Ryzykowne zagranie premiera Francji: Mniejszościowy gabinet Francoisa Bayrou uruchomił procedurę pominięcia parlamentu, narażając się tym samym na wotum nieufności. Podobna sytuacja doprowadziła do upadku poprzedniego rządu w grudniu ubiegłego roku. Dziesięciomiliardowe podwyżki podatków dla najbogatszych Francuzów i cięcia w wydatkach na edukację, zieloną transformację, rolnictwo i kulturę - to główne założenia projektu budżetu dla pogrążonej w kryzysie politycznym i finansowym Francji. - Nadeszła chwila prawdy - mówił w Zgromadzeniu Narodowym Bayrou. - Po raz pierwszy od niemal 70 lat, nasz kraj jest nadal bez budżetu w lutym - alarmował premier. Powołał się na pilną potrzebę zapewnienia krajowi stabilności finansowej.
Bayrou może spać spokojnie? Szef rządu dwukrotnie sięgnął po artykuł 49.3 francuskiej konstytucji, który daje mu możliwość przeforsowania dwóch ustaw budżetowych bez zgody parlamentu pod warunkiem, że przetrwa głosowanie nad wotum nieufności. - Nie ma przyzwolenia na takie siłowe rozwiązanie - skrytykowała ruch premiera Mathilde Panot z radykalnie lewicowej partii LFI, która złożyła już wniosek o wotum nieufności. Rząd nie wydaje się jednak zagrożony. Rozłam w lewicowej koalicji Nowy Front Ludowy sprawił, że wniosek raczej nie uzyska poparcia większości deputowanych. Głosowanie ma się odbyć w połowie tygodnia.
Upadek rządu Michela Barniera: Na początku grudnia Zgromadzenie Narodowe przegłosowało wotum nieufności dla centroprawicowego gabinetu premiera Michela Barniera. Był to koniec trwających zaledwie 91 dniach rządów, co było rekordem w najnowszej historii Francji. Przyczyną były burzliwe negocjacje dotyczące kształtu przyszłorocznego budżetu.
Przeczytaj również: "Trump uderzy cłami w Europę. Ważne decyzje zapadną w Warszawie. 'Stawka jest wysoka'".
Źródła:IAR, Le Monde