"Kiepskie wieści dla Niemiec, Europy i dla Polski. Nie ma miejsca na Schadenfreude. Spadek niemieckiego eksportu odbije się na naszym eksporcie do Niemiec" - przewiduje założyciel koncernu spożywczego Maspex, polski przedsiębiorca Krzysztof Pawiński. W swojej krótkiej prognozie nawiązał do niemieckiego określenia schadenfreude, oznaczającego radość lub przyjemność czerpaną z cudzego nieszczęścia. A tego nieszczęścia w Niemczech, zwłaszcza w branży handlowej, w 2026 r. może być sporo.
Niemieckie Stowarzyszenie Handlu Hurtowego, Zagranicznego i Usług (BGA) ostrzega, że "niemieccy eksporterzy powinni przygotować się na utrzymującą się słabość w 2026 r. na dwóch największych rynkach, w Stanach Zjednoczonych i Chinach, przy nikłych perspektywach ożywienia". Właśnie ten apel, opublikowany przez Reuters, skomentował polski przedsiębiorca. Według prezesa BGA przyszły rok zapowiada się bardziej na "chwilową ulgę" niż realną poprawę.
- Amerykańskie cła na towary z UE to piasek w trybach handlu transatlantyckiego. Stanowią one dodatkowe, stałe obciążenie dla marż niemieckich eksporterów - tłumaczył Dirk Jandura w rozmowie z Reutersem. - Do tego niemieckie firmy coraz częściej lokalizują produkcję w Chinach lub przesuwają inwestycje na inne rynki azjatyckie. Często stabilizuje to globalną sprzedaż, ale prowadzi do zmniejszenia eksportu z Niemiec - dodawał. Zauważył też, że chińska polityka przemysłowa faworyzująca krajowych producentów doprowadziła do erozji popytu na niemieckie towary. Dochodzą też problemy strukturalne Niemiec takie jak: stosunkowo silne euro, wysokie koszty energii, nadmierna biurokracja i niskie inwestycje.
Pesymistyczne prognozy na przyszły rok są niepokojące, zwłaszcza że już ten miniony nie był zbyt udany. Ze wstępnych szacunków wynika, że eksport z Niemiec do Stanów Zjednoczonych spadł o ponad 7 proc. do niecałych 150 miliardów euro w 2025 r. Natomiast eksport do Chin skurczył się jeszcze bardziej, zmniejszając się o 10 proc. do 81 miliardów euro.
- Z perspektywy czasu rok 2025 był przede wszystkim rokiem gospodarczego rozczarowania. Nastrój w sektorze hurtowym i handlu zagranicznego charakteryzował się dostrzeganiem problemów, ale powolnym postępem w znajdowaniu rozwiązań. Wiele firm nie pytało już, jak się rozwijać, ale jak przetrwać ten okres. Decydenci polityczni muszą w końcu uznać to za wyraźny sygnał ostrzegawczy - podsumowywał ten czas prezes BGA Dirk Jandura.
W wydanym przez stowarzyszenie komunikacie podkreślało, że ten rok szczególnie wyraźnie pokazał, jak bardzo dobrobyt zależy od otwartego handlu międzynarodowego i jak wrażliwy stał się system. "Amerykańskie cła, chiński protekcjonizm i pozornie bezradna, podzielona Unia Europejska zachwiały naszymi dotychczasowymi relacjami handlowymi" - wymieniono. Dodano jednak, że mimo to w 2025 roku sektor hurtowy i handlu zagranicznego wykazał się odpornością.
- Firmy dostosowały się, otworzyły nowe rynki i zoptymalizowały procesy. Jednak odporność nie może stać się stanem permanentnym - alarmuje Dirk Jandura. - Bez prawdziwych reform strukturalnych nie uda nam się uciec od tej głębokiej recesji. Przetrwaliśmy siedem lat stagnacji - dodawał, podkreślając, że "to, czego doświadczamy, to nie chwilowy kryzys, lecz problem strukturalny".
Przeczytaj też: "Wstrząs w europejskim państwie. To może być gorący punkt na mapie UE. Nowa waluta i rząd".