"Nagle wszystko się rozpada". Tego Kanada nie wybaczy Trumpowi. Już stracili dużo, a to nie koniec

Eryk Kielak
- Nie ma kraju, który mógłby zastąpić USA - przyznaje w rozmowie z Next.gazeta.pl Kanadyjczyk David Moscrop. Donald Trump jedną decyzją przekreślił budowaną latami relację nie tylko handlową, ale też sojuszniczą. Bardzo nadużył wzajemne zaufanie, na czym obie strony stracą.
Prezydent USA Trump gości mistrzów Pucharu Stanleya 2024, Florida Panthers, w Białym Domu
Fot. REUTERS/Leah Millis

Pierre Trudeau, były premier Kanady i ojciec obecnego premiera powiedział kiedyś, że "bycie sąsiadem Stanów Zjednoczonych to jak spanie obok słonia - niezależnie od tego, jak przyjazne i spokojne jest zwierzę, każdy jego ruch może nas przygnieść". I przygniótł, a przynajmniej stanie się to, jeśli Donald Trump spełni swoje zapowiedzi. Kanada jest obok Meksyku państwem, które USA chce obciążyć dodatkowymi 25-procentowymi cłami (choć obecnie Trump zawiesił swoją decyzję na okres 30 dni w przypadku obu państw). Obywatele Kanady są w dużym szoku, bo mieli Amerykanów nie tylko za partnerów handlowych, ale też po prostu "dobrych sąsiadów". - Czujemy się zaniepokojeni, tym bardziej że kulturowo jesteśmy także blisko siebie. Nasze relacje interpersonalne są silnie związane. Dla niektórych ludzi to trochę tak jakbyśmy już byli pewnego rodzaju wspólną jednostką polityczną, jak Unia Europejska, i nagle to wszystko się rozpada. To jak zdrada członka rodziny - opowiada w rozmowie z Next.gazeta.pl kanadyjski publicysta David Moscrop z Ottawy. 

Zobacz wideo Poparcie dla Donalda Trumpa rośnie, ale nadal nie jest kolorowo

"Kanada nie da się zastraszyć". W co gra Donald Trump?

- Od plaż Normandii po góry Półwyspu Koreańskiego, od pól Flandrii po ulice Kandaharu, walczyliśmy i umieraliśmy u waszego boku w najciemniejszych godzinach - wspominał o historycznie bliskich związkach między Kanadą a USA premier Justin Trudeau. - Nawiązaliśmy najbardziej udane partnerstwo, jakie świat kiedykolwiek widział - dodawał. Prezydentura Donalda Trumpa wystawia je teraz na najpoważniejszą próbę. 

Poczucie zagubienia w Kanadzie jest tym większe, że tak naprawdę nie wiadomo, dlaczego Trump chce nałożyć na nią dodatkowe cła. - Donald Trump mówił, że cła mają na celu różne rzeczy. Poczynając od fentanylu, choć ten problem nie jest aż tak duży, a kończąc na deficycie handlowym, co jest trochę absurdalne, bo USA mają deficyt z wieloma krajami. Trump wspomniał też o tym, że Kanada nie pozwala bankom z USA działać na swoim terytorium, co jest nieprawdą, bo takie banki mogą u nas funkcjonować. Wreszcie mówił o wydatkach na obronność. To wszystko się zmienia, więc ciężko powiedzieć, o co dokładnie mu chodzi - mówi w rozmowie z nami Kanadyjczyk. 

Kanada przyjęła scenariusz meksykański i zgodziła się na ustępstwa, aby zyskać 30-dniowy okres na negocjacje. Być może w tym czasie Donald Trump sprecyzuje, na czym tak naprawdę najbardziej mu zależy. Kanada zobowiązała się wzmocnić współpracę transgraniczną z USA. Służby graniczne zostaną zasilone 10 tysiącami strażników, a także wyposażone między innymi w nowe helikoptery. Ma to zapobiec przekraczaniu granicy przez migrantów oraz przemytowi narkotyków i praniu brudnych pieniędzy. Na te cele Kanada ma przeznaczyć ponad miliard dolarów

- Trzeba pamiętać, że problem z fentanylem nie jest aż tak duży. Takie działania daje nam tylko chwilowe wytchnienie, ale nie rozwiązują głównego problemu. Kluczowe jest, abyśmy wiedzieli, o co naprawdę chodzi - mówi nam Moscrop.

Kanada odpowiedziała na amerykańskie cła cłami odwetowymi. Premier Justin Trudeau zapowiedział, że nałoży 25-procentowe cła na amerykańskie produkty o wartości 155 miliardów dolarów kanadyjskich. - Chcemy się bronić. Nie damy się zastraszyć - podkreśla kanadyjski publicysta. Zdaje się, że zapowiedź Trudeau nieco utemperowała amerykańskie nastroje. Kevin Hassett, dyrektor Narodowej Rady Gospodarczej Białego Domu mówił nawet, że "Kanadyjczycy źle zrozumieli prosty język rozporządzenia wykonawczego i interpretują go jako wojnę handlową".

"Wojna handlowa" dotknie również USA. "Codzienność będzie trudniejsza"

Jeszcze kilka dni temu ta retoryka nie była tak wyważona. Donald Trump przekonywał, chociażby, że Kanada "bez dotacji przestanie istnieć jako kraj zdolny do przetrwania". - To jest coś, co on wymyśla na poczekaniu, próbując przestraszyć kraj, aby uzyskać korzystniejszą umowę, kiedy zdecyduje, czego właściwie chce. Kanada będzie nadal istnieć. Jesteśmy ponad 40 milionami, mamy inne relacje handlowe i obronne. Mamy handel wewnętrzny, mamy rozwiniętą gospodarkę, a także głęboki zasób surowców naturalnych, które będziemy eksportować - mówi nam Kanadyjczyk. - Będziemy nadal istnieć, ale życie stanie się o wiele trudniejsze dla wszystkich, zarówno tutaj, jak i w USA. I nikt tego nie chce, ponieważ nikt na tym nie zyska. Zwykli ludzie każdego dnia będą cierpieć. Mam nadzieję, że Amerykanie zrozumieją, że to nie leży w niczyim interesie, ale Kanada będzie nadal istnieć w taki czy inny sposób, nawet jeśli będzie to trudniejsza codzienność - dodaje. 

Wylicza, że "wojna handlowa" między Kanadą a USA oznaczałby także dla Amerykanów wyższe ceny na codzienne produkty. Będzie miała wpływ na energię, surowce naturalne, samochody, a nawet alkohol. - Firmy amerykańskie zaczną tracić, a ludzie zapłacą więcej za produkty. W kontekście kryzysu po pandemii wyższe ceny będą nie do zaakceptowania - mówi nam David Moscrop. Według oficjalnych danych wartość importu i eksportu każdego dnia przez granicę kanadyjsko-amerykańską wynosi około 3,6 mld dolarów kanadyjskich. 

Z kolei prezydent USA przekonuje, że "nie ma żadnego powodu, by subsydiować Kanadę". - Nie potrzebujemy niczego, co oni mają, mamy nieograniczoną energię, powinniśmy produkować własne samochody i mamy więcej drewna, niż kiedykolwiek będziemy mogli wykorzystać - mówił. Co więcej, przekonuje Kanadyjczyków, że gdyby ich kraj stał się 51. stanem, żyłoby się im lepiej. Twierdzi, że otrzymaliby bardzo dużą obniżkę podatków i znacznie lepszą opiekę zdrowotną, a do tego byliby bezpieczniejsi. - Nikt w Kanadzie nie zgadza się z takim poglądem. Kanadyjczycy są bardzo dumni z naszego systemu opieki zdrowotnej, który może nie być idealny, ale zapewnia opiekę bez konieczności płacenia kartą kredytową. Nikt nie chce tego oddać. W sprawach obronności mamy już odpowiednie porozumienia w ramach NATO i NORAD. Co do podatków, płacimy je, ale w zamian dostajemy opiekę zdrowotną, edukację, wsparcie emerytalne - coś, czego nie chcemy stracić - odpowiadał na to nasz rozmówca. 

Kanada straciła przyjaciela. "Musimy szukać nowych"

Wygrana Donalda Trumpa stała się obecnie największą bolączką Kanadyjczyków. - W Kanadzie panuje mieszanka złości, frustracji, poczucia zdrady, strachu i niepewności. Nasza relacja handlowa z USA jest głęboka, mamy najdłuższą niezabezpieczoną granicę na świecie, współpracujemy w NATO, NORAD. A teraz to wszystko jest w zawieszeniu. Czujemy się zdradzeni przez kogoś, z kim dzielimy tak wiele. W związku z tym zaczynamy myśleć o dywersyfikacji. Kanadyjczycy, politycy i przedsiębiorcy rozmawiają o tym, że nie możemy dłużej polegać na Stanach Zjednoczonych. Musimy szukać nowych partnerów handlowych, nowych sojuszników dyplomatycznych - opowiada nam. W mediach zaczął pojawiać się nawet pomysł włączenia Kanady do Unii Europejskiej, ale David Moscrop radzi go traktować bardziej jako żart. 

Być może nawet taki scenariusz nie uchroniłby Kanadyjczyków od ceł. Donald Trump na początku tygodnia po raz kolejny skrytykował Europę za rzekome wykorzystywanie USA i potwierdził plan nałożenia na Unię Europejską dodatkowych ceł. - Nie mam jeszcze daty, ale nastąpi to całkiem niedługo. To, co robi z nami Unia Europejska, to okrucieństwo - stwierdził. - Trump skutecznie wszczął kłótnię z większością świata. Nadszedł czas, w którym Kanada zdaje sobie sprawę, że jesteśmy w trudnej sytuacji ze Stanami Zjednoczonymi, ale nie jesteśmy sami. Są inne kraje, które stoją przed większymi wyzwaniami, ale musimy zjednoczyć świat w obliczu tych absurdalnych działań, które go podpaliły - mówi kanadyjski publicysta. 

Były wicepremier Alberty Thomas Lukaszuk w rozmowie z PAP przyznał, że w Kanadzie trwają już dyskusje na temat większego zbliżenia z Unią Europejską. Nadzieją na zapełnienie luki po Amerykanach mają być właśnie nowe porozumienia i sojusze. - Poważnie rozmawia się o pogłębieniu współpracy handlowej z UE, Chinami, Japonią, Koreą czy Tajwanem. Zawieramy też nowe umowy o wolnym handlu, np. z Ekwadorem. W teorii jest wiele możliwości, ale nie ma kraju, który mógłby zastąpić USA. Chodzi o bliskość geograficzną, łatwy przepływ towarów, długoletnią współpracę. Nie łatwo będzie to powtórzyć z innymi krajami. - zauważa Moscrop. 

Kanadyjczycy mają dość Donalda Trumpa i USA. "Musimy walczyć"

I tak naprawdę mleko się już rozlało. - Zobaczymy zmianę w sposobie, w jaki Kanada postrzega Stany Zjednoczone oraz w tym, jak Kanada postrzega swoje relacje z nimi i z resztą świata. Będzie to proces długoterminowy, nawet jeśli na chwilę dostaniemy niższe taryfy lub nie będzie ich wcale, bo po prostu już nie ufamy Stanom Zjednoczonym - mówi Kanadyjczyk. - Kiedy negocjujesz z kimś, kto jest nieprzewidywalny, bardzo ciężko przewidzieć, dokąd to wszystko zmierza, bo możesz myśleć, że masz już jakąś umowę, albo że wiesz, czego ta osoba chce, a potem to się zmienia z dnia na dzień - dodaje. 

Konsensus Kanadyjczyków co do podejścia do Amerykanów najlepiej widać w trwającej kampanii wyborczej. Premier Kanady Justin Trudeau zapowiedział na początku roku, że ustąpi ze stanowiska, a nowe wybory mają odbyć się już wiosną. - Każda z głównych partii rządząca partia liberalna, opozycyjna partia konserwatywna oraz lewicowa partia, zgadzają się, że musimy walczyć z administracją Trumpa, walczyć z cłami i bronić Kanady. Jedyna różnica polega na szczegółach, jak najlepiej to zrobić i jak duży ma być ten opór. Wszyscy zgadzają się na taryfy odwetowe - opowiada nam Moscrop. - Fakt, że musimy walczyć i bronić Kanady, nie będzie podlegał debacie. Wszyscy się co do tego zgadzają - dodaje.

Eryk Kielak
Więcej o: