Rosyjskie służby zatrzymały ponad 50 osób, które były aktywne w sieci i prowadziły internetowe kanały. Operację przeprowadzono w 75 regionach Rosji, a także na okupowanych terytoriach Ukrainy. W akcji wzięli udział funkcjonariusze Federalnej Służby Bezpieczeństwa, Ministerstwa Spraw Wewnętrznych i Komitetu Śledczego. Pretekstem miało być rzekome rozpowszechnianie ideologii nazizmu i terroryzmu. Według obrońców praw człowieka to największa od początku agresji na Ukrainę akcja zastraszenia Rosjan.
Osiem osób zatrzymano za rzekome przygotowywanie zamachów w Orle, Krasnojarsku, Czelabińsku, Doniecku i Mariupolu. Rosyjskie służby zatrzymały administratorów ponad 300 kanałów internetowych. W ich telefonach miały się znajdować m.in. instrukcje budowy bomb i prowadzenia działalności dywersyjnej oraz korespondencja z "zagranicznymi kuratorami".
Prawnik Jewgienij Smirnow z rosyjskiej organizacji prawniczej i praw człowieka "Pierwszy Oddział" uważa, że szeroko zakrojona operacja rosyjskich służb ma zastraszyć przeciwników wojny w Ukrainie i reżimu Władimira Putina. - Miesza się fakty z wymysłami, żeby wywrzeć presję na obywateli Rosji lub na międzynarodowe organizacje. Celem tej operacji jest próba wypłynięcia na decyzje podejmowane przez obywateli i organizacje - stwierdził w rozmowie z telewizją Deszcz. Jewgienij Smirnow nie wykluczył, że zatrzymania trwały dłuższy czas, a teraz rosyjskie służby zdecydowały się opowiedzieć o nich tak, jakby wszystko odbywało się jednego dnia.
Czytaj również: "Ropa naftowa wystrzeliła. Rosja ogranicza eksport. Ukraińskie ataki robią swoje".
Źródło:IAR