"Bezpieczeństwo kosztuje". Jak zbudować gospodarkę UE, która udźwignie wydatki na obronność?

- Nie ma dziś rozmowy o bezpieczeństwie Europy bez dyskusji o konkurencyjności gospodarki europejskiej - przekonywał wiceszef MSZ Ignacy Niemczycki podczas jednej z debat Europejskiego Forum Nowym Idei w Sopocie. Uczestnicy panelu zwracali także uwagę na konieczność zwiększenia produkcji leków w UE.
'Bezpieczeństwo kosztuje'. Jak zbudować gospodarkę UE, która udźwignie wydatki na obronność?
fot. Marta Rawicz

Wiceminister Niemczycki, a także szef KNF Jacek Jastrzębski, prezesi banków: Citi Handlowy Elżbieta Czetwertyńska oraz Velo Bank Adam Marciniak, Michał Fura (BAT Poland) i Magdalena Krakowiak (Adamed Pharma) wzięli udział w debacie poświęconej konkurencyjności unijnej gospodarki.

"Bezpieczeństwo nie jest tanią sprawą"

W zeszłym roku opublikowany został raport na ten temat autorstwa byłego premiera Włoch i b. szefa Europejskiego Banku Centralnego Mario Draghiego. Ekonomista wskazywał w nim m.in. na potrzebę deregulacji i znoszenia barier administracyjnych w UE, zwiększenia innowacyjności, a także obniżenia cen energii w Unii.

Według uczestników panelu, wciąż są to istotne wyzwania dla wspólnoty, zwłaszcza w obliczu konieczności zwiększenia bezpieczeństwa w Europie. - Jeżeli chcemy mieć w Europie najlepsze narzędzia do obrony, takie twardej, fizycznej, przed wojną, to musimy mieć gospodarkę, która jest to w stanie udźwignąć. Bezpieczeństwo nie jest tanią sprawą - wskazał Ignacy Niemczycki.

Dlatego - dodał - konieczne jest zwiększenie konkurencyjności gospodarki UE. - Dla mnie nie ma dziś rozmowy o konkurencyjności bez rozmowy o bezpieczeństwie. I w drugą stronę - nie ma rozmowy o bezpieczeństwie bez konkurencyjności gospodarki - podkreślił Niemczycki, przypominając zarazem, iż KE ma niedługo opublikować propozycję nowej doktryny bezpieczeństwa gospodarczego w Unii.

Europa zbyt konserwatywna?

Odnosząc się do kwestii związanej z deregulacją, uczestnicy dyskusji zwracali m.in. uwagę, że w Europie funkcjonuje zupełnie inne podejście niż choćby w USA. - Nasz poziom uregulowania gospodarki wynika z tego, jakie są na naszym kontynencie preferencje społeczne, które z kolei przekładają się na decyzje polityczne. Wydaje mi się, że uprawniona jest teza, że my w Europie mamy dużo większą skłonność do poszukiwania rozwiązań bezpiecznych raczej niż rozwiązań, które premiują przede wszystkim szybki wzrost, szybki rozwój i innowacyjność i rentowność - tłumaczył szef KNF Jacek Jastrzębski.

- W Stanach jest dużo łatwiej otrzymać finansowanie innowacyjne pomysły. Dolina Krzemowa i różne fundusze dla start-upów są tam dostępne, a u nas mniej. Też kultura amerykańska jest bardziej nastawiona na podejmowanie ryzyka. Jest dużo więcej ludzi, którzy zaczynają swą karierę od start-upów, a w Europie mamy bardziej konserwatywne podejście do inwestycji. Robimy plany inwestycyjne, prognozy, sprawdzamy jakie mogą być ryzyka i tak dalej - mówiła w kolei prezeska Citi Handlowego Elżbieta Czetwertyńska. - Kulturowo w Europie jest mniejszy kapitał dostępny na nowe pomysły - dodała.

"Za parę dekad będziemy mieć polskie koncerny światowe"

Chwaliła jednocześnie przy tym innowacje wprowadzane w naszym kraju, zwłaszcza jeśli chodzi o sektor bankowy. - Uważam, że sektor finansowy w Polsce jest bardzo innowacyjny. Cyfrowe rozwiązania, jakie my mamy w Polsce, nie są w ogóle znane w USA. Stany operują w dużej mierze na podstawie czeków, których my nie znamy, więc w zależności od sektora, ta innowacyjność jednak jest, a sektor bankowy jest takim, który ja zawsze jako przykład - i w Europie, i w porównaniu do USA, jeżeli chodzi o innowacyjność i rozwiązania - podkreślała Czetwertyńska.

Zwróciła ponadto uwagę, że coraz więcej polskich firm wychodzi za granicę. - Taka większa ekspansja zaczęła się jakieś 10 lat temu. Myślę, że za parę dekad będziemy mieć polskie koncerny światowe - mówiła prezeska Citi Handlowego.

Szef Velo Bank Adam Marciniak, nawiązując jeszcze do różnic w podejściu do innowacyjności, zauważył, iż w Stanach Zjednoczonych wydatki na ten obszar wynoszą blisko 800 mld dolarów, podobnie jak w Chinach, tymczasem w UE jest to jedynie 400 mld euro. - To są diametralnie różne wartości - ocenił.

W Polsce z kolei - według niego – sporym problemem jest wciąż niedoinwestowana edukacja. - Dlaczego na przykład mamy 19 noblistów, którzy urodzili się w Polsce, a żaden, odbierając nagrodę, nie legitymizował się osiągnięciami tu, które realizował tu w kraju, a na zewnątrz? - pytał Marciniak. To jest duża nasza porażka, że cały ten kapitał intelektualny wyjeżdża - uznał szef Velo Bank.

Michał Fura (British American Tobacco Poland), odnosząc się do kwestii deregulacji, mówił, jak to wygląda z perspektywy branży tytoniowej. - W naszym przypadku trudno jest mówić o deregulacji sensu stricto, mówimy raczej o potrzebie mądrej regulacji. To jest coś, co odróżnia nas na pewno od branż najnowszych, które, żeby szybko rosnąć potrzebują deregulacji. W naszym przypadku mówimy raczej o mądrej dalszej regulacji albo nienadmiernej regulacji, bo nadmierna regulacja może hamować inwestycje - przekonywał Fura.

Kłopot z lekami

Ważnym wątkiem, który pojawił się podczas dyskusji, był problem dostępności substancji czynnych (API), niezbędnych do produkcji leków w UE. Mówili o tym i wiceminister Niemczycki, i Magdalena Krakowiak z firmy Adamed Pharma, która przypomniała, że jeszcze 25 lat temu Europa produkowała ponad 50 proc. API. - Dzisiaj jest to tylko około 20 procent. To Chiny i Indie odgrywają główną rolę pokrywając 70 proc. wymaganego zapotrzebowania - zaznaczyła Krakowiak.

Jak zauważyła, na początku wojny w Ukrainie okazało się, iż zapas tamtejszych leków wyczerpał się w ciągu 10 dni. - W wyniku braku insuliny, w pierwszych tygodniach wojny więcej dzieci zmarło z powodu braku tego leku niż z powodu działań wojennych - powiedziała przedstawicielka firmy Adamed.

Jej zdaniem konieczny jest powrót do inwestycji w produkcję zarówno substancji czynnych, jak i gotowych leków, co jednak nie będzie tanie. - Leki wyprodukowane w UE, z europejskiego API nie mają szansy być tańsze od leków z Azji. One będą droższe, więc tu potrzebne są ogromne nakłady i fundusze na to, żeby tę różnicę w cenie wyrównać - podkreślała Krakowiak.

Niemniej, jak poinformowała, problem dostrzegła już Komisja Europejska, gdzie trwają prace nad unijnych aktem prawnym dotyczącym leków krytycznych. - To jest bardzo dobry dokument zmierzający do tego, żeby tą produkcję substancji czynnych i leków w Europie przywrócić, także tworzyć bazy strategiczne, skracać łańcuchy dostaw - powiedziała przedstawicielka firmy Adamed Pharma.

Więcej o: