Umowa na okręty podwodne coraz bliżej: O kontrakt na dostawę okrętów podwodnych dla polskiej Marynarki Wojennej walczą firmy z sześciu krajów: Niemiec, Szwecji, Włoch, Hiszpanii, Korei Południowej i Francji. Jak podaje "Rzeczpospolita", negocjacje w ostatnim czasie nabrały tempa, a finalizacja umowy spodziewana jest za rok.
Umowa za rok, okręty podwodne w 2032 r.? Nawet jeśli umowę uda się podpisać w 2026 roku, to pierwszych dostaw nie ma się co spodziewać szybciej niż w 2032 roku. Obecnie naszej granicy morskiej strzeże jeden stary okręt podwodny ORP Orzeł, który do służby wszedł w latach 80. i w ostatnich latach dużą część czasu spędzał w stoczni. Najwyżej przez Agencję Uzbrojenia zostały ocenione propozycje trzech firm: niemieckiej ThyssenKrupp Marine Systems, szwedzkiego Saaba i włoskiego Fincantieri.
Francuzi nie składają broni: Przedstawiciele MON spotykali się ws. okrętów podwodnych z Niemcami, Szwedami oraz Włochami, ale jak podaje "Rz", broni nie składają jeszcze Francuzi i ich producent okrętów podwodnych, Grupa Naval. - Jesteśmy pewni jakości naszych aktywów przemysłowych i technologicznych, wsłuchujemy się w potrzeby polskich władz i będziemy dokładać starań, aby im sprostać - mówią przedstawiciele francuskiej firmy.
Miliardy złotych: Trzy okręty podwodne mają łącznie kosztować kilkanaście miliardów złotych. Szef MON Władysław Kosiniak-Kamysz kilkukrotnie publicznie stwierdzał, że zakup przez Polskę okrętów podwodnych to dla niego "sprawa honoru". "Wydaje się, że jest to ostatni dzwonek, jeśli Polska chce pozostać państwem, które dysponuje własnymi zdolnościami podwodnymi" - komentuje "Rz".
Zobacz także: Nowe pociski dla wojska. Więcej w tekście pt. "Polska kupiła nową broń. 'Dokonało się'. Umowa warta miliony".
Źródła: "Rzeczpospolita", IAR