PLL LOT podpisał umowę z Airbus. Kupi większe samoloty. Znajdą się na nie chętni podróżni?

Eryk Kielak
- To jest inwestycja, która pozwoli zrobić więcej - może nie od razu, ale w perspektywie pięciu lub dziesięciu lat - tak o wyborze dostawcy samolotów dla PLL LOT mówi ekspert zajmujący się lotnictwem. Takiej umowy dawno w polskim lotnictwie nie było.
Samolot (zdjęcie ilustracyjne)
Fot. Roman Bosiacki / Agencja Wyborcza.pl

"Historyczna" - tak właściwie wszyscy określają umowę, którą zawarły PLL LOT z francuskim producentem samolotów, firmą Airbus. Zamówienie, które złożył polski przewoźnik, zapewnia 40 samolotów, ale zastrzeżono też opcję rozszerzenia dostawy o kolejne 44 maszyny. Tym samym Airbus wygrał rywalizację z brazylijskim przewoźnikiem, firmą Embraer, której samoloty są już we flocie LOT-u.

Zobacz wideo

 Większe samoloty zamiast mniejszych. Zapełnią się?

- To jest decyzja strategiczna z tego względu, że te samoloty Airbus różnią się od mniejszych Embraerów. Mają zupełnie inne miejsce w strukturze floty. Zmieniają zasady gry, są większe, nawet w wersji najmniejszej są większe niż Embraery - tłumaczy nam Dominik Sipiński, ekspert Polityki Insight ds. transportu i infrastruktury. Maszyny w wersji A220-100 i A220-300, które mają wejść w posiadanie LOT-u, mogą pomieścić od 100 do 160 pasażerów. Tymczasem największy Embraer E195-E2 może zabrać na pokład 136 pasażerów. Z tym że LOT ma tylko trzy takie maszyny. Reszta, czyli 44 samoloty, mieszczą w dużej mierze mniej niż 100 pasażerów.

- To dobre samoloty z punktu widzenia rozwoju siatki połączeń, bo dają większą platformę rozwojową, są po prostu większe. W przypadku Embraerów ten pułap był niższy, mniej rozwojowy. To powodowało, że LOT musiał w pewnym momencie przesiąść się na samoloty wąskokadłubowe, czyli Boeingi 737 MAX - zauważa Dominik Sipiński. - Z drugiej strony to tworzy pewną lukę po stronie najmniejszych samolotów. Na wielu trasach regionalnych, np. do mniejszych miast w Rumunii albo na Ukrainie, nie da się wypełnić większych samolotów. Obecnie LOT używa Embraerów 170 i 175, które mają odpowiednio 76 i 88 miejsc, czyli nawet o połowę mniej niż Airbusy A220-300, które będą miały około 150 miejsc. Nawet mniejsze A220-100 będą miały zapewne ok. 120 miejsc. Pytanie brzmi: ilu takich małych samolotów LOT będzie potrzebować? Na wielu trasach nie da się przecież wypełnić większych maszyn - dodaje. 

Zamiast sprawdzonych maszyn - coś zupełnie nowego

Co istotne, PLL LOT obecnie ma w swojej flocie 86 samolotów. Są to wyłącznie maszyny Embraer oraz Boeing. Airbus jest czymś zupełnie nowym. Przed polskim przewoźnikiem jest więc skomplikowany proces adaptacji do nowych maszyn. - Tu nie chodzi tylko o przeszkolenie załóg, ale o zbudowanie całego zaplecza technicznego: bazy serwisowej, mechaników, zakup części zamiennych. Chodzi o to, żeby uniknąć sytuacji, która jest dość powszechna przy wprowadzaniu nowego sprzętu, że samolot się zepsuje, a nie ma do niego części - podkreśla ekspert Polityki Insight. Wskazuje, że prawdopodobnie częścią umowy była deklaracja wsparcia od francuskiego przewoźnika w tym procesie. Zresztą w oficjalnym komunikacie przekazano, że umowa na 11 mld dol. dotyczy: "samolotów, silników i serwisu". 

Najpierw będzie jednak okres przejściowy, w którym w siatce LOT-u jednocześnie będą latały zarówno Airbusy A220, jak i Embraery starszej generacji. Docelowo jednak narodowy przewoźnik planuje, by po wycofaniu starszej generacji maszyn regionalnych flota składała się wyłącznie z samolotów typu Airbus. - Będzie to proces wymagający, ale nie demonizowałbym go. Jakieś zmiany i tak były konieczne. Warto też pamiętać, że Airbus ma w Polsce rozbudowaną bazę produkcyjną, co prawda nie tych konkretnych samolotów, ale jednak jest tu obecny przemysłowo. To oznacza, że pod pewnymi względami decyzja ta może wspierać rozwój polskiego przemysłu lotniczego, kadr, a może nawet politycznego zaangażowania Polski w relacje z USA i UE - wymienia ekspert. 

PLL LOT stanie się europejskim liderem?

Decyzja o wyborze Airbusa to decyzja bardziej przyszłościowa. Michał Fijoł, prezes zarządu PLL LOT, mówił zaraz po jej ogłoszeniu, że samoloty pozwolą linii lotniczej "skutecznie konkurować na europejskim niebie, umacniać pozycję preferowanego przewoźnika naszej części Europy i przygotować LOT do roli wiodącej linii lotniczej w Centralnym Porcie Komunikacyjnym". Na to, że wybrane samoloty lepiej pasują pod powstający CPK, wskazywał także Dominik Sipiński. - To jest inwestycja, która pozwoli zrobić więcej. Może nie od razu, ale w perspektywie pięciu lub dziesięciu lat z pewnością da się osiągnąć więcej niż na przykład z Embraerami - mówił nam.

Eryk Kielak
Więcej o: