Polska stale się wyludnia. W ubiegłym roku współczynnik dzietności w Polsce osiągnął nowe dno - zaledwie 1,0989 dzieci na kobietę. Oznacza to, że każde kolejne pokolenie będzie o połowę mniejsze. Jak to sobie wyobrazić? "Dzisiejsze 100 Polek i Polaków będzie miało tylko 50 dzieci oraz zaledwie 25 wnuków. Jest to poziom, którego żaden kraj nie jest w stanie wytrzymać, nawet gdyby rocznie sprowadzać kilkaset tysięcy imigrantów" - zauważa na Facebooku Szymon Pifczyk, twórca kanału internetowego "Kartografia ekstremalna".
Nie wszędzie jednak tempo wyludniania jest takie samo. W niektórych powiatach depopulacja nastąpi jeszcze szybciej. Kartografia Ekstremalna wskazuje, że to przede wszystkim Sudety, Zamojszczyzna, Pomorze Środkowe i Zagłębie Dąbrowskie. Co ciekawe, powiat z najgorszym współczynnikiem dzietności (Sopot - 0,57, a więc gorzej niż nawet najgorsze miasta azjatyckie) jest położony tuż obok tego z najlepszym (powiatem kartuskim - 1,67, a więc poziom Francji czy USA). Tę dysproporcję dobrze widać na poniższej mapie.
Żaden powiat w Polsce nie osiągnął zastępowalności pokoleń. Wyjątkowa zła sytuacja na tzw. ścianie wschodniej. Przygraniczne powiaty mają często współczynnik dzietności poniżej 1. To regiony naszego kraju, z których zwyczajnie się wyjeżdża.
Za symbol tego zjawiska można uznać domy wystawiane na sprzedaż za 100-150 tys. zł. W serwisie Nieruchomosci-online.pl jest około 250 ogłoszeń sprzedaży takich nieruchomości. Ponad 40 procent z nich pochodzi z województw: podlaskiego, podkarpackiego i lubelskiego. Na ścianie wschodniej buduje się też najmniej nowych nieruchomości. Zwracał na to uwagę m.in. Bartosz Turek, analityk rynku nieruchomości. "Ściana wschodnia od lat ma co do zasady niższą gęstość zaludnienia, wyższy odsetek pustostanów, więcej mieszkań i domów w słabszym stanie technicznym i bez podstawowych instalacji" - pisze.
W tym przypadku mowa przede wszystkim o obszarach wiejskich. To właśnie one są obecnie najbardziej narażone na skutki kryzysu demograficznego. - Wieś peryferyjna jest w procesie powolnego zwijania się. Są miejsca, które już utraciły masę krytyczną, co będzie bardzo trudno odwrócić, zapobiec zanikaniu tamtejszej tkanki społecznej - mówiła Monika Stanny, dyrektorka Instytutu Rozwoju Wsi i Rolnictwa Polskiej Akademii Nauk.
"W ciągu najbliższych 50 lat można spodziewać się w Polsce stopniowego wygaszania kraju - od szkół i przedszkoli, przez sklepy, szpitale, sklepy i punkty usługowe, koniec z remontami dróg i budową nowych, za to z coraz większą liczbą opuszczonych ruder, a potem powoli także całych miast" - przewiduje Szymon Pifczyk. Z takiego problemu coraz mocniej zdają sobie sprawę polscy rządzący. Ministerka edukacji Barbara Nowacka alarmowała ostatnio, że małe szkoły pustoszeją z przyczyn demograficznych i geograficznych.
- Do 2060 roku prognozy ostrożne mówią o trzydziestu procentach mniej dzieci. To oznacza, że szczególnie w regionach trudnych geograficznie lub demograficznie szkoły będą pustoszały. Co jest największą wartością dla społeczności lokalnej? Szkoła blisko domu. Dla rodziców to jest bardzo istotne, czy dziecko, szczególnie to małe, ma przedszkole lub szkołę koło domu - mówiła. W Polsce już jest 158 szkół, w których jest mniej niż dwadzieścioro sześcioro uczniów.
Mniejsza dzietność pociąga za sobą bardzo wyraźne i dotkliwe konsekwencje. A wszystko wskazuje na to, że problem demograficzny Polski będzie tylko się pogłębiał. Jak szacuje GUS, do 2060 roku populacja Polski może się zmniejszyć o ponad 6 i pół miliona osób.
- To jest rzeczywiście taka prognoza dość pesymistyczna, ale ona może się ziścić, jeżeli nic się nie zmieni. To jest kwestia, oczywiście, z jednej strony niskiej dzietności, po drugie starzeje nam się społeczeństwo poprzez dłuższe życie również. I rzeczywiście państwo musi podjąć wielowymiarowe działania. Nie tylko świadczenie 500 czy 800+, bo to nie wystarczy. To nie motywuje młodych ludzi dzisiaj do tego, aby mieć więcej dzieci - tłumaczył w polskim radiu prezes Polskiego Towarzystwa Polityki Społecznej profesor Mirosław Grewiński.
Więcej na temat problemów na wschodzie polski przeczytasz w tekście Marii Mazurek: "Domy w cenie samochodu? A i owszem. Witajcie w Polsce, która umiera".