Zaczęło się o 12:33 w poniedziałek 28 kwietnia. W 5 sekund z systemu elektroenergetycznego Hiszpanii wypadło aż około 15 GW mocy. Ogromna ilość, bo cała moc zainstalowana w tym kraju to około 130 GW. Za błyskawiczną awarią poszła kaskada zdarzeń - bloki energetyczne odłączały się jeden po drugim, elektrownie atomowe tymczasowo wstrzymały produkcję.
Eduardo Prieto, szef operatora tej sieci przesyłowych (REE) przekazał dziennikarzom, że skala utraty zasilania była większa niż ta, do której są przystosowane europejskie systemy energetyczne. Hiszpańska sieć po prostu się załamała.
Jak to wyglądało w praktyce? Stanęła komunikacja publiczna: nie jeździły pociągi, metro, potężne problemy dotknęły lotniska - odwołano setki lotów. Nie działała sygnalizacja świetlna na ulicach. Część szpitali wstrzymała planowe zabiegi (zajmując się wciąż przypadkami krytycznymi), kilka rafinerii zawiesiło produkcję. Zamknięto sklepy, w tym sieci Lidl i IKEA, w placówkach spożywczych klienci rzucili się do zakupów (choć raczej za gotówkę, a wieczorem czasem po ciemku). Sieć komórkowa i internet albo nie działały zupełnie, albo wpadały i wypadały. Do bankomatów ustawiły się gigantyczne kolejki, bo nie można było płacić kartą, część sklepów zwinęła wystawy z witryn - na wszelki wypadek.
- To coś, co nigdy wcześniej się nie zdarzyło - mówił premier Pedro Sánchez. Hiszpański resort spraw wewnętrznych ogłosił stan nadzwyczajny. Rząd zebrał się na specjalnym posiedzeniu, a na ulice wysłano 30 tysięcy policjantów, którzy mieli pilnować porządku. Problem zresztą dotyczył nie tylko Hiszpanii, ale i części Portugalii oraz południowej Francji. W Portugalii zasilanie już przywrócono niemal w całości, w Hiszpanii według stanu na 7:00 w 99 proc., choć nie wszystkie usługi działają jeszcze w pełni (np. metro w Madrycie w około 80 proc.).
Taka awaria, tak potężna, to naprawdę rzadkie zjawisko w Europie. W przeszłości duży blackout miał miejsce w 2006 roku, w wyniku przeciążenia sieci w Niemczech prądu zabrakło w części Europy, a nawet w Maroku. W 2003 roku kłopoty związane z hydroelektryczną linią energetyczną między Szwajcarią a Włochami wywołały awarię w tym drugim kraju - całym - trwającą 12 godzin.
To, co wydarzyło się w Hiszpanii, może dziwić, jeśli weźmie się pod uwagę, jak bardzo zróżnicowane źródła energii ma ten kraj. Na tle wielu europejskich państw to prawdziwy gigachad, bo ma niemal wszystko - i to "lepsze" wszystko. Aż 77 proc. energii elektrycznej w Hiszpanii w zeszłym roku dawały "czyste źródła" - globalna średnia to 41 proc. Wśród nich trójca: wiatr (22 proc.), energia słoneczna (21 proc.) i nuklearna (20 proc.). Paliwa kopalne zapewniały 23 proc. energii elektrycznej (przede wszystkim gaz, węgiel ma bardzo mały udział). Coraz więcej ma być wiatru, Hiszpania ma tutaj bardzo ambitne plany.
Ma też jeden problem: Hiszpania jest słabo połączona energetycznie z resztą kontynentu, co uniemożliwiło wsparcie z zewnątrz. Jak zauważył Jakub Wiech, redaktor naczelny portalu Energetyka24.com, jedynym praktycznie łączem jest interkonektor z Francją o relatywnie niewielkiej mocy, 3 GW.
Kluczowe pytanie teraz, to co spowodowało tak masywny blackout. Teorii jest kilka, żadna nie jest absolutnie potwierdzona.
Parę słów wyjaśnienia jeszcze do ostatniego z powyższych punktów. Nie tylko Hiszpania, ale i Portugalia mocno polega na "czystej" energii i ten czynnik był wybijany przez niektórych (nie ekspertów, choć np. polityków) w mediach społecznościowych. Tuż przed awarią w obu tych krajach energia odnawialna dawała ponad 80 proc. Czy mogło to przeciążyć sieć? Według Leonardo Meeusa, profesora zajmującego się energetyką, cytowanego przez "Politico", nie jest to możliwe. W UE istnieją już standardy, które mają zapobiec odłączaniu się źródeł energii odnawialnej od sieci w zagrażający systemowi sposób.
"Charakter i skala awarii sprawiają, że mało prawdopodobne jest, aby przyczyną była ilość energii odnawialnej, ponieważ hiszpańska sieć jest najczęściej narażona na bardzo duże ilości takiej produkcji" - tak z kolei argumentuje Daniel Muir, starszy analityk ds. energii w Europie w S&P Global w wypowiedzi dla tego samego portalu. Jakiegoś wpływu wysokiego udziału OZE w blackoucie nie można oczywiście wykluczyć (co oczywiście nie znaczy, że otwiera to pole do negowania takich źródeł energii).
Źródła: Ember, Reuters, Javier Blas - dziennikarz ekspercko zajmujący się energetyką w Bloombergu na X, Jakub Wiech na X, Politico