę do składki, a dochody ze sprzedaży środków trwałych nie będą jej powiększać - mówi Samborska. 

Żeby zobrazować problem, podała skrajny przypadek flippera, który kupuje mieszkanie i przed jego sprzedażą wpisuje je do ewidencji środków trwałych z zamiarem wynajmu przez rok. Jeśli jednak flipper zmienił zamiary i sprzeda lokal przed upływem tego czasu za, powiedzmy, 1,5 mln zł, to dzięki zaewidencjonowaniu nieruchomości w środkach trwałych, dochód, jaki z tej transakcji uzyska, po reformie będzie wpływał na wysokość składki zdrowotnej. A więc, mimo że flipper uzyskał olbrzymi przychód, to nie jest zobowiązany odprowadzić proporcjonalnej składki i może płacić nawet mniejszą stawkę niż osoba pracująca na kasie, która rocznie zarabia 60 tys. zł.

Drugi problem ze składką zdrowotną dotyczy zmian planowanych na 2026 rok. Te są już dość skomplikowane. Przede wszystkim od 2026 roku przedsiębiorcy mają płacić tylko stawkę ryczałtową w wysokości minimalnej składki zdrowotnej. W ciągu najbliższych dwóch lat te kwoty wyniosą około 300-400 zł. Więcej zapłacą dopiero ci przedsiębiorcy, którzy przekroczą progi ustalone w ustawie,

Toteż osoby rozliczające się na podatku liniowym oraz skali podatkowej zapłacą: 

  • Ryczałtowaną składkę zdrowotną w wysokości 9 proc. od 75 proc. wynagrodzenia minimalnego. 
  • I dopiero, jeśli dochód przekroczy 1,5-krotność przeciętnego wynagrodzenia w gospodarce, przedsiębiorca zapłaci dodatkowe 4,9 proc. od nadwyżki powyżej tego progu.  

Ryczałtowcy mają płacić natomiast:

  • Ryczałtowaną składkę zdrowotną w wysokości 9 proc. od 75 proc. wynagrodzenia minimalnego.
  • I dopiero, jeśli osiągną przychód powyżej 3-krotności przeciętnego wynagrodzenia, zapłacą 3,5 proc. od nadwyżki powyżej 3,5 proc. od tego progu.  

Osoby na karcie podatkowej zapłacą po prostu około 300-400 zł, czyli ryczałtowaną składkę zdrowotną w wysokości 9 proc. od 75 proc. wynagrodzenia minimalnego. Nie ma tu dodatkowych składek ani progów.

Dla porównania pracownicy płacą zawsze 9 proc. od swojego wynagrodzenia brutto pomniejszonego o składki społeczne. Natomiast jeśli przedsiębiorca nie przekracza odpowiedniego progu 1,5- lub 3-krotności przeciętnego wynagrodzenia, to niezależnie od tego, ile zarobił, zapłaci tylko minimalną składkę zdrowotną. 

Samborska przygotowała dla Grant Thornton wyliczenia, na temat tego, kto zyska, a kto straci na takiej zmianie. W szacunkach przyjęto, że pensja minimalna w 2026 roku będzie wynosić tyle, co dziś, czyli 4,3 tys. zł. W takim wypadku minimalna składka zdrowotna wynosi 286,34 zł (choć już wiemy, że w 2025 roku to będzie 314 zł). 

Najwięcej mają zyskać osoby korzystające ze skali podatkowej. Zamiast 9 proc. jak dzisiaj, zapłacą jedynie 4,9 proc. Przedsiębiorca o dochodzie 20 tys. zł miesięcznie odprowadzi więc jedynie 678 zł składki zdrowotnej. To aż 1121 zł mniej niż na obecnych zasadach. Przy zarobkach 50 tys. zł miesięcznie składka spada z 4,5 do 2,1 tys. zł. 

Przedsiębiorcy na podatku liniowym 19 proc. zyskają około 100-200 zł. Ci, którzy zarabiają powyżej 1,5-krotności przeciętnego wynagrodzenia (ponad 12 tys. zł), zyskają ok. 300 zł. To efekt tego, że składka minimalna obowiązuje właśnie aż do progu 1,5-krotności przeciętnego wynagrodzenia. Przedsiębiorca z przychodem miesięcznym na poziomie 20 tys. zł zapłaci w takim wypadku niższą składkę zdrowotną niż pracownik na minimalnym wynagrodzeniu. Wyborcza.biz wyliczała, że minimalną składkę zdrowotną zapłacą osoby zarabiające nawet 147 tys. zł. Pracownik zarabiający tyle samo na etacie odprowadzi nawet kilkadziesiąt procent wyższą składkę. 

Na zmianach zyskają ponadto ryczałtowcy z niższymi dochodami, osiągając korzyść między 133 a 762 zł w zależności od dochodu. Stracą dopiero przy dochodach powyżej 50 tys. zł miesięcznie. 

Małgorzata Samborska przypomina ponadto, że przedsiębiorcy co roku mogą zmienić rodzaj opodatkowania, co nie przysługuje pracownikom na etacie.

To jest taki przywilej, którym cieszy się tylko i wyłącznie ta grupa podatników, o czym zapominamy

- mówi ekspertka.

Dzięki temu przedsiębiorca może wybrać najkorzystniejszą opcję rozliczenia się z państwem, patrząc na planowane koszty. A to, jak już wcześniej pisaliśmy, może według Samborskiej prowadzić do optymalizacji podatkowej w połączeniu ze zmianami w konstrukcji składki zdrowotnej.

- A więc przedsiębiorca na ryczałcie, który po zmianach miałby płacić wyższą składkę zdrowotną, uzna, że mimo innych form opodatkowania i tak w dalszym ciągu ryczałt jest dla niego najkorzystniejszą opcją. To znaczy, że już przed omawianą zmianą był bardzo uprzywilejowany - zauważa doradczyni podatkowa. - Ryczałt wprowadzony kiedyś dla handlowców, żeby zwolnić ich z konieczności ewidencjonowania kosztów, w dobie cyfryzacji, nadchodzącego obowiązkowego KSeF i JPK CIT przestaje mieć znaczenie. Staje się atrakcyjną formą opodatkowania głównie dla tych, którzy mają mało kosztów - tłumaczy Samborska. 

Niedemokratyczne zachowanie rządu. I strata NFZ

Problematyczne są jeszcze dwie kwestie. Reforma składki zdrowotnej oznacza zmniejszenie wpływów do NFZ o ponad 6 miliardów złotych rocznie. - To oczywiście zostanie uzupełnione środkami budżetowymi, ale to oznacza, że te pieniądze uszczuplą budżet. Nie można zapominać, że to są naczynia połączone - mówi Samborska. Drugi problem dotyczy sposobu przyjęcia zmian.

Trudno zrozumieć proces legislacyjny w tej sprawie. Zapisy o tym, że projekt nie podlega żadnym konsultacjom publicznym czy ewaluacji z uwagi na pilność i interes przedsiębiorców, mimo że zmiana ma wejść dopiero w 2026 roku, uważam za pogwałcenie jakichkolwiek zasad demokratycznych. Zasad, o których rządzące ugrupowania mówiły w umowie koalicyjnej

- punktuje Samborska. 

Kacper Kolibabski
Więcej o: