Po wprowadzeniu darmowej komunikacji pracownicy MPK Inowrocław zaczęli obawiać się zwolnień. Jak donosi "Gazeta Wyborcza", pod koniec maja spotkali się w związku z tym z prezydentem miasta Arkadiuszem Fajokiem. Rozmowa była burzliwa. Załoga dowiedziała się, że nie zostaną przedłużone umowy na czas określony m.in. kontrolerów biletów, kasjerki i sprzątaczki. Ich obowiązki obecnie przejęli inni pracownicy. Jednemu z fachowców z kilkudziesięcioletnim stażem obniżono pensję o 1000 zł. Z kontrolerów została tylko jedna pracownica zatrudniona na pół etatu, mimo że zgodnie z przepisami nie może pracować samodzielnie. Prezydent miał stale podkreślać podczas spotkania, że cięcia są konieczne ze względu na zadłużenia spowodowane przez poprzednie władze. Załoga wystąpiła do miasta o 200 zł podwyżki dla każdego pracownika, ale na początku września zostali poinformowani o odmowie. Nastroje pogorszyła propozycja tzw. premii chorobowej w wysokości 200 zł miesięcznie za niekorzystanie ze zwolnień lekarskich.
Pomysł wprowadzenia premii chorobowej nie został przyjęty pozytywnie przez pracowników. Wiele osób obawia się, że będzie wywoływać presję, aby przychodzić do pracy nawet podczas choroby. Takie sytuacje mogą stwarzać realne zagrożenie, zwłaszcza w przypadku kierowców. Należy jednak podkreślić, że to wciąż tylko propozycja.
Propozycja tzw. premii chorobowej faktycznie pojawiła się podczas spotkania z organizacjami związkowymi działającymi w spółce, ale na tym etapie jest przedmiotem dyskusji i pozostaje wyłącznie w sferze ewentualnych planów
- przekazała redakcji Radia Eska Daria Knasiak-Majewska, rzeczniczka prasowa Urzędu Miasta Inowrocław. Dodatkowo podkreślała, że chodzi tu przede wszystkim o wyeliminowanie jednodniowych zwolnień lekarskich, które stanowią duże utrudnienie w organizacji grafików, szczególnie w okresach świątecznych, niedzielnych czy wakacyjnych. Takie same powody podawał prezes MPK Wojciech Piernik w rozmowie z "Wyborczą".
Mieszkańcy Inowrocławia mogą korzystać z komunikacji miejskiej za darmo od czerwca tego roku. Warunkiem jest posiadanie "Karty Inowrocławianina", potwierdzająca rozliczanie podatku w mieście. W pozostałych przypadkach konieczny jest wciąż bilet, który obecnie kosztuje cztery złote (cena za bilet normalny jednorazowy). Decyzja o wprowadzeniu darmowej komunikacji została podjęta z kilku powodów. Miało być to korzystne dla środowiska ze względu na mniejszą liczbę aut na drogach, jezdnie pozostawałyby dzięki temu dłużej w dobrym stanie, a ponadto mieszkańcy mogliby swobodnie przemieszczać się po mieście, niezależnie od swojej sytuacji finansowej. Minusem okazała się kwestia finansowa. Już pod koniec marca tego roku Portal Kujawski podawał, że wprowadzenie darmowej komunikacji w Inowrocławiu będzie kosztować miasto 5,4 mln zł rocznie.
Czytaj też: Ostrów Wielkopolski z ogromnymi podatkami. "Skok na budżety mieszkańców"
Źródło: portalkujawski.pl, bydgoszcz.wyborcza.pl, bydgoszcz.eska.pl