HoReCa - to prawdopodobnie najgłośniejszy skrót ostatnich dni. To właśnie wokół niego, a właściwie wokół sektora hotelarskiego i gastronomicznego (ang. Hotel, Restaurant, Catering/Café), przetacza się potężna awantura. W największym skrócie - przedsiębiorcy z tej branży wykorzystali przepisy umożliwiające uzyskanie dotacji z unijnych środków w ramach KPO i otrzymywali ogromne sumy na "dywersyfikację działalności". W praktyce oznacza to, że np. jedna z łódzkich pizzerii dostała środki na solarium, inny restaurator wziął dotację na jacht, a lokal sprzedający kebaby otrzymał dotację na "rozszerzenie działalności o ofertę noclegową". To tylko kilka przykładów, które budzą poważne wątpliwości.
Zostawmy jednak na boku branżę hotelarską i przyjrzyjmy się samej gastronomii. Restaurator Jakub Tepper (właściciel m.in. Min's Table oraz Tonari) opublikował obszerny wpis, w którym mocno krytykuje sam pomysł, by branża gastronomiczna była beneficjentem środków z KPO. Według niego nie wymaga "wsparcia, ani żadnych dotacji". "Tak, w 2020/2021 było ciężko. Trzeba było bardzo się postarać, żeby nie popłynąć. Ale to już dawno temu, a bywa ciężko to komplementarna część każdego biznesu, zależnie od wielu czynników" - zauważa. "Niewygodna prawda jest taka zaś, że gastronomia to dość rentowny biznes" - dodaje i podkreśla, że "założenie, że ktoś w tej branży potrzebuje pieniędzy, jest fundamentalnie błędne". Wskazuje, że o potrzebie pieniędzy można mówić w kontekście ochrony zdrowia, krajowej infrastruktury lub opieki senioralnej. Zauważa, że restauracje nie są zwyczajnie niezbędne.
W kontekście branży gastronomicznej nie powinno się też otwierać drogi do dywersyfikacji, a taki warunek był w otrzymaniu pieniędzy z KPO. "Dywersyfikacja w gastronomii to założenie po prostu innej firmy, innej działalności. Dla spełnienia wymagań formalnych - na tym samym NIPie jak rozumiem. To nie pomaga w absolutnie niczym. Przede wszystkim, już na takim najbardziej ludzkim i podstawowym poziomie - odciąga uwagę od głównej działalności restauracyjnej" - zauważa. "A skoro nie wiedzie się restauratorowi na tyle, że wymaga wsparcia, to czy odciągnięcie jego uwagi od tej pracy jeszcze w inną stronę może odnieść pozytywny skutek? Przez pozytywny rozumiem - pomóc z rentownością, rozwojem, zatrudnieniem ludzi" - dodaje, wskazując, że to zwyczajnie nie jest dobra forma pomocy.
Rozwój restauracji według Jakuba Teppera może być albo wertykalny (w danej lokalizacji oferować coraz lepszy produkt), albo horyzontalny (oferować jedzenie w jak największej liczbie lokalizacji). Dywersyfikacja w nową odnogę działalności w tym rozwoju nie pomaga. "Słyszałem jakieś dość durne porównania w radio w tym kontekście, że Apple to też powstał w garażu. Nie, z tych pieniędzy nie powstanie ani Apple, ani McDonald’s też nie powstanie. A wiecie dlaczego? Ponieważ gdyby miał powstać, to już by powstał. Albo by się tworzył. Przez 5 lat byśmy usłyszeli o kimś, kto z jednego lokalu zrobił x lokali" - pisze restaurator. "I teraz największy paradoks: Jeśli zrobił z jednego lokalu x lokali - to nie potrzebuje żadnych darmowych pieniędzy od nas wszystkich. Jeśli nie zrobił - to już nie zrobi, a te pół miliona nie są mu do niczego potrzebne, poza konsumpcją" - dodaje. "Podejmujący decyzje w Polsce nie mają kompletnie pojęcia, na czym polega prawdziwy rozwój w tej branży. Komentatorzy często nie mają kompletnie pojęcia, na czym polega prawdziwy rozwój w tej branży" - punktuje gorzko restaurator. "W kraju, w którym zrobienie interesu to ogranie kogoś, wykorzystanie systemu czy jednorazowy strzał za kilkaset tysięcy jest dla wielu szczytem ambicji i definicją sukcesu - tego typu akcje rozdawnicze czy wsparcia nie mają prawa się udać" - podkreśla.
Rząd wziął się już za walkę z dotacjami, które zostały utrzymane w sposób nieprawidłowy. Działania naprawcze rozpoczęto już dwa tygodnie, a pod koniec lipca odwołano prezeskę Polskiej Agencji Rozwoju Przedsiębiorczości, która była odpowiedzialna za realizację projektu. "Ruszyła też seria kontroli w instytucjach, które odpowiadały za wybór beneficjentów: w tym w Rzeszowskiej Agencji Rozwoju Regionalnego, której przedstawiciele oświadczają dziś, że nie ma problemu. Takie podejście jest nieakceptowalne i bulwersujące" - informowała ministerka funduszy Katarzyna Pełczyńska-Nałęcz. Wyniki tych kontroli mają być we wrześniu i wtedy też mają być wyciągane konsekwencje, w tym zwrot środków.
Przeczytaj też: "Wzięli pieniądze z KPO. Teraz się bronią: Zgodnie z regulaminem".
Źródła: Onet, IAR, Jakub Tepper [X]