Ogromne zagrożenie dla Gdańska. W porcie są "tykające bomby"

Znaczna część Gdańska jest poważnie zagrożona. Wszystko z powodu braku regulacji związanych z przewozem nawozów sztucznych. Przykład Libanu pokazuje, że ryzyko zniszczeń jest całkiem realne.
port w Gdańsku
Tommy Alven / Shutterstock

Zagrożenie dla portu i miasta

Gdańsk jest poważnie zagrożony, a w najgorszym scenariuszu może zniknąć "połowa" miasta - informuje portal wnp.pl. Materiały, które mogłyby doprowadzić do gigantycznych zniszczeń, cały czas wpływają do portu. Chodzi o nawozy sztuczne, które nie są w odpowiedni sposób zabezpieczane. 12 września zebrał się parlamentarny zespół ds. przemysłu chemicznego. Poruszano nie tylko kwestie samego importu, który z powodu dumpingowych cen produktów jest szkodliwy dla krajowych producentów. Rozważano też sprawy związane z bezpieczeństwem przewozu.

Ogromne ilości materiałów wybuchowych

Przywóz do Gdańska nawozów sztucznych luzem stwarza ogromne zagrożenie dla bezpieczeństwa portu i miasta. Zostało to zgłoszone do państwowych organów. - Tak duże ilości nawozów luzem to praktycznie tykające bomby. A jeżeli wpływają do portów tysiące ton nawozów na statkach, to poważne zagrożenie w kontekście obecnej sytuacji - wyjaśnił dr Tomasz Zieliński, prezes Polskiej Izby Przemysłu Chemicznego. To tysiące ton azotanów amonu (saletry amonowej), które są stosowane nie tylko jako nawóz, ale również materiał wybuchowy np. w górnictwie i budownictwie. Do Gdańska przypływają luzem i dopiero na miejscu są przepakowywane. Obecnie do portu zmierza amerykański masowiec mający w ładowni 30 tys. ton tego związku.

Zobacz wideo Donald Tusk o Gdańskim jarmarku: Staliśmy się europejską stolicą Świąt

Długotrwały proces i problem z przepisami

Przepakowywanie nie odbywa się od razu i ładunek może być nawet przez dłuższy czas składowany w porcie. Gdyby doszło do wybuchu, zniszczenia byłyby gigantyczne. - Można sobie wyobrazić, że dochodzi do wypadku, sabotażu czy nawet zamachu terrorystycznego. W przypadku wybuchu takiej ilości azotanu amonu to nie tylko port jest zniszczony, ale również starówka, połowa Gdańska, a szyb nie ma w całym Trójmieście - stwierdził Szymon Domagalski, radca ds. regulacji w PIPC. Wszystko wynika z luki w przepisach, umożliwiającej składowanie nawozów luzem na czas transportu. Dla importera to niższe koszty, bo nie musi się zajmować pakowaniem, prostszy i tańszy jest też załadunek i wyładunek. Zmiana w przepisach, która wprowadzałaby taki wymóg, ma też znaczenie ze względu na konkurencję, ponieważ polskie firmy nawozowe pakują swój towar.

Tragedia nie tylko w Libanie

Tragedia w Libanie pokazała, że takie zagrożenie jest całkowicie realne. 4 sierpnia 2020 roku w porcie w stolicy tego kraju, Bejrucie, doszło do wybuchu składowanej tam saletry amonowej. W wyniku eksplozji zniszczeniu uległ nie tylko port, ale też znaczna część miasta. Śmierć poniosło 218 osób, a wiele tysięcy było rannych. Jednak podobnych przypadków było więcej. Eksplozja 2300 ton saletry amonowej w Texas City w 1947 roku doprowadziła do śmierci 581 ludzi, a fala uderzeniowa wybiła szyby nawet 65 km od epicentrum. Pożar i eksplozja w chińskim Tiencin w 2015 roku przyniosły 173 ofiary. Rok temu w australijskim Bororen jedna osoba zginęła po wybuchu naczepy ciężarówki przewożącej 42 tony azotanu amonu.

Czytaj też: Port Gdańsk jednym z najlepszych w Europie. Eurostat podał dane dot. żeglugi

Źródła:wnp, ABC News

Więcej o: