Glapiński w spotach NBP. Zapytaliśmy, ile na nie wydano. Bank nie potrafi tego policzyć

Narodowy Bank Polski nie chce ujawnić, ile kosztowało przygotowanie spotów, w których w ostatnich miesiącach pojawiał się m.in. prezes NBP Adam Glapiński. Bank ma także problem z wyliczeniem, ile kosztowała emisja i promocja tych materiałów.
Adam Glapiński
YouTube.com/NBP

- Niezależny Narodowy Bank Polski pod kierownictwem profesora Adama Glapińskiego, prezesa NBP zwiększył strategiczne rezerwy złota już do 480 ton. Doganiamy w tym zakresie Europejski Bank Centralny - słychać w spocie opublikowanym 21 marca na kanale NBP na YouTube.

Trzy dni wcześniej w innym spocie przekonywano natomiast m.in., że "dzięki gwarantowanej w konstytucji niezależności Narodowy Bank Polski kierowany przez prof. Adama Glapińskiego każdego dnia prowadzi odpowiedzialną politykę pieniężną i wzmacnia twoje bezpieczeństwo finansowe". 

Zobacz wideo Kłótnia Mentzena z Hołownią podczas debaty! Zrobili wspólne selfie

W ciągu ostatniego półrocza NBP wypuścił podobnych spotów dziesięć i to pod różnymi hasłami, m.in. "Niezależny NBP i polski złoty - fundamenty rozwoju kraju", "Narodowy Bank Polski - dla dobra wszystkich Polaków" i "NBP zabezpiecza przyszłość Polaków".

W pięciu spotach pojawia się i jest wymieniany prezes NBP Adam Glapiński. Liczone w setkach tysięcy wyświetlenia materiałów wskazują, że NBP płacił za promocję kilkudziesięciosekundowych spotów. Co najmniej jeden z nich, pokazujący Adama Glapińskiego, był emitowany również w tradycyjnych mediach.

Spoty NBP z Adamem Glapińskim. Biuro prasowe milczy

Już 21 marca zwróciliśmy się do biura prasowego Narodowego Banku Polskiego z pytaniem o emitowany w telewizji spot. Prosiliśmy o informację, ile kosztowała jego realizacja oraz emisja w mediach. 10 kwietnia przypomnieliśmy się z naszą prośbą telefonicznie, poproszono wówczas o ponowne przesłanie e-maila, co też zrobiliśmy. Do tej pory zespół prasowy odpowiedzi na nasze pytania nie udzielił. 

W związku z tym zdecydowaliśmy się skorzystać ze ścieżki, jaką daje każdemu obywatelowi ustawa o dostępie do informacji publicznej. Wymusza ona na organach, by udzielały żądanych informacji obywatelom w ciągu maksymalnie 2 tygodni (w wyjątkowych przypadkach ten termin może ulec przedłużeniu). I taki wniosek, w obliczu milczenia biura prasowego, złożyliśmy do NBP 24 kwietnia.

Tym razem zapytaliśmy o 10 spotów, które promowało w ostatnich miesiącach NBP na swoim kanale na YouTube. Pytaliśmy o bardzo konkretne dane: o koszty realizacji, o to, gdzie spoty były emitowane i ile kosztowała emisja, a także ile zapłacono za promocję na YouTube i w mediach społecznościowych. 

NBP: Określenie kosztów emisji nie jest możliwe

Po niecałych dwóch tygodniach Narodowy Bank Polski przysłał do naszej redakcji pismo, nie wymieniając w nim jednak ani jednego kwoty. 

Jak przekazał nam w odpowiedzi zastępca dyrektora Departamentu Generalnego Krzysztof Mackiewicz, siedem z 10 spotów, o które pytaliśmy, "zostało zrealizowanych siłami własnymi NBP". Natomiast pozostałe trzy "zostały zrealizowane przez podmioty zewnętrzne, a koszt realizacji każdego z nich był niższy niż próg wynikający z przepisów prawa zamówień publicznych".

Oznacza to, że każdy z tych trzech spotów kosztował poniżej 130 tys. zł. Ile konkretnie? Mackiewicz tego nie ujawnia. Narodowy Bank Polski nie jest również w stanie podać, ile zapłacił za emisję i promocję spotów. 

"Jednocześnie informuję, że określenie kosztów emisji z podziałem na poszczególne spoty i media, jak również wskazanie kosztów promocji na YouTube i portalach społecznościowych z podziałem na poszczególne spoty nie jest możliwe ze względu na pakietowy sposób rozliczeń i rotacyjny charakter ich emisji" - czytamy w odpowiedzi zastępcy dyrektora Departamentu Generalnego. 

Więcej o: