Europosłowie na sesji w Strasburgu przyjęli tak zwane bezpieczniki w umowie z Argentyną, Brazylią, Paragwajem i Urugwajem. Pozwalają one szybciej reagować na zakłócenia na rynku. W ten sposób Unia Europejska chce przekonać rolników, że ochroni ich przed zalewem taniej żywności z krajów Mercosuru. Głosowanie nie kończy jeszcze prac nad umową. Teraz te decyzje muszą jeszcze potwierdzić w negocjacjach przedstawiciele Parlamentu Europejskiego i unijnych krajów, acz będzie to już tylko formalność.
Wzmocnione klauzule ochronne przewidują, że jeśli ceny spadną o 5 proc., mają być nakładane cła na importowaną żywność, a decyzje będą zapadać w ciągu 14 dni. W proponowanej wcześniej przez Komisję wersji było to 10 proc. i w ciągu 21 dni. Do listy produktów wrażliwych dopisano jaja na wniosek polskich europosłów. Ponadto Komisja będzie zobowiązana do monitoringu sytuacji na rynku co 3 miesiące, a nie, jak chciała, co pół roku. Producenci żywności w krajach Ameryki Łacińskiej, którzy będą chcieli eksportować na unijny rynek, muszą przestrzegać tych samych wyśrubowanych norm, które obowiązują europejskich rolników.
Przyjęcie bezpieczników miało dać Francji argument do zatwierdzenia całej umowy handlowej na spotkaniu ambasadorów unijnych krajów w czwartek. Ale to nie jest teraz pewne, bo Paryż wykonał woltę w ostatnich dniach, podobnie jak Rzym, domagając się przełożenia decyzji. I tu kalendarz przestaje się spinać, bo szefowa Komisji chciała w sobotę (20 grudnia) polecieć do Brazylii na szczyt Mercosuru, by ogłosić sukces i podpisać umowę. Nie jest więc wykluczone, że sprawa trafi na unijny szczyt z udziałem przywódców, który rozpoczyna się w czwartek (18 grudnia). Polska niezmiennie jest przeciwna tej umowie.
- Spotykamy się dziś w momencie krytycznym. W Brukseli ważą się losy polskiego rolnictwa, polskich gospodarstw i bezpieczeństwa żywnościowego całej Europy - na lata i dekady. Umowa z krajami Mercosuru to pistolet przystawiony do głowy europejskiego rolnika. Polska mówi NIE. I to nie jest kuluarowe nie - to nie poparte twardymi uchwałami, dyplomacją i determinacją, której zabrakło naszym poprzednikom - alarmował minister rolnictwa Stefan Krajewski. Apelował do partnerów w Europie o zablokowanie zmian.
- Wspólnie zablokujmy umowę z krajami Mercosur. Teraz! Musimy być twardymi realistami. Widzimy potężne siły pchające tę umowę do przodu. Niemiecki przemysł motoryzacyjny liczy miliardowe zyski. Jeśli bogata północ ma zarabiać kosztem naszego rolnictwa, mówię Brukseli: sprawdzam. Kładę na stole warunki zaporowe. Jeśli UE chce poświęcić rolnictwo na ołtarzu wolnego handlu, musi być gotowa zapłacić pełną cenę tych zmian - przekonywał polski minister.
W wielu regionach Francji farmerzy prowadzą akcje protestacyjne przeciwko decyzji władz o obowiązkowym uboju chorego bydła. Lokalne akcje rolników przeradzają się w ogólnokrajowy protest całej branży przeciwko nieuczciwej konkurencji ze strony krajów Mercosur, z którymi Unia Europejska zamierza zawrzeć umowę handlową. Pałac Elizejski próbuje zablokować ten proces. Tymczasem francuski premier zwołał pilną naradę, by odpowiedzieć na narastający kryzys.
Rolnicy blokują traktorami ruch na krajowej drodze w regionie Paryża oraz na pięciu autostradach na południu kraju. W regionie Oksytania zablokowali również przejazd kolejowy. W kilku miastach odbywają się demonstracje. Do największych protestów dochodzi od kilku dni na południowym zachodzie Francji. Rolnicy z tych regionów starli z funkcjonariuszami, aby uniemożliwić likwidację stad bydła dotkniętych epidemią grudkowatej choroby skóry.
Przeczytaj też: Nowy podatek uderzy po kieszeni. Są wyliczenia. "O 300-550 zł więcej".