Lipiec, Wrzesień, Październik, Listopad - w każdym z tych miesięcy Rada Polityki Pieniężnej (RPP) obniżała stopy procentowe. To aż cztery obniżki z rzędu (w sierpniu Rada nie miała spotkania decyzyjnego). Mimo to wciąż członkowie RPP i sam prezes Narodowego Banku Polskiego (NBP) podkreślają, że nie ma "cyklu obniżek", a decyzje podejmowane są na każdym kolejnym posiedzeniu na podstawie aktualnych danych. Niemniej mamy do czynienia z nieformalnym cyklem. Pojawia się więc pytanie: czy w grudniu zostanie on podtrzymany?
Ekonomiści nie mają jednoznacznej odpowiedzi na to pytanie, chociaż są argumenty za tym, by rzeczywiście cykl obniżek był kontynuowany. - To oczywiście ostatecznie ukształtują dane makro, ale członkowie RPP, nie znając ich jeszcze, nie wykluczyli kolejnego cięcia w grudniu. Rada nie nazywa swoich ostatnich działań "cyklem" obniżek, ale trudno określać je inaczej, bo stopy procentowe spadły na czterech posiedzeniach z rzędu. Historycznie banki centralne, kiedy już raz wpadły w rytm, miały tendencję do kontynuowania cykli tak długo, aż nie napłyną dane, które będą sugerować konieczność zatrzymania się. Jak dotąd takie nie napłynęły i nie spodziewamy się, aby kolejne odczyty z polskiej gospodarki miały odwieść Radę od cięć - mówi w rozmowie z Next.gazeta.pl dr Piotr Bartkiewicz, ekonomista Pekao.
- Rada jest skupiona na tzw. sferze nominalnej, patrzy więc na inflację, dynamikę płac i związane z nimi wskaźniki. Jak dotąd dane te pokazują systematyczną, szeroko rozlaną dezinflację i wygasanie szoków, które obserwowaliśmy w poprzednich latach. W szczególności gigantyczny komponent związany z rynkiem pracy (ceny usług) wraca już do normalnych poziomów i dynamik. Za cięciem stóp może też przemawiać utrzymywanie się mocnego złotego - kurs nie zareagował jak dotąd na łagodzenie polityki pieniężnej - dodaje, wymieniając argumenty za obniżką.
Spekulacje dotyczące ewentualnej obniżki stóp procentowych podsycił członek RPP prof. Ludwik Kotecki. W rozmowie z "Pulsem Biznesu" przyznał, że "od kilku miesięcy rada komunikuje, że będzie podejmować decyzje na podstawie bieżących danych", a "wygląda na to, że inflacja w listopadzie będzie niska, może już w celu, to dobra wiadomość, która mogłaby skłonić RPP do takiej decyzji". Cel inflacyjny NBP wynosi 2,5 proc. z jednoprocentowym odchyleniem. Taką zapowiedzią prof. Kotecki uchylił drzwi przed ewentualną obniżkę, gdyby dane były sprzyjające.
Z drugiej jednak strony, choć przyznał, że on raczej by stopy obniżał to robiłby to bardziej później, niż szybciej. - Lwiej części poluzowania polityki pieniężnej Rada już jednak dokonała i wydaje mi się, że nie musi się spieszyć z kolejnymi decyzjami. Rekomendowałbym, żeby się powstrzymać na kilka miesięcy i zobaczyć, jakie będą efekty decyzji, które już podjęliśmy, i jakie impulsy inflacyjne pojawią się na początku przyszłego roku. Bo będą, choćby w związku ze zmianami cen administrowanych - zauważał.
Do obniżek Ludwik Kotecki wróciłby po kilku miesiącach przerwy, gdy inflacja będzie ustabilizowana. A do tego wyjaśni się kilka czynników ryzyka m.in. marcowa zmiana koszyka inflacyjnego, nowe taryfy na energię elektryczną, opłaty za media i śmieci. - Widzę przestrzeń do jeszcze dwóch obniżek stóp, łącznie o 50 pkt bazowych, w ciągu kolejnych 4-5 miesięcy. To dałoby realną stopę na poziomie 1 proc. - i jest to odpowiedni poziom stóp procentowych w warunkach dynamicznego wzrostu gospodarczego, który nas czeka w przyszłym roku - zapowiedział członek RPP. Oznaczałoby to spadek stóp procentowych do poziomu 3,75 proc. Chociaż mogłyby być nawet niższe.
Ludwik Kotecki w przytaczany wywiadzie przyznał, że według niego "realna stopa na poziomie 1 proc. jest odpowiednia w warunkach dynamicznego wzrostu gospodarczego, który nas czeka w 2026 r." Z tym zgadza się nasz rozmówca. - To dobra heurystyka (implikująca stopę docelową na poziomie 3,5 proc.) i rynki wydają się ją podzielać - zarówno wyceny rynkowe, jak i prognozy ekonomistów są tutaj zgodne. Inflacja na świecie nie zachowuje się tak, jak w poprzedniej dekadzie, i oscyluje raczej powyżej niż poniżej celu. To wymusza na bankach centralnych ostrożność. Ponadto można argumentować, stopy procentowe w latach 2018-2019 (realna stopa była na poziomie -1 proc.) były za niskie i nie warto powtarzać tych doświadczeń - tłumaczy.
Z kolei prezes NBP Adam Glapiński podczas ostatniej konferencji prasowej podkreślał, że "nie ma czegoś takiego jak docelowy poziom stóp procentowych", a wszystkie decyzje będą podejmowane "z miesiąca na miesiąc". Co ciekawe, prezes NBP choć podkreśla, że jest ostrożny i konserwatywny, to w jego opinii jeśli inflacja się ustabilizuje, obniżyłby stopy procentowe do poziomu 4 proc.
Dr Piotr Bartkiewicz prognozuje, że obniżek może być więcej, niż sugerowali prezes banku centralnego i członek RPP. - Naszym zdaniem obniżki stóp zakończą się na poziomie stopy referencyjnej NBP wynoszącym 3,5 proc., co oznacza jeszcze trzy takie ruchy. Na jak długo? Rada musi dać sobie czas na obserwację i analizę sytuacji. W szczególności musi zobaczyć, czy dotychczasowe ruchy przyniosły zamierzony efekt, tj. ożywiły zagregowany popyt i ustabilizowały inflację w celu. To musi trwać przynajmniej rok, bo oddziaływanie polityki pieniężnej jest rozciągnięte w czasie. Lata 2012-2015 są tutaj niezłym precedensem. Rada zakończyła cykl wiosną 2013 r. i wróciła do cięć półtora roku później, gdy okazało się, że inflacja nie przestaje spadać, a wzrost gospodarczy jest rozczarowujący - mówi nam.
Kolejne posiedzenie Rady Polityki Pieniężnej odbędzie stosunkowo niedługo, bo o wysokości stóp procentowych ekonomiści będą decydować już 2 i 3 grudnia. Choć to nie jest znaczący argument, to zwyczajowo Rada nie zmieniała wysokości stóp procentowych na ostatnim posiedzeniu w roku. Niewykluczone, więc, że nawet mimo sprzyjających danych, ostatecznie nie zdecyduje się na takie posunięcie.