"Na początku lipca 2025 roku w Krajowym Rejestrze Sądowym odnotowano około 30 000 firm, których ostatecznymi beneficjentami są obywatele Ukrainy" - podaje Centrum Analityczne Gremi Personal. Ponad połowa z nich została założona po pełnoskalowej rosyjskiej inwazji, czyli po lutym 2022 r. Spośród 29 044 firm, których właścicielami są Ukraińcy, aż 13 014 biznesów zostało otwarta po tej dacie. W ciągu ostatnich 3,5 roku w naszym kraju zarejestrowano 208 251 nowych firm, z czego 6 proc. należało do Ukraińców.
Aż 95 proc. wszystkich ukraińskich spółek w Polsce to spółki z ograniczoną odpowiedzialnością (sp. z o.o.). Najwięcej nowych firm Ukraińcy założyli w woj. mazowieckim (głównie w Warszawie), bo 11 568. Dalej są woj. małopolskie - 3 200 oraz woj. dolnośląskie - 3 019. Co ciekawe, ponad 75 proc. firm zakładanych po lutym 2022 r. to firmy z kapitałem zakładowym poniżej 10 tys. zł, a tylko 133 z nich mają kapitał powyżej 500 tys. zł. Łączny kapitał wszystkich ukraińskich firm przekracza 7,34 mld zł, z czego 533 mln zł przypada na firmy utworzone po wybuchu wojny. Oznacza to, że mimo że 45 proc. firm zostało założonych po rozpoczęciu wojny, ich łączny kapitał jest 12 razy mniejszy.
- Ukraińcy w Polsce wzmacniają gospodarkę i pozytywnie wpływają na jej rozwój poprzez swój niebagatelny wkład w formie podatków, ale też codziennej konsumpcji - zauważa Damian Guzman, zastępca dyrektora generalnego Gremi Personal. Podano, że w 2024 r. ukraińscy przedsiębiorcy i pracownicy wpłacili do budżetu Polski prawie 1,65 mld zł w formie podatków dochodowych i CIT.
- I nie zabierają pracy, tylko ją dają innym, co również wpływa na jakość usług i konkurencję w biznesie. Oczywiście prowadząc biznes w Polsce, powinni dostosowywać się do zasad panujących w naszej gospodarce i biznesie i jeżeli chcą się dalej rozwijać, to muszą to robić na zasadach panujących tu i w Unii Europejskiej. I to może być dla niektórych z nich wyzwanie, gdyż prowadzenie biznesu w Ukrainie różni się w wielu "aspektach" od prowadzenia biznesu w Polsce - dodawał Damian Guzman.
Centrum Analityczne Gremi Personal zrobiło badanie w siedmiu największych polskich miastach, w którym wyszło, że choć 80 proc. badanych ma stabilne zatrudnienie i często perspektywę dłuższego pobytu, tylko 11 proc. z nich czuje się w pełni zintegrowanych. Wynika to głównie z poczucie nie akceptacji. Blisko połowa uczestników przyznaje, że nigdy lub prawie nigdy nie ma kontaktu z Polakami poza pracą, a aż 69 proc. doświadczyło uprzedzeń lub lekceważenia. - Jeśli setki tysięcy ludzi, którzy obecnie pracują, wychowują dzieci i płacą podatki w Polsce, nie odczują, że są tu mile widziani, nie będą czekać. Część z nich nie wróci do Ukrainy, lecz poszuka bardziej otwartego kraju w Unii Europejskiej. Dla Polski oznaczałoby to wymierne straty - w sytuacji już teraz dotkliwego deficytu siły roboczej - przewiduje Damian Guzman.
Ze wstępnych danych resortu pracy wynika, że w pierwszych czterech miesiącach 2025 roku wydano w Polsce 103,2 tys. zezwoleń na pracę cudzoziemców, z czego 1,2 tys. otrzymali Ukraińcy. - Wszystko ma swoje limity i również w tym przypadku liczba osób z Ukrainy, która potencjalnie mogłaby emigrować do nas, niejako się wyczerpuje. Ponadto Polska traktowana jest coraz częściej jako tzw. kraj tranzytowy. Ukraińcy podejmują decyzję o tym, aby zamieszkać i pracować w Zachodniej Europie. Nie można zapominać, że niedobory osób w wieku produkcyjnym dotyczą większości państw unijnych. Jednocześnie Ukraińcy są narodem podobnym kulturowo także do innych Europejczyków. Sprawia to, że stanowią atrakcyjnych, potencjalnych pracowników, ale i "sąsiadów" - zauważa Piotr Rogowiecki, dyrektor departamentu analiz i legislacji organizacji. Warto jednak podkreślić, że dane te są też zaniżone, bo obywatel Ukrainy może wykonywać pracę bez zezwolenia na pracę.
Przeczytaj też: "Zaskakujące dane z Tajwanu. Połowa kluczowej technologii trafia do Polski. Wyprzedzamy USA i Niemcy".
Źródła: Gremi Personal, Monday News